Dziś dzień sportowca! :D Do południa zrobiliśmy z Kosmaczem 110 km na rowerach... A wieczorem poszliśmy pobiegać. :D W międzyczasie był spacer, zakupy i takie, takie. ;) Teraz czas na zasłużonego, zimnego Leżajska!
Szkoda, że Darka zastała dziś śnieżyca, bo nie udało mu się dojechać na piwo nad jezioro Głębokie. Innym razem. ;P
DANE: Dystans: 2,9 km Czas: 20:15 Średni puls: 159 Max puls: 176 Kalorie: 259
Dziś historyczny bieg! Po raz pierwszy z Królową BIKEstats.pl! Wczoraj późną nocą przyjechała do nas Kosma – szczęście niepojęte! Jak zwykle pociąg do Zielonej Góry spóźnił się dwie godziny. ;) Biedna Kosma, prawie spłonęła żywcem, gdy pod samym Wrocławiem pociąg został otoczony płomieniami pochłaniającymi Radwanickie łąki i pola... :D Ale dojechała! To się liczy! :)
Sam bieg nad zalewem był bardzo przyjemny. Puls wyszedł dużo wyższy niż zawsze, bo przez 35 minut biegu musieliśmy gadać jak najęci – tak to już działa. ;) Towarzyszyła nam moja Osobista Trenerka – Asia. :) W takim towarzystwie zawsze jest przyjemnie! Nawet w dniu, w którym pogoda jest szara i ponura, wieje wiatr, a z ołowianych chmur spadają krople deszczu. Bo to właśnie takie fajne dziewczynki. :)
DANE: Dystans: 5,1 km Czas: 35:00 Średni puls: 167 Max puls: 185 Kalorie: 481
Nocne bieganie po mieście na zakończenie sympatycznego dnia. :) Znów z muzyczką na uszach - dziś królowała Poppipholla, która przynosi ze sobą wspaniałe wspomnienia z wakacji 2009... To były piękne czasy! :)
DANE: Dystans: 4,6 km Czas: 35:25 Średni puls: 149 Max puls: 173 Kalorie: 408
Na zakończenie fajnego weekendu: 20 minut spokojnego biegu. Skrócona miejska pętla, zrobiona wieczorem. Biegło się bardzo przyjemnie, bo ze słuchawkami w uszach. Tiesto i jego Enigma... Kawałek nie do zdarcia... :) Pięć tygodni biegania za mną. Dziś dogoniłem plan. :D Jeszcze mi się nie znudziło. I chyba się nie znudzi. Cel jaki sobie obrałem bardzo mnie motywuje!
DANE: Dystans: 2,7 km Czas: 20:40 Średni puls: 151 Max puls: 156 Kalorie: 244
Wreszcie o poranku. Słońce na niebie, powietrze trochę chłodne, ale koncertujące w parku ptaki zdawały się krzyczeć, że wiosna już zagościła na dobre! Fajnie! Powoli robi się zielono - piękne miesiące nadchodzą. :)
20 minut spokojnego biegu. Udało się utrzymać w miarę niskie tętno.
DANE: Dystans: 2,5 km Czas: 20:20 Średni puls: 143 Max puls: 158 Kalorie: 224
Dziś skrócona wieczorna rundka miejska, by wyszło 20 minut spokojnego biegu. Biegało się też całkiem miło, aczkolwiek po pysznym podwieczorku przygotowanym przez Asię, żołądek mocno ciążył...
Swoją drogą piątek wieczór, to specyficzna pora na bieganie... Wychodzi na to, że o tej porze jestem niezłą atrakcją dla co niektórych ludzików. :D Takie uroki Lubska. ;)
DANE: Dystans: 2,8 km Czas: 20:00 Średni puls: 156 Max puls: 176 Kalorie: 248
Wieczorna rundka miejska. 30 minut spokojnego biegu. Było przyjemnie. To cieszy. :D
Ostatnio trochę realizacja mojego planu kuleje, za bardzo odpuściłem. Ale to przez drobne zmiany. Chwila moment i wszystko będzie na właściwych torach. ;)
DANE: Dystans: 3,8 km Czas: 31:00 Średni puls: 150 Max puls: 165 Kalorie: 361
15. marca 2012 roku przyszedł na świat w żagańskim szpitalu Jan Mateusz! Syn Patrycji i... Ojca Mateusza. ;) Poczciwy Matysek został Tatusiem. :D Jestem z jego dzielnej Żonki i z niego bardzo dumny! Życzę Wam sto lat w szczęściu, zdrowiu i radości! Niech Wam młody Jaś dostarcza tysięcy wspaniałych doznań i rośnie na cudownego człowieka! :) Gratuluję!
W tym miejscu chciałbym przytoczyć pewien wesoły cytat... Nasz wierny towarzysz doli i niedoli Krzysiu, znany wszystkim jako Iskierka powiedział: ”Matys! Wreszcie zrobiłeś w życiu coś, co ma ręce i nogi!” :D I choć Matys zrobił w życiu dużo fajnych rzeczy, to chyba każdy się ze mną zgodzi, że człowiek nie może w swoim życiu zrobić nic lepszego niż dać komuś życie. Radość niesamowita!
Jasiu rośnij! Pojeździmy na rowerach! :) Pati i Matysku! Gratuluję Wam jeszcze raz. Cieszę się z Wami. I trzymam za Waszą Trójkę kciuki!
Pod powyższym podpisuje się oczywiście też moja kochana Asieńka. :)
Czas na opis setki...
Setka była bardzo przyjemna. Połowę kilometrów zrobiłem z Jackiem, który spędzał z nami weekend. Dziś, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy odwiedzić Brody i Suchodół. Wyruszyliśmy ubrani na krótko, pogoda do tego zachęcała – było ciepło! Z przyjemnością przemierzaliśmy leśne dukty, minęliśmy Świbinki i Nową Rolę i dotarliśmy nad jezioro Głębokie. Nad jeziorkiem spędziliśmy dłuższą chwilę delektując się smakiem Złota Wielkopolski – chłodny Pils w taką pogodę smakuje wybornie!
Po degustacji nad jeziorem udaliśmy się już do Brodów, w międzyczasie odwiedziliśmy Sosnę Ośmiornicę i jezioro Proszowskie. W Proszowie było sporo wędkarzy i amatorów grilla – to cieszy, że inni ludzie też korzystają z wiosennej pogody spędzając czas na świeżym powietrzu.
W Brodach Jacek podziwiał majestatyczny Pałac Brüla oraz staromiejską zabudowę. Spodobało mu się. Szkoda tylko, że pałac wciąż niszczeje. Dobrze że chociaż zagospodarowano dwie przypałacowe oficyny.
Z Brodów udaliśmy się w urokliwe miejsce, Suchodół. Tam krótka wizyta nad jeziorem Suchodolskim i wracamy. Robimy jeszcze przerwę przy starym poewangelickim kościele w Jeziorach Dolnych.
Do domu dotarliśmy jadąc asfaltową drogą (na teren brakło mi już sił). Zahaczyliśmy jeszcze o zalew Karaś nad którym ostatnio biegam. Gdy wycieczka dobiegła końca mogliśmy nacieszyć nasze podniebienia opychając się pysznym obiadkiem przygotowanym przez kochaną Asię. :)
Niestety, wszystko co piękne kiedyś się kończy. Jacek musiał wracać wieczorem do domu. Dziękujemy Ci Jacku za wspólnie spędzony czas, wspólne kilometry, spacer, grilla i wyprawowe wspomnienia! Przyjeżdżaj znów do nas prędko! :)
To jeszcze nie koniec. :D Po jakimś czasie wpadłem na pomysł: „przejechać setkę”! Asia poparła tą ideę. Żal było mi ją zostawiać w domku na kolejne trzy godzinki... Pojechałem. W ciemnościach ruszyłem do Żar, jechało się świetnie. Lubię jeździć nocą. W Żarach dotarłem do Rynku, a następnie odwiedziłem Matyska, by powspominać szaleństwa z piątkowej nocy – na pępkowym było wesoło. :) Po tej sympatycznej wizycie trzeba było pędzić do domu, gdzie czekała Asia. Pędzić może nie pędziłem, bo hamował mnie wzmagający się wiatr, ale do przodu pchały mnie dobre emocje. Emocje, które sprawiły, że cały weekend obfitował wieloma pięknymi chwilami!
Ale upał! 17 stopni na plusie i piękna słoneczna pogoda, ciężko w to uwierzyć, bo w nocy był przymrozek. W południe, korzystając z wolnej chwili, udałem się z Asią nad zalew. Zrobiłem dwa wolne kółeczka dookoła. Chwilę też pospacerowaliśmy. Bardzo przyjemnie!
Dziś testowałem stare adidasy Asi. Te też nie leżą na moich stopach idealnie. Będę kombinował dalej. Trzeba znaleźć jakiś złoty środek. :)
Biegłem najwolniejszym jak do tej pory tempem – nie przłożyło się to na najniższy średni puls. Ale wczoraj miałem trochę męczący dzień i rano nie wstałem zbyt wypoczęty. Jutro pewnie też nie będę w zbyt dobrej kondycji, bo szykuje się kolejny dzień z cyklu CRITICAL STAMINA... Pępkowe – wczoraj Matysek został Tatą! :) Ale się cieszę! :)
DANE: Dystans: 4,2 km Czas: 34:30 Średni puls: 153 Max puls: 168 Kalorie: 416
Dziś znów nad zalewem. Z Asią. Trochę mi zaaplikowała ćwiczeń. To moja najlepsza Trenerka! :D Miało być 35 minut, wyszło 40. Fajnie. :) Trochę wiało. Doskwierał mi lekki ból prawej stopy – zbyt mocno zawiązałem sznurowadła. A zawiązałem je zbyt mocno, bo mam... za duże buty. Teraz to wiem na 100%. Będę musiał pomyśleć nad zakupem nowych, ale muszę się z tym wstrzymać na jakiś czas, bo teraz mam dużo więcej ważniejszych wydatków. Nic to, do czasu aż kupię nowe, dopasowowane buty muszę poszukać jakiegoś tymczasowego rozwiązania. Chyba coś da się wykombinować. :)
DANE: Dystans: 5,2 km Czas: 40:30 Średni puls: 155 Max puls: 174 Kalorie: 498
To już jubileuszowy, dziesiąty trening. :D Miałem go wykonać w Łośniu z Igorkiem, ale ciągle było dużo innych zajęć. ;) 15 minut, spokojnym tempem nad Zalewem. Wyszedł całkiem fajny puls. Biegam, a raczej truchtam, od trzech tygodni, ale już widać jakiś postęp. To cieszy. :) W tym tygodniu robię cztery treningi. Kolejny będzie odpoczynkowy. Dochodzę do wniosku, że bieganie jest fajne. :)
DANE: Dystans: 2,1 km Czas: 15:25 Średni puls: 148 Max puls: 162 Kalorie: 176
Po chleb i jabłka do sklepu. Najpierw do Netto i... wrotki – remont, zamknięte. Dalej do Inter, wszystko fajnie, elegancko... Portfel został w domu. :) Runda Inter-Dom-Inter i powrót. Ależ emocjonujące zakupy! ;)
Wyjazd na Niegowonickie Skałki, to było coś pięknego! Takie dopełnienie całego, jakże świetnego, weekendu spędzonego na Zagłębiu, na Śląsku i w Małopolsce... Weekend, na który długo czekałem spełnił moje oczekiwania. :)
Niedzielny poranek był ciężki. Wszystko przez siedzenie do późnych godzin nocnych przy maszynie do pisania. Poza tym byłem zdruzgotany tym, że musiał nas opuścić Amiga. Na szczęście Darek i Igorek potrafili mnie zmobilizować do udania się na wycieczkę rowerową. Wtórowała im moja kochana Żonka. Dałem się przekonać. :)
W składzie: Kosma, Darek, Jurek i ja ruszyliśmy na zamek w Ogrodzieńcu. W planie wycieczki była przewidziana również wizyta na Pustyni Błędowskiej oraz wspomniane Skałki Niegowonickie. Udało się dotrzeć jedynie do... Niegowonic. Trochę wiało. :D Poza tym mieliśmy dziś (Kosma i ja) „crtical stamina”. ;) Jednogłośnie podjęliśmy decyzję, że uderzamy na skałki. Coca Cola zafundowana przez Darka smakowała tego dnia wspaniale! Czas spędzony na trawce przy skałkach, to coś bezcennego, coś za co nie zapłacisz nawet kartą Master Card! ;) Opowieści Jurka, wymiana wesołych anegdotek i poruszenie kilku życiowych tematów – w tym gronie to sama przyjemność. Szkoda, że nie mogliśmy tam spędzić dużo więcej czasu, z drugiej strony, gdy wróciliśmy do Łośnia, to czekała na nas Asia, Anetka, Wiktor i Igorek, co sprawiało że było jeszcze lepiej! :) A na dokładkę... niespodzianka w postaci Joasi – bardzo miła niespodzianka! :) Dziewczyny przygotowały pyszny obiadek, chłopcy pyszne napoje. I weekend nadal trwał!
Dziękuję Wam wszystkim, za to co zawsze! :) Dodam jeszcze, że było pięknie!
Czyli "epopeja" pisana późną nocą na maszynie... będące wspomnieniem wesołego weekendu... spędzonego w wyborowym towarzystwie... Dziękuję!
CRACOVIA 10.03.2012
Piękny dzień, słońce nad Łośniem-pastwisko, wspaniałe wydaje się wszystko! Kosma, Asia, Anetka, Wiktorek, Jurek, Darek, Amiga, Igorek... Ekipa zacna, świetna, wspaniała, okazja do wyjazdu jest niebywała. Tylko Musta wygląda przez okno ze smutkiem, obok przemknęła Kosma ze sterczącym sutkiem... Sto tysięcy myśli – pojawia się nowa, chłopcy, dziewczęta... jedziemy do Krakowa! Odpalamy Forda, uruchamiamy silnik Zafiry, nie zmarnujemy już ani jednej chwili! Wyjeżdżamy na drogę z Łośnia do Olkusza, każdemu radością napełnia się dusza. Pędzimy, mijamy kolejne wioski, osady, Igorek z wrażenia jest cały blady, Wiktor dostał wypieki na twarzy, Darek o twentynajnerze marzy... Kosma i Jurek to wyborowa para, razem z Amigą łoją browara. I wreszcie mijamy krakowskie rogatki, ciekawe jak się potoczą dalsze wypadki... Dojeżdżamy do pierwszego sklepu rowerowego, jednakże spojrzenia Darka niewartego. Ruszamy dalej, skręcając w prawo, skręcając w lewo, szukając z Darkiem roweru upragnionego. Dariusz chciał dosiąść Ghosta zielono-szarego, lecz nie było na miejscu rozmiaru odpowiedniego... Rozdzieliliśmy się. Jedni zostali przy Darkowym ramieniu, drudzy wylądowali na sławetnym Wawelu. A na Wawelu, przy głównym trakcie, stał "Łeb Zakuty", był odziany w kolczugę i metalowe buty, zawrócił ten szlachetny rycerz Kosmatej w głowie, co mu powiedziała – tego nikt się nie dowie! Pomachał mieczem, potrząsnął zbroją i łańcuszkami, Kosma i mężny rycerz zostali sami... Asia, Młynarz, Amiga i Jurek zostawili Kosmę na wirażu, poszli zwiedzać Wawel i nagle zabłądzili w korytarzu... wpadli na sarkofag byłego prezydenta, ot taki marmurowy, Amiga na to rzekł: "Wow! Fajny! Taki oldschoolowy!", po tym cyknął fotkę i wypił zimnego Lecha, bo nasz Amiga nie wierzy, że to przynosi pecha. Zwiedzanie Wawelu nadal trwało, wciąż było nam mało i mało! Odwiedziliśmy Chopina, Mickiewicza i Słowackiego, usłyszeliśmy też dźwięk Dzwonu Zygmuntowskiego. Krakowski Wawel – cudowne miejsce, skrywa perełki, tutaj spoczywa Władysław Jagiełło, Kazimierz Wielki... Miejsce cudowne, miejsce niesamowite, zostało przez ekipę BIKEstats.pl odkryte! Pod koniec zwiedzania Asia oglądała złote monety, w tym czasie Kosma okupowała budynek toalety... Następnie Kosma – dziewczę słynne i nieposkromione, podziwiając Smoka Wawelskiego stało niewzruszone. Smok sto razy dziennie zieje ogniem – jest mocno zapracowany, niektórzy jednak twierdzą, że jest przereklamowany, Kosma patrząc jak smoczysko zieje płomieniem, objęła Asiczkę swym muskularnym ramieniem i rzekła jej do ucha: "Ale leszcz z tego zielonego gada, przy Darkowym kaloryferze blado wypada!". Czas błogo biegnie, godziny mijają, między Darka nogami kolejne rowery się przewijają, znów nie zapada decyzja – nie ma wyboru, to brakuje rozmiaru, to brakuje koloru... Trzeba zluzować i ruszyć zwiedzać stolicę Małopolski, podziwiać architekturę i jej styl dworski. Gdy już zjedliśmy przepyszne obwarzanki, zdaliśmy się na pomysł naszej Anetkowej Koleżanki, odwiedziliśmy Bramę Floriańską i Sukiennice, Jurek rzucił okiem na krakowskie pannice. Kiedy podziwialiśmy Kościół Mariacki, Kosma wpadła na pomysł wariacki... Znów odnalazła pana w srebrnej zbroi, krzyknęła: "Zakuty Łeb przy Sukiennicach stoi!". Podeszła, zagadała, puściła oko, strzeliła z pończochy, spojrzała nań szarmancko, zmrużyła swe oczy... I choć pan rycerz miał wielkie wzięcie, to Kosma namówiła go na zbiorowe zdjęcie! Oczarowani blaskiem zbroi i Bramą Floriańską, zwiedzaliśmy co się da, zdani na łaskę pańską, podziwialiśmy resztę zabytków Krakowa, których nie powstydziłaby się Górnicza Dąbrowa. Nadszedł czas, że zgłodnieliśmy – zaburczało w brzuchach, znaleźliśmy się w autach po kilkuset szybkich ruchach. I choć to była sobota, a nie niedziela, wszyscy mieli ochotę na cheesburgera! Odwiedziliśmy Mc Donald'sa na ulicy Josepha Conrada, nasza Kosmata Przewodniczka była z tego wielce rada, bardzo dużo jedzenia wszyscy zamówiliśmy, Jurek wziął kawę, a Igorek ziemniaczane chipsy. Po jedzeniu popędziliśmy konie mechaniczne, uruchomiliśmy nasze wyobrażenia magiczne, znów wylądowaliśmy na łosieńskiej ziemi, zostaliśmy przez Kosmacza pozytywami nakarmieni. Zaczęliśmy też grzebać w pojemnej lodówce, panowie pili zimne piwo, panie wzięły po parówce. Ach! Z Kosmą każda chwila jest niebanalna, bo Kosma to dziewka niepowtarzalna! Ten weekend to były jedne z moich najlepszych dni, wspomnienie tego czasu wciąż w mej głowie tkwi! Bo z Rodziną Dariusza, Kosmatą Dzikuską i Innymi, każdy dzień oblany jest promieniami złocistymi! Anetka, Darek, Wiktor, Igorek i Kosma... są cudni, są jak pieśń radosna! To szczęście, to radość, to wszystko co najlepsze! Wyobraźcie to sobie! I w to uwierzcie! A Joasia, Amiga i Jurek są dopełnieniem wszystkiego, są tym, co jest niezbędne dla DOSKONAŁEGO!!!
Cel na dziś: 30 minut spokojnego biegu. Zrealizowane. Znów z nawiązką. :)
Słoneczne południe... Więc znów nad zalew razem z Asieńką. Asia została dziś moją osobistą trenerką. Wzorowo przeprowadziła rozgrzewkę i rozciąganie. Klasa mistrzowska! :)
Biegało się przyjemnie. Starałem się nie przekraczać tętna 160. Dziś w sumie wyszło 48 minut biegu - najwięcej jak do tej pory. Dziś też doszedłem do wniosku, że moje buty do biegania są chyba o pół rozmiaru za duże... :/ Ale może mam takie dziwne odczucie. Sam nie wiem.
W każdym razie było przyjemnie. I oby tak biegało mi się jak najdłużej. :)
DANE: Dystans: 6,1 km Czas: 47:55 Średni puls: 157 Max puls: 170 Kalorie: 599
Cel na dziś: 30 minut spokojnego biegu. Zrealizowane, z nawiązką. Od tego tygodnia zwiększam ilość dni biegowych do czterech na tydzień.
W południe pojechałem z Asią nad zalew. Piękna, słoneczna pogoda zachęcała do spaceru i biegania. Nad zalewem zawsze jest przyjemnie, nie inaczej było dziś. Asia spaceruje, a ja biegam. Pętla wokół zalewu ma 2,12 km. Dziś zrobiłem dwie pętle i troszkę. Wyszło równo 5 km. Bardzo przyjemnie się biegało. Chyba częściej będę korzystał z zalewowej pętelki. :)
DANE: Dystans: 5,0 km Czas: 37:40 Średni puls: 163 Max puls: 173 Kalorie: 499
Porankiem. Cel: 25 minut spokojnego biegu. Zrealizowane.
Po mroźnej nocy pobiegłem do parku. Starałem się biec spokojnie, wolno. Chyba się udało, bo utrzymałem najniższe, jak do tej pory, tętno średnie. Tempo było bardzo słabe, ale staram się biegać tak, by za bardzo nie obciążać serca. Dużo pracy przede mną w temacie biegania. Oj dużo! Póki co udało się zrealizować zgodnie z planem dwa tygodnie treningów. Tylko, że na razie to taka zabawa, która jak się okazuje, sprawia mi trochę trudności.
Po drodze spotkałem sarny - fajne zwierzaki. :) Powrót do domu bardzo przyjemny - Żonka czekała ze śniadaniem. Żyć, nie umierać! ;)
DANE: Dystans: 3,6 km Czas: 28:55 Średni puls: 155 Max puls: 173 Kalorie: 355
Znów rower! :) Miałem jechać przed siódmą rano, ale od tego pomysłu odwiodła mnie Asia. I dobrze. Trochę się wyspałem, a przed południem wyszło słońce, gdybym pojechał wcześnie rano nie byłoby słońca ani snu. ;)
Za cel obrałem sobie, bardzo przeze mnie lubiane, jezioro Suchodolskie położone w gminie Brody. Nad jezioro jechało się rewelacyjnie, bo z wiatrem w plecy. Dojechałem tam w 45 minut, zrobiłem krótką przerwę, by poobserwować piękne otoczenie. Ale tam fajnie! Zawsze miło się tam wraca.
W drodze powrotnej zatrzymałem się też na chwilę przy bardzo ciekawym kościele poewangelickim w Jeziorach Dolnych. To niezwykle ciekawe i klimatyczne miejsce. Przykre, że kościół jest zrujnowany. Jeszcze smutniejszy jest widok przykościelnego cmentarza, który jest zdewastowany i pokryty dziko rosnącą roślinnością. Widok tym bardziej smutny, że kościół stoi w centralnym punkcie wioski. W sąsiedztwie kościoła na placu zabaw bawią się mamy z dziećmi, dookoła spacerują mieszkańcy... A przy zmurszałych murach starego kościoła sterczą wiekowe, pordzewiałe, żelazne krzyże, które tkwią tam od ponad 130 lat! To wszystko jest bardzo przykre. Wiele krzyży nie dotrwało do dzisiejszego dnia, gdzieniegdzie wystają z ziemi jedynie ich sterczące kikuty. Spacerując między splądrowanymi grobami, żelaznymi krzyżami i drzewami oplecionymi bluszczem myślałem sobie o tym, jakie to wszystko jest nie w porządku... Kościół to tylko budynek, ale ma swoją historię. Były w nim chrzczone niemowlęta, młodzi zawierali małżeństwa, a potem kończyli tam swoją drogę. To miejsce było świadkiem wielu pięknych i szczęśliwych chwil, w tym miejscu wylano również wiele łez. Ta ziemia skrywa ciała dawnych mieszkańców. Te drzewa to wszystko widziały i stoją do dziś. Pamięć po ludziach symbolizują żelazne krzyże. Spokój tym, którzy odeszli z tego świata jeszcze w XIX wieku miał zapewnić pochówek na cmentarzu... Tak miało być. Jednak to wszystko po II Wojnie Światowej zostało zniszczone, zdewastowane, splądrowane i zapomniane! I tak straszy do dziś.
Uff... Ruszyło mnie to, nie ukrywam.
Wróćmy do rowerowania. Po wizycie na cmentarzu w Jeziorach Dolnych jechałem już prostu do domu. Jednak nie główną drogą, a przez Proszów i Gręzawę, obok jeziora Głębokiego. W drodze powrotnej opadałem już z sił, mimo wszystko nadal starałem się trzymać w miarę znośne tempo. Wjeżdżając do Dłużka musiałem zmierzyć się jeszcze z największym na całej trasie podjazdem. Jakoś na niego się wtoczyłem, ale przyznaję się... była to mordęga. Kiedyś pokonywałem go z blatu, dziś sapałem jak stara lokomotywa. Dobre czasy jednak wrócą. Trzeba tylko... czasu. :)