Fotograf

Czwartek, 11 marca 2010 · Komentarze(4)
Późnym popołudniem po Aniołka kończącego prackę.
Razem pognaliśmy z Kozanowa na Maślice pooglądać zdjęcia i filmy u pana fotografa, fajnie było. :)
Trochę się zasiedzieliśmy. Czas szybko uciekał. Przez to bardzo musieliśmy się spieszyć do domku, bo byłem umówiony jeszcze na jedno spotkanie.
Udało się dojechać w ekspresowym tempie. :)

Niebo nad nami ;) © Mlynarz


Widok z estakady na budynki "ELWRO" © Mlynarz

Święte krowy...

Środa, 10 marca 2010 · Komentarze(9)
Dziś pognałem z Asią do apteki na Grabiszyńską zamówić szczepionkę.
Następnie udaliśmy się w stronę FAT-u i stamtąd przez Klecińską w stronę Kozanowa.
Przyszło nam dziś się trochę poprzeciskać między pieszymi chodzącymi po ścieżkach rowerowych jak święte krowy – szkoda gadać.

Z Asią rozstałem się w Parku Zachodnim.
Ona do pracki, a ja nazad.

Miło mi też poinformować, że na stronie dookolapolskixn.pl wreszcie jest kilka nowości:
- jest już dostępna relacja z wyprawy,
- zostali opisani wszyscy uczestnicy wyprawy,
- pojawiła się galeria zdjęć (póki co dostępny jest pierwszy dzień).
Wkrótce pojawi się więcej atrakcji. ;)


Tramwaj na ulicy Grabiszyńskiej © Mlynarz


Asia w Parku Zachodnim © Mlynarz


No i ja ;) © Mlynarz

Znowu śnieg...

Piątek, 5 marca 2010 · Komentarze(14)
Kolejny dzień, otwieram swe okno
Za oknem śnieg i wszystko zamokło
Znowu śnieg, znowu mgła
Niech się skończy znowu sam

Jak wytrzymać wszystko to mam
Świat zasypany śniegiem i ja
Świat zasypany śniegiem we mgle
Niech się skończy wreszcie śnieg ten

Inne są ścieżki, inny dzień
Śniegowe medytacje,
Mój napęd rozpada się,
Znowu śnieg, znowu mgła
Niech się skończy, znowu sam

Inne przekleństwa na ustach mam,
Ciągle czekam słońca bram
Znowu śnieg, znowu mgła
Niech się skończy znowu sam.

To powyżej to taka mała parafraza piosenki KSU „Deszcz”.
Bo kurcze śnieg wrócił tego dnia do Wrocławia.

Dzisiejsza przejażdżka:
Wieczorem po Asię, by przyjemniej wracało się jej z pracy. :)

No cóż.
Zima nie odpuszcza.
Ale ja już też nie będę odpuszczał! :)


Znowu śnieg © Mlynarz

Las Osobowicki

Czwartek, 4 marca 2010 · Komentarze(6)
Dziś eskortowałem Asię do pracy. Fajnie było. :)
Na zjeździe z estakady wykręciłem V-max ponad 50 km/h – kiedyś muszę zrobić tam 60. :D
Wracając do domu zboczyłem nieco z trasy i zaliczyłem jeszcze Lasek Osobowicki.
Jak zawsze, podobało mi się tam, mimo że ścieżki w lasku są teraz mokre i błotniste.

Dziś podziwiałem w lasku obfite występowanie bluszczu. W Wikipedii wyczytałem, że bluszcz jest postrzegany jako symbol wierności i trwałości życia. Ciekawe, ciekawe. :)


Taki miły dzionek.

Bluszcz pospolity © Mlynarz


Lasek Osobowicki © Mlynarz


Lasek Osobowicki © Mlynarz


Kaplica w Lasku Osobowickim © Mlynarz


Most Milenijny © Mlynarz

Cmentarz Osobowicki

Środa, 3 marca 2010 · Komentarze(8)
Po południu pojechałem na Kozanów – Asia akurat kończyła pracę. Spotkaliśmy się w Parku Zachodnim. Razem ruszyliśmy przez Most Milenijny na Cmentarz Osobowicki, by odwiedzić Jarka.

Ale dziś wiało!
Na Moście Milenijnym i estakadach momentami było dość ciężko. Choć muszę się pochwalić, że na jednej z estakad, gdy cisnąłem pod górkę, udało mi się wyprzedzić bikera. Biker ten może nie był kolarzem pierwszej klasy, bo taszczył za sobą wózek z klamotami, miał długą brodę, był nieco nieświeży, a z kieszeni wystawała mu szyjka butelki z tanim winem...
Nie mniej jednak... jednego bikera ścignąłem! :D

W ogóle, wracając jeszcze do pogody, dzisiaj we Wrocławiu mieliśmy niezły miszmasz. Pogoda zmieniała się z godziny na godzinę. Przykładowo, jak wychodziłem z domu było piękne niebieskie niebo, godzinę później... padał śnieg. Posypało może z 10 minut, przeszła czarna chmura i... znów mieliśmy niebieskie niebo. Jednak sprawdza się powiedzenie „W marcu jak w garncu”. :)

To był dobry dzień. Choć trochę przeżyłem wieczorną klęskę, którą dwukrotnie poniosłem podczas gry w kości z Asią, Moniką i Czarkiem. Następnym razem się odkuję. ;)

TRASA:
Po Wrocławiu: Krzyki, Grabiszyn, Gądów Mały, Kozanów, Osobowice

Asia kupowała znicze i kwiatki... © Mlynarz


... a ja podziwiałem tulipany © Mlynarz

Tulipan, który bardzo mi się spodobał © Mlynarz


Cmentarna aleja - Cmentarz Osobowicki © Mlynarz


Oblicze Jezusa - na jednym z grobów © Mlynarz


Święta Maria - na jednym z grobów © Mlynarz


Odra widziana z Mostu Milenijnego © Mlynarz


Niebo widziane z Mostu Milenijnego © Mlynarz


Aniołek na Moście Milenijnym © Mlynarz


Trochę słońca, trochę chmur i niebieskiego nieba - tak wyglądała dzisiejsza pogoda © Mlynarz

Wreszcie zima ustępuje!

Czwartek, 25 lutego 2010 · Komentarze(16)
I wreszcie choć trochę pojeździłem na rowerze. Dobrze mi to zrobiło.
Nie ma to jak trochę się poruszać i dotlenić - samo zdrowie!
Pogoda też już co raz lepsza się robi. Dziś świeciło słońce i było całkiem ciepło jak na tą naszą "zimę stulecia". ;)

Po wyjściu z domu obrałem kierunek na południowe okolice Wrocławia.
Gdy wyjechałem z miasta nabrałem ochoty na sfotografowanie zachodu słońca, załapałem się tylko na jego końcówkę. Dobre i to. Nie mniej jednak przy robieniu zdjęcia, gdy wbiegłem na zaśnieżone pole, wpadłem do rowu z wodą. :D
Trochę się rozpędziłem i zapomniałem, że przy odwilży wszędzie pełno wody. ;)
Mając całe mokre buty i część spodni, postanowiłem nie robić dłuższej trasy. Skończyło się na małej pętli ale, jak już wspomniałem, było bardzo przyjemnie.

Przyjemności tej nie zepsuł nawet fakt, że musiałem na nowo sobie przypomnieć co znaczy nienawiść kierowców do rowerzystów. Trudno, Pan Bóg nie wszystkim dał takie same mózgi. :D

Przy okazji:
Wszystkich serdecznie zachęcam do zajrzenia tutaj i przyłączenia się do akcji Bikestatowiczów:)

TRASA:
Wrocław: Krzyki -> Gaj -> Wojszyce -> Ołtaszyn...
Biestrzyków -> Suchy Dwór -> Rzeplin -> Szukalice -> Komorowice -> Karwiany -> Wysoka...
Wrocław: Partynice -> Krzyki

Zachód słońca, na który zdążyłem w ostatniej chwili © Mlynarz

POMAGAMY BŁAŻEJOWI

Poniedziałek, 8 lutego 2010 · Komentarze(11)
Pomagamy Błażejowi w zebraniu pieniędzy na zakup nowego roweru.

O co chodzi?!
Błażej, znany wszystkim na BS jako Blase, jest twórcą serwisu BIKEstats.pl. To dzięki niemu możemy tak doskonale się bawić prowadząc swoje blogi i dzienniczki statystyk rowerowych poznając przy okazji masę pasjonatów dwóch kółek, z którymi możemy dzielić swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami rowerowymi i nie tylko. :)

Niestety, 21.12.2009 ukradziono Błażejowi rower Piranha Gary Fisher.
To niepowetowana strata. Ten rower stanowił dla Błażeja olbrzymią wartość sentymentalną.
Teraz wszyscy możemy pomóc Błażejowi i zebrać fundusze na zakup nowego roweru, dzięki czemu nasz Admin będzie miał znów na czym jeździć w maratonach. Choć trochę osłodzimy mu stratę kultowej Piranii. :)

Jak można pomóc?!
Na forum BS powstała inicjatywa, dzięki której każdy ma możliwość wpłacenia na konto Błażeja dowolnej kwoty na kupno roweru.
Info: W podzięce dla Blase’a.

Umownie jest to 10 zł, ale można wpłacać oczywiście więcej. :)
Im więcej osób pomoże w zbiórce pieniążków, tym lepiej.
300 osób razy 10 zł daje 3000 zł - taka kwota pozwoli Błażejowi na zakup roweru, który będzie klasowo zbliżony do utraconej Piranii.

Na forum można znaleźć nr konta oraz dane potrzebne do przelewu. Bez obaw. Pieniądze trafiają bezpośrednio do Błażeja i on jest jedynym ich dysponentem. :)

Pozdrawiam i zachęcam wszystkich do pomocy. Myślę, że każdy z nas jest winny to Błażejowi. Gdyby nie on... nie byłoby nas tu. :)

P.S.
Wszystkich zachęcam też do zamieszczenia na swoich blogach podobnego wpisu do mojego. (można śmiało kopiować w całości ode mnie wraz z grafiką i linkami)
Im więcej osób dowie się o akcji i jej idei, tym więcej pieniążków zbierzemy. :)

Pomagamy Błażejowi © Mlynarz

Urodzinowy weekend

Sobota, 6 lutego 2010 · Komentarze(18)
Mam za sobą bardzo udany weekend. Fajnie. :)

W piątek po południu przyjechał do nas Mavik - najlepszy łódzki kurier. :)
Wspólnie z Mavikiem i moim ukochanym Aniołkiem udaliśmy się na imprezę branżową do klubu PRL - było wesoło. :D
W sobotę były moje urodziny, niestety już dwudzieste szóste, pocieszam się jednak tym, że jeszcze więcej lat przede mną niż za mną - przynajmniej taką mam nadzieję. ;)
Do sobotniego południa mogliśmy podziwiać jak Mavik naprawiał rozsypane łożysko w piaście swojego "Ostrego". Na całe szczęście naprawa zakończyła się powodzeniem i mogłem razem z Mavikiem popędzić na ulicę Szewską, gdzie o 15:00 zaczynał się alleycat, w którym wystartował Mavik. Ja udział w alley'u sobie podarowałem, z różnych powodów. :)
Kiedyś jednak wystartuję w takiej imprezie.
Mavik pokonywał kolejne wrocławskie skrzyżowania ścigając się z innymi kurierami, a my z Aniołkiem szykowaliśmy się do rodzinnego spotkania urodzinowego. Sobotnim wieczorem przyjechała moja rodzina, wrócił zziajany Mavik i mogliśmy wszyscy razem spędzić kilka chwil przy urodzinowym stole. Miło było. Jednak wszystko co miłe zawsze się kończy, skończył się też i mój urodzinowy dzień. :)

W niedzielę odwiedziła nas jeszcze Kasia z Tomkiem. I znów było miło. :D
Obejrzeliśmy wspólnie zdjęcia z ich wakacyjnego wypadu w Pireneje, a także z naszej wyprawy "Dookoła Polski".
Po południu niestety Kasia, Tomek i Mavik musieli się zbierać i wracać do domów.
My z Asią wybraliśmy się na kolejne rodzinne spotkanie...
Urodzinowy weekend się skończył.

I jedzie się dalej... :)

UWAGA!
Czytających zapraszam do wątku na forum, w którym toczy się dyskusja o wsparciu dla Błażeja i kupnie dla niego roweru. To w ramach gestu od ludzi korzystających z serwisu, który przecież dla nas tworzy.
Zbiórka to symboliczna kwota 5-10zł (można oczywiście wpłacić więcej :) ), więc im więcej chętnych tym lepiej.

Zapraszam na forum tutaj Zbiórka na rower dla Błażeja

FOTKI Z WEEKENDU:
Dwa torty © Mlynarz


Część "Ostrego" Mavika z rozsypaną piastą © Mlynarz


Łożysko, które zarżnął Mavik © Mlynarz

Biały świat

Wtorek, 2 lutego 2010 · Komentarze(12)
Po dłuższej przerwie przyszła wreszcie pora, by znów wsiąść na rower. Udało się nawet zrobić sporą traskę jak na tak ostrą zimę.

Żałuję trochę, że nie jeździłem prawie przez dwa tygodnie. Złożyło się na to kilka spraw, przede wszystkim wyjazd, który „nieco” się przeciągnął. Nie ukrywam jednak, że trochę odechciało mi się codziennego wychodzenia w nocy na rower, by przejechać choć kilka kilometrów. Warunki tej zimy są po prostu takie, że zazwyczaj nie jeździmy tam gdzie chcemy ale... tam gdzie możemy, gdzie w ogóle się da.

Dziś jednak postanowiłem nie oglądać się na zimę i ruszyłem przed siebie jakby nigdy nic. Poza miastem jeździ się dość ciężko. Jedynie drogi powiatowe, po których dziś jeździłem były odśnieżone, choć i tak w wielu miejscach pojawiały się zaspy tworzone przez śnieg nawiewany z okolicznych pól. Drogi gminne są całkowicie pokryte śniegiem i lodem, a gruntowe... nieprzejezdne. Mi to dzisiaj nawet się podobało, bo dawno nie jeździłem w tak zimowych warunkach. Cieszę się jednak, że nie zaliczyłem żadnej gleby. Trochę mniej cieszy mnie fakt, że rower po powrocie do domu trzeba dokładnie wymyć, bo... sól drogowa jest wszędzie. :/

Podsumowując:
Przyjemnie było pojeździć po całkowicie zaśnieżonych drogach w przepięknej, zimowej scenerii. Pola sąsiadujące z drogami to hektary zasypane białym puchem - coś pięknego.

Mimo wszystko... nie mogę doczekać się wiosny. :)


TRASA:
Wrocław: Krzyki - Gaj – Wojszyce...
Wysoka -> Karwiany -> Komorowice -> Szukalice -> Żórawina Osiedle -> Galowice -> Wilczków -> Pasterzyce -> Bogunów -> Węgry -> Stary Śleszów -> Racławice Małe -> Radłowice -> Piskorzówek -> Piskorzów -> Swojków -> Gęsice -> Rynakowice -> Okrzeszyce -> Sulimów -> Święta Katarzyna -> Zacharzyce -> Iwiny...
Wrocław: Bieńkowice – Brochów – Tarnogaj – Gaj - Krzyki

Dobrze, że stawiają takie znaki, bo nie zauważyłbym, że jest zima. ;) © Mlynarz


Tak wygląda droga powiatowa, zaraz po opuszczeniu Wrocławia. © Mlynarz


Biały świat © Mlynarz


Pasterzyce zimą © Mlynarz


Zima na całego © Mlynarz


Prawie jak Antarktyda © Mlynarz


Droga do Racławic Małych © Mlynarz


Droga pomiędzy Racławicami a Radłowicami - tu jechać się nie dało. :) © Mlynarz


TREK vs. zima © Mlynarz


Na przełaj © Mlynarz


Radłowice zimą © Mlynarz


Tak wyglądają drogi zimą w gminie Domaniów © Mlynarz


Gmina Święta Katarzyna - na drogach lód i śnieg © Mlynarz

Kryminalista

Czwartek, 21 stycznia 2010 · Komentarze(16)
Tytuł wpisu nie jest przypadkowy. :)
Otóż jadąc dziś późnym wieczorem chodnikiem na ulicy Klecińskiej miała miejsce taka sytuacja:
Jadę, jadę...
Przede mną idą obok siebie dwa lachony. :D
Jako, że one zajmowały cały chodnik i nie mogłem ich wyminąć, bo po bokach leżały śnieżne zaspy, a latać też nie umiem... Powiedziałem grzecznie "przepraszam". Dziewczynki się obróciły, popatrzyły na mnie i... nagle krzyk! Jeden wielki pisk: "O Jezuuuuuuuuuuu!". :D
No cóż, chyba widząc mnie w kominiarce tuż za sobą, wzięły mnie za jakiegoś gwałciciela.
Na szczęście w porę zorientowały się, że jeżdżę sobie tylko na rowerze, bo to przecież zdrowo tak wieczorem. Ich krzyk zamienił się w śmiech, bo po prostu cała ta sytuacja była zabawna. A niewiele brakowało, by próbowały mnie znokautować torebką, obcasami i czym tam jeszcze się da. ;)

Klecińską jechałem oczywiście po swojego Aniołka, który po 22-ej kończył pracę.
Fajnie się jechało.
Tylko nogi trochę zmarzły. Jednak przy minus dziesięciu stopniach trzeba na buty SPD zakładać ochraniacze... :D