BORNHOLM 2008 - Dzień 2.

Poniedziałek, 14 lipca 2008 · Komentarze(23)
WITAMY NA WYSPIE, POCZĄTKI W NEXO

Poprzedni dzień --- Następny dzień


Wstajemy wcześnie rano.
Na zegarkach 5:30 a więc za wiele nie pospaliśmy. Musimy szybko złożyć namiot i gonić do portu, bo o 7:00 odpływa nasz statek do Nexo. Ciężko nam to idzie.
Z kołobrzeskiego portu wciąż dochodzą głośne dźwięki, które nie pozwalają nam myśleć o tym, by spać. :D
W końcu udaje nam się zmobilizować. Wstaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce i odebraliśmy bilety na rejs.
Pakujemy na statek rowery, troszkę po nim spacerujemy i w końcu ruszamy.
Patrzymy jedynie jak w dali niknie wybrzeże podczas, gdy my znajdujemy się na otwartym morzu. Idziemy spać dalej. :D

Około jedenastej jesteśmy już na Bornholmie. Dobijamy do Nexo.
Pierwsze co robimy to szybko szukamy banku i jakiegoś sklepu.
Wymieniamy walutę na korony duńskie i kupujemy coś na śniadanie oraz kartki, które chcemy wysłać rodzinie i znajomym.

Śniadanko pałaszujemy w pobliskim parku, gdzie jest bardzo cicho i spokojnie.
Robimy też małe porządki w sakwach. Okazuje się, że dzień wcześniej zgubiłem komórkę... :/
Mimo wszystko postanawiam, że nie będę się tym przejmować – to tylko przedmiot, a przede mną kilka wspaniałych dni! Mam drugi telefon więc jakoś sobie poradzę.
Zawsze jest szkoda gdy coś nam ginie, no ale takie jest życie, czasem musimy poczuć mały zawód, by potem doceniać to co dobre.
Pewnie szczęśliwy znalazca cieszył się, że mógł posłuchać kawałków KSU zgranych na kartę SD telefonu. ;)

W końcu, grubo po drugiej, ruszamy na pierwsze wojaże po wyspie, :D
W tym dniu postanawiamy, że pojedziemy z Nexo na północ wyspy korzystając ze ścieżki rowerowej, która wiedzie wzdłuż wschodniego wybrzeża. Następnie chcemy dojechać do Ronne i dalej się zobaczy. :)

Jedziemy!
Zwiedzanie uroczego Nexo odpuszczamy sobie, bo wiemy, że jeszcze tu wrócimy podczas naszego pobytu. :)

Pierwsze wrażenia są niesamowite.
Dookoła widać masę uśmiechniętych ludzi, wielu z nich podróżuje na rowerach – są i Polacy.
Domki w Nexo są bardzo śliczne – malutkie, kolorowe i takie swojskie. :)

Po przejechaniu kilku kilometrów postanawiamy na chwilę skręcić z drogi w prawo, by dojechać do wybrzeża. Jak się okazuje było to doskonałe posunięcie, bo odkrywamy niesamowite miejsce, o którym z Matysem podczas wyjazdu wiele razy rozmawialiśmy.
Po opuszczeniu drogi poruszamy się wąską ścieżynką, przedzieramy się między iglastymi drzewkami, aż w końcu naszym oczom ukazuje się przepiękne wybrzeże. Z wody wynurzają się setki skał zabarwionych na żółto, wszystko to tworzy cudowną scenerię. Obaj jesteśmy tym miejscem zafascynowani i wiemy, że tu wrócimy. :)
Dość dużo czasu tam spędziliśmy – chyba potrzebowaliśmy pobytu w takim miejscu, by się poczuć wolnym!

Trzeba jednak jechać dalej, bo przecież chcemy dużo zobaczyć.
Wracamy więc na ścieżkę rowerową.
Po kilku kolejnych kilometrach docieramy do Arsdele, gdzie spotykamy ładny, biały wiatrak holenderski z XIX wieku.
Następną miejscowością na trasie jest Svaneke. Tam jeździmy między miejscowymi domkami, którymi jesteśmy zauroczeni, odwiedzamy też kościółek i troszkę czasu spędzamy w porcie.

Ze Svaneke, przez Bolshavn i Saltunę docieramy do Gudhejm. Jedzie się błogo! Po lewej stronie mijamy wciąż pola i i domki, a na prawo mamy widok na morze – to jest wspaniałe uczucie! Robimy masę zdjęć. Po pewnym czasie dochodzę do wniosku, że nie ma sensu wszystkiego fotografować, bo co chwilę pojawiają się zapierające dech w piersiach widoki. Lepiej się tym napawać i to wszystko chłonąć póki się jest na wyspie. :D

Przed Gudhejm leżymy chwilkę na plaży, dajemy też odpocząć nogom w morskiej wodzie. :)
W samym miasteczku natomiast robimy drobne zakupy. Jemy lody i pijemy zimne piwo, którego mi trzeba było! :D

Jako, że czasu coraz mniej, a mamy dużo do przejechania jeszcze, to postanawiamy żwawo pedałować na samą północ wyspy. Przez to przegapiamy dwa fajne miejsca, do których na szczęście wróciliśmy w ostatnim dniu pobytu na wyspie. :)

I tak przez Tejn i Allinge docieramy do Sandvig – miasteczka leżącego na semej północy wyspy.
Przed miasteczkiem udało nam się obejrzeć prehistoryczne rysunki naskalne – Medsebakke.
My gonimy jeszcze na najdalej wysunięty na północ punkt – Hammer Odde, gdzie podziwiamy morze i oglądamy latarnię morską Hammerodde Fyr.

Kolejnym punktem dnia są ruiny cudownego zamku Hammershus. Niestety jesteśmy już tam późno, a więc robi się szarówka i zdjęcia wychodzą takie sobie. My jednak będąc tam czujemy magię miejsca, w którym się znajdujemy.

Okazało się, że za późno zaczęliśmy jazdę tego dnia. No cóż, to dopiero nasz drugi wypad i zbieramy doświadczenia. :)
Już wiem, że jeśli w ciągu dnia chce się dużo zwiedzić i przy tym przejechać około 100 km to trzeba zacząć jazdę najpóźniej o 10 rano. :)

Jako, że robi się ciemno to postanawiamy jechać do Ronne drogą nr 159. Po niedługim czasie, mijając Vang, Hasle i Muleby docieramy do Ronne, z którego drogą nr 39 kierujemy się do Nexo.

Dopiero koło 2 w nocy rozbijamy namiot. Gdzie?! Oczywiście w naszym ulubionym miejscu – na wybrzeżu, pośród skał, które odkryliśmy na początku wycieczki.
Postanawiamy, że śpimy do oporu, by nadrobić zaległości w spaniu i mieć siły na pedałowanie następnego dnia.

Pierwszy dzień na Bornholmie był udany!
Pogoda dopisała, a my przekonaliśmy się, że ludzie mówiący o Bornholmie, że jest to raj dla rowerzystów... mają rację! :)


TRASA:
Dojazd do portu w Kołobrzegu na statek do Nexo i dalej:
DK/Nexo -> Arsdele -> Svaneke -> Bolshavn -> Saltuna -> Melsted -> Gudhejm -> Badsted -> Tejn -> Sandkas -> Allinge -> Sandvig -> Vang -> Helligpeder -> Hasle -> Ronne -> Nylars -> Lobaek -> Aakirkeby -> Slamrehuse -> Nexo

CIĘŻKI PORANEK...


ALE JAKŻE PIĘKNY...


MORSKIE KLIMATY


PAN KAPITAN – BARDZO SYMPATYCZNY CZŁOWIEK


JUŻ NA POKŁADZIE, ZARAZ ODPŁYWAMY


ZOSTAWIAMY ZA SOBĄ KOŁOBRZESKI PORT


I JESTEŚMY NA OTWARTYM MORZU


WRESZCIE DOBIJAMY DO BRONHOLMU


CUMOWANIE


I JESTEŚMY W NEXO


PO WIZYCIE W BANKU MOŻNA RZĄDZIĆ! ;)


ZJAZD Z ASFALTOWEJ ŚCIEŻKI BYŁ DOSKONAŁĄ DECYZJĄ


ODKRYWAMY WSPANIAŁE MIEJSCE NIEOPODAL NEXO


MIEJSCE W KTÓRYM MOŻNA POCZUĆ HARMONIĘ I SPOKÓJ


GŁAZ UPAMIĘTNIAJĄCY OBRONĘ WYBRZEŻA BORNHOLMU – XVII WIEK


BORNHOLM JEST PIĘKNY


MORSKA SYRENA ;P


TU NA SLICKACH JECHAŁO SIĘ NIEZWYKLE PRZYJEMNIE :D


TO JEST TO, TO MÓJ ŚWIAT! :D


ARSDALE


SVANEKE


W PORCIE SVANEKE


TAKĄ DROGĄ MOŻNA PODĄŻAĆ BEZ KOŃCA...


KAŻDY KILOMETR DAWAŁ DUŻO RADOŚCI


KAŻDE MIASTECZKO BYŁO UROCZE...


GDZIEŚ NA TRASIE – OKOLICE GUDHEJM


”WRESZCIE ZROBIĘ ZAKUPY, KUPIĘ ZIMNE PIWO I BĘDZIE GIT!” :D


JECHAĆ! NIE UMIERAĆ!


ODPOCZYNEK NA PLAŻY


CHYBA ZIMNA WODA ;P


DOMKI, ZBOŻE I... MORZE ;)


POCZUĆ WOLNOŚĆ...


I POGNAĆ PRZED SIEBIE!


TAKIE MIEJSCA SĄ NA ZIEMI :)


PO BORNHOLMIE JEŹDZI SIĘ WIELCE PRZYJEMNIE


CZASEM NAWET TRAFIAJĄ SIĘ PODJAZDY :)


”DZIWNE DRZEWA” ;)


W DRODZE NA LATARNIĘ MORSKĄ


HAMMERSHUS


PREHISTORYCZNE MALUNKI NASKALNE


OWIECZKI :)


PRZYSTOJNIACZEK (MATYSEK) :D


TAM DALEKO ZOSTAŁO WSZYSTKO TO CO MNIE MĘCZY :)


I TAKIE BYŁY KLIMATY NA PÓŁNOCY WYSPY – WODA, SKAŁY I SŁOŃCE


ROZBIJAJĄCE SIĘ O SKAŁY FALE



Pozostałe dni wyprawy:
1, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

BORNHOLM 2008 - Dzień 1.

Niedziela, 13 lipca 2008 · Komentarze(14)
PRZYGODĘ CZAS ZACZĄĆ - POLSKIE WYBRZEŻE

Następny dzień

9 dni – 1185 km:
1 – Przygodę czas zacząć – polskie wybrzeże
2 – Witamy na wyspie, początki w Nexo
3 – Las, las, las
4 – Parada atrakcji i pożegnanie z wyspą
5 – Kopenhaga oraz pierwsze kilometry w Szwecji
6 – Dzień lenia – prom odpływa bez nas
7 – Rugia, klify i wielka burza
8 – Od deszczu do deszczu – jak wrócić do domu?!
9 – Powrót do domu, koniec przygody zwieńczony nowym rekordem



I nadszedł ten dzień – dzień wyjazdu!
Długo czekaliśmy z Matyskiem na ten moment. Wreszcie mogliśmy wyruszyć w naszą podróż i zostawić problemy i troski, by cieszyć się wolnością!

W noc poprzedzająca wyjazd w ogóle nie spałem, bo jak to mam w zwyczaju, pakowałem się na ostatnią chwilę. :D
Ostatecznie wszystko udało się wrzucić w sakwy, zrobiłem też potrzebne zakupy i wczesnym rankiem pojechałem autem do Żar na pociąg.
Miałem jechać rowerem ale okazało się, że... złapałem kapcia. :D
Nie wiem kiedy i jak. Fakt jest taki, że rano gdy bardzo się spieszyłem, wyciągam rower z piwnicy i nie ma w nim powietrza. Szybko zmieniłem dętkę, bo na łatanie już nie miałem ochoty.

Na dworcu w Żarach czekał już Matys. Humory dopisywały od pierwszych minut. (czyli wszystko w normie) :D
Do odjazdu pociągu została z nami moja dzielna mama, która wzięła na swe barki powrót do domu moją bryką. ;)

Nasz pociągowy cel to Świnoujście.
Po drodze przesiadamy się w Zielonej Górze, Rzepinie i Szczecinie. Te przesiadki kosztują nas wiele energii i nerwów. Rowery, sakwy... podróżować z takim sprzętem naszym PKP to wielkie wyzwanie! Sam się czasem zastanawiam jak człowiek na wózku inwalidzkim może korzystać z przejazdów koleją. Ręce można załamać.
A jeśli do tego dorzucimy chamską obsługę pociągu, jaka czasem niestety się trafia to można stracić nerwy. My niestety tego dnia trafiliśmy na bardzo nieprzyjemną kobietę...
Nie chcę o tej pani zbyt wiele pisać, bo nie warto. Uważam tylko, że ludzie korzystający z usług PKP, płacący za przejazd, nie zasługują na to, by do nich krzyczeć: „zabierzcie te rowery” albo „ruchy, ruchy”.
Ta „pani” miała szczęście, że Młynarz miał dobry dzień... :D
Dość o niej. :)

W końcu, po kilku godzinach jesteśmy w Świnoujściu. Z wielką ulgą oddalamy się od pociągu, którym jechaliśmy i udajemy się na prom, by przeprawić się na drugą stronę miasta. Troszkę sobie zwiedzamy nadmorską miejscowość, jeździmy też po plaży ku uciesze turystów wjeżdżamy w morskie fale. Dobrze, że mamy sakwy Crosso Dry. ;)
Jest wesoło.
Coś tam jemy i udajemy się jeszcze na latarnię morską, na którą się wspinamy.
Czas jednak leci nieubłaganie więc ruszamy dalej.

Naszym celem jest Kołobrzeg, bo dnia następnego mamy rano statek do Nexo.

Wcześniej jednak odwiedzamy Międzyzdroje, gdzie udajemy się na Promenadę Gwiazd.
Do Międzyzdrojów jechaliśmy w deszczu, niestety pogoda się popsuła na tym etapie.
To jednak nie przeszkodziło nam w tym, by zobaczyć Morze Bałtyckie z punktu widokowego „Gosań”, który również znalazł się na trasie. :)

Deszcz przestaje padać. Jedzie się bardzo dobrze. W końcu docieramy do Dziwnowa, Dziwnówka i Łukęcina, nadmorskich miasteczek, do których mam sentyment, bo będąc małym chłopcem jeździłem tam między innymi na obozy harcerskie. :)
Dziś nawet odwiedziliśmy teren obozu, zobaczyliśmy namioty, w których kiedyś sami spaliśmy...
To były czasy!
Nawet próbowaliśmy z Matyskiem odnaleźć nasz „skarb”, który ukryliśmy w lesie... 13 lat temu. :)
Niestety nie udało nam się go znaleźć, najprawdopodobniej ktoś zrobił to przed nami. :(

Przed Łukęcinem zaliczam nieprzyjemny upadek.
Hamuję, by nie wjechać w zjeżdżającego na pobocze Matyska, niestety zbyt mocno zaciśnięty przedni hamulec powoduje poślizg przedniego koła i szoruję ciałem i sakwami po ziemi.
Wyglądało to groźnie, zwłaszcza że jechało za mną auto. Na szczęście kierowca zachował odpowiednią odległość i się zatrzymał. Mogło dojść do nieszczęścia, to mógł być nawet koniec wyprawy, która ledwie się zaczęła. :/
Na szczęście skończyło się na kilu obtarciach i nadwyrężonym barku. Podnoszę się z ziemi i przepraszam kierowcę, wszystko gra.

Zjeżdżamy do Łukęcina, by zjeść pyszną rybkę... To jest to co uwielbiam nad morzem! :D
Po smakowitej kolacji wyruszamy w dalszą podróż. Mijamy znajome miejscowości: Pobierowo, Trzęsacz, Rewal, Niechorze...
Robi się ciemno, a do Kołobrzegu zostało sporo kilometrów.
Zmęczenie daje coraz bardziej znać o sobie. Brak snu musiał w końcu wyjść i właśnie 30 km od Kołobrzegu zacząłem ponosić konsekwencje tego, że nie poszedłem spać w noc poprzedzającą wyjazd.
Wierzcie mi lub nie ale... zasypianie na rowerze jest możliwe. Matys również jest bardzo senny. W pewnym momencie zastanawiamy się nad tym, czy nie przespać się na przystanku autobusowym w jednej z wiosek. Ostatecznie, resztkami sił, dojeżdżamy do celu, odnajdujemy plażę i rozbijamy na niej namiot.
Idziemy spać!

TRASA:
Świnoujście -> Międzyzdroje -> Wisełka -> Kołczewo -> Międzywodzie -> Dziwnów -> Dziwnówek -> Łukęcin -> Pobierowo -> Pustkowo -> Trzęsacz -> Rewal -> Niechorze -> Lędzin -> Konarzewo -> Rogozina -> Zapolice -> Trzebiatów -> Gołańcz Pomorska -> Bogusławiec -> Błotnica -> Zieleniewo -> Kołobrzeg

PODRÓŻ PKP... :D


DEBATA ZWIĄZANA Z PRZEBIEGIEM TRASY... :D


TRZEBA SIĘ SKUPIĆ, BY DOBRZE ZAPLANOWAĆ DZIEŃ ;)


NA PROMIE „BIELIK” W ŚWINOUJŚCIU


MATYSEK SZALEJĄCY NA PLAŻY


CZY JEST PIĘKNIE?! JEST!!!


”RZUCĘ SIĘ W MORSKIE FALE ALE NIE UTOPIĘ SIĘ, BO...” :D


DZIAŁKO W JEDNYM Z FORTÓW W ŚWINOUJŚCIU :)


MATYS ZAGADAŁ Z ZIOMKIEM I MOGLIŚMY DOTYKAĆ EKSPONATY... ;)


W MUZEUM NALEŻY SIĘ ODPOWIEDNIO ZACHOWYWAĆ... ;P


ZOSTAŁEM POWALONY POCSIKIEM PRZECIWPANCERNYM... ;)


MATYS W SWOIM ŻYWIOLE :D


ARGUS?! HMMM.... :D


ŚWINOUJŚCIE – WIDOK Z LATARNI MORSKIEJ


MIĘDZYZDROJE – SPACEREK PO MOLO


NA PROMENADZIE GWIAZD – DUDEK


WIKINGOWIE ATAKUJĄ! ;)


WIDOK Z PUNKTU „GOSAŃ”


DZIWNÓW – POPSUŁ SIĘ MOST?! ;)


STATECZEK :)


KIEDYŚ BYŁO SIĘ HARCERZYKIEM... :)


SPAŁO SIĘ W TAKICH NAMIOTACH...


I SZUKAŁO SKARBÓW PO LESIE :)


ŁUKĘCIN – ŁEZKA W OKU SIĘ ZAKRĘCIŁA :)


TRZĘSACZ


TRZEBIATÓW


Pozostałe dni wyprawy:
2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Mission Impossible :D

Piątek, 11 lipca 2008 · Komentarze(12)
Dlaczego impossible?!
Bo to po prostu nie mogło się udać! :D

Chciałem pojechać do Jasienia na rowerze i pewnie bym dojechał ale...
Byłem nieco zmęczony i niewyspany, bo wczoraj zbyt długo siedziałem...
Wiatr wiał mocno w pysk...
Wyjechałem bardzo późno, bo po dwunastej...
I chciałem zabrać dużo rzeczy do sakw (w tym laptopa)...
Krótko mówiąc próbowałem porwać się z motyką na słońce i się porwałem. hehe

Jednak dojechałem do Jaszkotli i stwierdziłem, że to nie ma sensu.
Przy okazji przypomniałem sobie, że mam w Żarach umówioną wizytę u dentysty na 17-tą. :D
Więc już bez wątpliwości wracałem na Gaj. :)

Ostatecznie nie zdążyłem dojechać do dentysty nawet samochodem, bo stałem na autostradzie 2 godziny w gigantycznym korku. (zderzyły się dwie ciężarówki i był zablokowany cały pas)

No cóż... i tak bywa. :D

TRASA:
WRO/Gaj – Grabiszynek – Oporów...
Mokronos Dolny -> Cesarzowice -> Jaszkotle -> Cesarzowice -> Mokronos Dolny...
Wro/Oporów – Grabiszynek – Gaj

TO NIE MOGŁO SIĘ UDAĆ :D

Wrocławski dzień

Czwartek, 10 lipca 2008 · Komentarze(0)
Czyli po prostu... wyjazd do Siechnic na Piasta. :)
Razem z Krzychem
A wcześniej odwiedziny w ulubionej pizzeri i pizza familijna zaliczona po raz kolejny!
Potem standardowa traska przez Blizanowice i zakupi złotego piwa w siechnickim sklepie. :)
Powrót tak samo ale nie przez Lasek Rakowiecki tylko przez tereny MPWiK, gdzie starliśmy się z jednym z ochroniarzy.
Ostatecznie odpuścił i mogliśmy przejechać na skróty przez ich teren.

Dziś były kolejne zawody z cyklu „kopanie puszki po Piaściku”. :)
Krostofer jest jednak dobry w te klocki. :D

TRASA:
WRO/Gaj - Krakowska - Plac Grunwaldzki - Na Grobli - Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Blizanowice -> Trestno...
Opatowice – tereny MPWiK – Mokry Dwór – Gaj

CZESIO NA SIECHNICKIEJ ŚLUZIE :D

Oławskie klimaty i wypad na Most Milenijny

Środa, 9 lipca 2008 · Komentarze(2)
Niby dużo kilometrów ale nic ciekawego na trasie się nie działo. :)
W sumie z niczego wyszła ta setka.
Ale stówa to stówa więc cieszyć musi! ;)

W południe wyjechałem z Gaju i postanowiłem dojechać sobie wioseczkami do Oławy, chciałem też zahaczyć o jaz w Ratowicach ale ostatecznie zrezygnowałem z niego, po deszczowych nocach było tam pewnie sporo błota, a nie chciałem męczyć się na nim na slickach. :D

Dzień był gorący toteż i szybko się męczyłem. Jakoś dziwnie słabo mi się jeździło.

Do Oławy i z Oławy jechałem identyczną traską, a więc wioseczkami przez Zakrzów.

Po powrocie do Wrocławia wybrałem się jeszcze rowerem do Carrefoura po drobne zakupy i postanowiłem śmignąć przy okazji na Most Milenijny. Wróciłem i wybiła stówka – fajnie. :D
Szybki prysznic i do pracy...
Fajnie było się przed nią odprężyć na rowerze. :)

TRASA:
WRO/Gaj – Lasek Rakowiecki – Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Groblice ->Kotowice -> Zakrzów -> Siedlce -> Oława -> Siedlce -> Zakrzów -> Kotowice -> Groblice -> Siechnice -> Blizanowice -> Trestno...
WRO/Opatowice – Gaj...
+ na Most Milenijny i powrót

W OŁAWIE

Powrót do Wrocławia

Wtorek, 8 lipca 2008 · Komentarze(0)
Po szaleństwach przyszedł czas na powrót do Wrocławia. (zawsze tak jest :D)
Dzień spędzony na zabrzańskiej Helence. Czas płynął szybko, kac sobie mijał... ;)
Wieczorem Darek z rodzinką odwiózł mnie na dworzec kolejowy w Zabrzu i trzeba było się pożegnać.

Cała podróż zleciała mi na patrzeniu się w znikające na horyzoncie tory kolejowe...
Fajna zabawa. ;)

We Wrocku na PKP czekał na mnie Krzysztof.
Razem zrobiliśmy sobie nocny trip ulicami Wrocławia - był mi bardzo potrzebny!

NIKNĄCE W DALI TORY KOLEJOWE...

Na Helenkę! :)

Poniedziałek, 7 lipca 2008 · Komentarze(2)
Miałem jechać z Moniką ale ostatecznie strasznie pobłądziłem w Będzinie i postanowiliśmy dojechać osobno. :)
Ja tak jak potrafię i Monika też po swojemu. (startowała z pracy, a więc z Katowic)

Większość w deszczu ale fajnie się jechało.
Na światłach w Czeladzi uciąłem sobie fajną pogawędkę z kierowcą, który był zaciekawiony gdzie podróżuję z sakwami. :)
Przyjemne to było.

Gdy dojechałem do Miechowic odżyły wspomnienia...
Przypominałem sobie ten cudowny dzień, kiedy wracałem do Wrocławia po awansie Reprezentacji do finałów EURO 2008!

Na Helence czekali już niemal wszyscy. :)
Wrócił z pracy Darek, dojechała Monika, później wpadła Dominika.
To był emocjonujący wieczór! :D

Jack i Johnny okazali się po raz kolejny super kumplami. :D

Pożegnanie ze Skrzynnem i... jedziemy dalej :)

Niedziela, 6 lipca 2008 · Komentarze(3)
W ogóle nie chciało mi się dziś rano wychodzić z łóżka, a tym bardziej gdziekolwiek jechać. :D
Jednak czas pożegnania się z rodzinką Agnieszki nadszedł.

Długo się zastanawiałem jak mam wrócić do Wrocławia. Przeglądałem w necie połączenia kolejowe...
I w końcu wymyśliłem, że pojadę z Kosmą do Katowic, by troszkę posiedzieć u niej, a dzień później wpaść na zabrzańską Helenkę. :)

Po południu razem z Anetką, Agnieszką i Darkiem pojechaliśmy do Wielunia skąd mieliśmy z Moniką pociąg do Katowic.
Jeszcze przed odjazdem udało nam się zjeść przepyszne lody! Mniam!

Podróż pociągiem minęła przyjemnie.
Z Katowic do Moniki zahaczając jeszcze o pizzerię i Żabkę. :)

Super dzień!

TRASA 1:
Skrzynno -> Dębiec -> Piskornik -> Borowiec -> Masłowice -> Małyszyn -> Urbanice -> Widoradz -> Wieluń

TRASA 2:
Katowice/PKP – Sosnowiec -> Będzin -> Dąbrowa Górnicza

W WIELUNIU


I JUŻ W KATOWICACH :)

Hej! Ale ja się cieszę! :D

Sobota, 5 lipca 2008 · Komentarze(14)
To był drugi doskonały dzień! :D

Rano budzę się strasznie zmęczony – chyba Argus, którego zapodała mi Agnieszka, strasznie mnie sponiewierał. :D
No dobra, wszyscy już ubrani... to też wyskakuję z łóżka. ;)

Na trasę wyruszyła ekipa w składzie:
Anetka – dobry duch i właścicielka opatrunków :D
Agnieszka – przewodniczka :)
Kosma – ta to nie wiem po co jechała ;P
Darek – kompan do wszystkiego :D
Wiku – potrójny rekordzista i pogromca kałuż ;)
Młynarz – przywódca i guru hehe ;)

Nasza Agnieszka zaproponowała nam tereny Załęczańskiego Parku Krajobrazowego, gdzie mieliśmy zwiedzić Rezerwat Węże z tamtejszymi jaskiniami.
Zanim tam jednak dotarliśmy to na trasie wydarzyło się dużo ciekawego. :D

Po 25 kilometrach jazdy postanowiliśmy zrobić sobie mały piknik. I tak wylądowaliśmy w stadninie koni nad Wartą, gdzie spotkaliśmy w tamtejszym barku niezwykle pomocną panią. :)
Nad Wartą było tak przyjemnie, że spędziliśmy tam... 2 godziny. :D
W sumie to bardzo dobrze, bo akurat w tym czasie przeszła nad nami ulewa, a my w tym czasie siedzieliśmy sobie pod daszkiem i wcinaliśmy żurek, lody, piliśmy piwko i nieźle się bawiliśmy. :D
Monika nawet zapodawała jakieś dziwne pozy na trawie. ;)
„Jeździliśmy” zaprzęgiem rowerowym...
Bawiliśmy się na warciańskiej wysepce, którą nawet ochrzciliśmy piękną nazwą... Prokreacja. :D
Jak widać nie nudziliśmy się! Było wesolutko, błogo i sielankowo. Jakby to powiedział Siczka: „łatwo, lekko i przyjemnie”! ;)

No, ale jak to w życiu bywa, wszystko co piękne, kiedyś się kończy. To że się kończy... nie oznacza, że dalej ma być źle. :D
Bo w naszym przypadku było wciąż dobrze, a nawet lepiej i lepiej! :)

Mkniemy dalej! W końcu wjeżdżamy na teren parku, zaczynają się piachy i trudne dla moich opon drogi. Po pewnym czasie opanowałem niemal do perfekcji surfowanie po piasku na rowerze. Mówię Wam, zakładajcie slicki i wbijajcie się w teren! Wrażenia niezapomniane! hehe
Niektórzy na tych piachach zaliczyli różne gleby. Oczywiście liderem był Wiku! hehe
Z resztą nie tylko glebami wyróżniał się w terenie... ;)
Na całej trasie zaliczył 737 kałuż! :D
Normalnie jakiś kałużowy pogromca z niego! hehe
A tak przy okazji, jak już o Wiktorku mowa...
Dzisiaj został potrójnym rekordzistą!
Chłopak dał czadu. Po raz pierwszy w życiu przekroczył 100 km jednego dnia! Poza tym pobił rekord prędkości w jeździe na płaskim (42 km/h) i z górki (54 km/h)! Wymiatacz!!!
To chyba nieźle jak na niespełna jedenastolatka?! Ja w każdym razie już sobie w pokoju powiesiłem jego plakat z autografem. ;)

Dobra, wróćmy na trasę. A na trasie zguby, zguby, zguby. Anetka pędząc z górki w lesie, jechała tak szybko, że wiatr wywiał z jej kieszeni kasę, dowód osobisty i telefon nawet. :D
Na szczęście była w pobliżu Kosma, która lubi odnajdywać zagubione monety i inne przedmioty. Także wszystko dobrze się skończyło. :)

A wiecie, co?! Anetka to kolejny fenomen tego dnia! :D
Wyobraźcie sobie, że również przejechała ponad 100 km! Szacuneczek! ;)
Jakbyśmy to z Igorkiem powiedzieli... „miło się z tą panią robi interesy” ;P

Ok., ok... wracamy do jazdy. :D
A działo się działo. Błądziliśmy nawet troszkę, ale w końcu błysk geniuszu Darka sprawił, że dotarliśmy do celu i nawet znaleźliśmy dwie z jaskiń ukrytych w Rezerwacie Węże. :D
Niestety nie zwiedzaliśmy ich, bo nie zabraliśmy swojego fachowego wyposażenia grotołazów. ;P
To nic, bo i tak było fajnie! :)
Razem z Darkiem i Wiktorem podziwiałem wylegujące się na polanie lachony. Znaczy się piękne kobiety! :D
No ludzie... taka Agnieszka oblana promieniami słońca... :D
Generalnie wszystkie misski świata się chowają. ;P
A przy Agnieszce jeszcze były i Monika (z pomarszczonymi nogami ;P) i Anetka! Także się działo. ;P

Po jakimś czasie należało opuścić rezerwat, bo minuty uciekały nieubłaganie a chcieliśmy zdążyć dojechać do Skrzynna zanim zamkną nam sklep monopolowy, tzn. z artykułami spożywczo-przemysłowymi. :D
A więc przejazd przez Wartę i gonimy prowadzeni przez naszą niezawodną przewodniczkę.
Mijamy kolejne wioseczki podziwiając otaczający nas świat i dyskutując o wszystkim co się da. Wreszcie dotarliśmy do Czernic, gdzie postanowiliśmy wypełnić moją sakwę czymś na kolację... :D

Długo trwały negocjacje z panią sklepową...
Monika uparła się, że bierzemy skrzynkę bełtów... Pani twardo upierało się przy denaturacie... :D
W końcu poszliśmy na kompromis... Wzięliśmy 25 Tyskaczy i dwa czteropaki Tomalosowego piwa, czyli Żubra. :)
Pani ucieszona, że sprzedała cały browar w sklepie, mogła zamykać kram. :)
A trzeba przyznać, że była strasznie sympatyczna! W ogóle w tym Skrzynnie i okolicach to jakiś inny świat! Wszyscy tacy życzliwi i uczynni. Jeśli raj istnieje... to może być właśnie taki (wszyscy radośni, serdeczni, uśmiechnięci i pomocni) tylko brakowało mi tam Piastów Wrocławskich, no i fajnie byłoby gdyby piwo byłoza free... ;P
Marzenia... hehe

Pochwalę się tym, że prawie wszystkie piwa zmieściły się w jedną sakwę ale gdy jechałem to strasznie mnie przeważało na jedną stronę. :)
Czego jednak nie robi się dla dobrej kolacji!
W ogóle jak już o kolacji piszę... Agnieszki mamusia zrobiła taką kolację, że niejedna Wigilia się przy niej chowa! Chyba nikt nie wstał od stołu głodny - każdy syty! Za to bardzo Pani Wiesi dziękuję! Cud kobieta! Nie dziwi więc, że cudowne są i jej córki. :D

Zanim jednak usiedliśmy do kolacji zdecydowaliśmy się na nocną jazdę po okolicach Skrzynna.
Dlaczego?!
Ano było nam mało! Większość chciała dokręcić do setki i oczywiście każdy z nas chciał pojeździć z Igorkiem, który to na nas czekał cały dzień. :)
Igorek dzielny chłopak, narzucił takie tempo że niektórym podczas jazdy wywalało powieki na lewą stronę. :D
W końcu peleton się rozerwał i jechały dwie, czasem trzy grupy. Na tyłach oczywiście Kosma, a z przodu Wiku i ja, a więc największe kozaki! ;)
Można powiedzieć tuzy dwóch pedałów, czy dwóch kółek jak kto woli. :D
Dzielnie towarzystwa dotrzymywała nam Anetka. :)
Nocna rundka z Igorkiem to było jakieś 10 kilometrów ale jakich! Adrenalina niesamowita. :)

Wszyscy dokręcili do seteczki. Jedynie Agnieszka sobie odpuściła, bo chciała nam przygotować razem z mamą wspomnianą kolację i schłodzić piwko. :D
DZIĘKUJEMY!!!

Cóż mogę dodać?! Chyba wszystko napisałem,
Wszyscy zadowoleni. Niektórzy z nowymi rekordami.
Później mój ulubiony tekst z wyjazdu: „Piotrek, skocz po chmiel!” :D Autorstwa tatusia Agnieszki. Wiedziałem, że z Panem Marianem szybko znajdę wspólny język! :D

Uff, ale się rozpisałem! Aż się spociłem. hehe
Do następnego!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
KSU – „Po drugiej stronie drzwi”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Pora wyruszyć na nowe szlaki...


NASZ DZISIEJSZY SKŁAD:

Anetka – niczym księżniczka :D


Kosmacz – lewituje?! A może to wstęp do czegoś lepszego?! ;P


Agnieszka – mistrzyni powietrznych szpagatów :D


Darek – zwycięzca plebiscytu „Najlepszy łysy fotograf dnia” ;)


Wiku – przy nim Bruce Lee to leszcz (prawie połamał mi rękę) ;)


Młynarz – pan i władca na wyspie Prokreacja :D


Tak mi dobrze, tak radośnie... hehe


No comments :D


”Albo kupisz mi nową gitkę albo poznasz co znaczy Sakura!” – rozmowa synka z ojcem ;)


Grupa pościgowa – Anetka i Kosma :D


Przed kim on tak ucieka?! Hmmm....


A! I wszystko jasne! hehe


Pogromca kałuż!


Dajcie browara! Czyli Darek po wyjeździe z lasu. ;)


Sielanka na polance w rezerwacie


Chcieliśmy tam zjechać na rowerach ale były za wąskie szczebelki... :D


Leśny potwór?! ;P


”Dawajcie szybko, bo nam wykupią wszystkie bełty” – Kosma na trasie :D


Po prostu rajsko...


A to jest już eden nad edenami! :D


Pora już spać ale... nie dzisiaj! :D


Ta co nigdy nie dokręca do setki... :D


Nocna jazda z naszym liderem! Igorek w akcji!



TRASA:
Skrzynno - Dębiec - Huta Czernicka - Czernice - Dolina Czernicka - Dębina - Osjaków - Raduczyce - Drobnice - Krzeczów (postój pod parasolami - Toporów - Przywóz - Ogroble - wjechaliśmy na teren Załęczańskiego Parku Krajobrazowego - Bobrowniki i Rezerwat Węże - powrót do Bobrownik - Kapituła - Sąsów - Działoszyn - Ożegów - Siemkowice - Radoszewice - Gabrielów - Felinów - Osjaków - Dębina - Dolina Czernicka - Czernice - Huta Czernicka - Dębiec - Skrzynno

Do Skrzynna

Piątek, 4 lipca 2008 · Komentarze(4)
Dzień doskonały! :)
Trasa była dla mnie niezwykle klimatyczna, masa nowych krajobrazów i miejscowości, przejazd przez aż cztery województwa. :)

Po 5 godzinach snu (byłem po nocce), wstaję i zaczynam zakładać bagażnik i sakwy na rower. Po jakimś czasie wszystko jest gotowe i pakuję potrzebne ubrania, bo w końcu nie będzie mnie w domu kilka dni. :)

Za oknem hula wiatr, niebo pochmurne, a w głowie jedna myśl: „dojechać do Skrzynna okrężną drogą tak aby pękło 200 km”. :D
Więc do dzieła!

Najpierw nad odrzańskie wały, potem Kiełczówek i licznymi wioskami gnam przed siebie, mijam Bierutów, Namysłów, potem kieruję się Kępno i jestem coraz bliżej celu.
Przez całą trasę mam silny boczny wiatr, po 100 km robi mi się chłodno i zakładam kurteczkę. W Kępnie zaliczam jedyny ciepło posiłek na trasie, niestety są to tylko „przysmaki” z Mc Donald’s. :D

Czas biegnie nieubłaganie (wyjechałem po jedenastej) więc 25 km przed moim celem zapadają ciemności...
Szkoda, że mam niedokładne wydruki mapki, bo gdy jest ciemno, na ostatnich kilometrach wyjeżdżam w szczerym polu... :D
Trzeba jechać.
Uparłem się, by na trasie zaliczyć... Wiktorów, bo chciałem tym się strasznie pochwalić Wiktorkowi. :D hehe
W końcu dopiąłem swego. :D

W ogóle to zrobiło się deszczowo i trochę zmokłem. :)
Jeszcze tylko Czarnożyły, dwie wioseczki i jest! Skrzynno! :)
Na drodze, w kompletnych ciemnościach czekają dwie piękne kobiety. :)
Anetka i Agnieszka. Czułe powitanie i zmierzamy w stronę domku, by spędzić razem przemiły wieczór z rodziną Agnieszki, Anetką, chłopcami i Moniką oraz Darkiem, którzy przyjechali jakąś godzinkę później ode mnie.

To była zapowiedź tego, co nastąpiło kolejnego dnia! :D

Dwusetka pękła, ale mam ich dopiero 4 w tym sezonie, a Damian już 7... Dostaję od niego baty niemiłosierne. :)
Nasz zakład jednak trwa do końca roku, więc jest nadzieja na to, że jeszcze powalczę. :D

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
KSU – „Po drugiej stronie drzwi”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Krajobrazy z trasy...






W Namysłowie


I jedziemy, jedziemy...


Kościółek ukryty pośród pól


A pośród pól masa kapliczek... :)


...i krzyży. :D


Na trasie znalazły się i takie drogi. :D


We wsi... Młynarka. :D


Stary Pan :D Czyli odpowiedź na Grzeczną Pannę Agenciary i Kosmacza. ;P


Na bezdrożach w ciemnościach... :D


TRASA:
Wro/Gaj – Kładka Zwierzyniecka – Swojczyce – Wilczyce...
Śliwice -> Pietrzykowice -> Brzezia Łąka -> Kątna -> Ligota Mała -> Zbytowa -> Zawidowice -> Bierutów -> Pielgrzymowice -> Wojciechów -> Wilków -> Namysłów -> Kamienna -> Bukowa Śląska -> Igłowice -> Skoroszów -> Rychtal -> Piotrówka -> Trzcinica -> Laski -> Mroczeń -> Joanka -> Słupia pod Kępnem -> Młynarka -> Słupia pod Kępnem -> Jankowy -> Baranów -> Kępno -> Krążkowy -> Myjomice -> Domanin -> Mikorzyn -> Doruchów -> Zalesie -> Torzeniec -> Wyszanów -> Kolonia Osiek -> Galewice -> Kaski -> Dąbie -> Zdzierczyzna -> Ryś -> Wyglądacze -> Swoboda -> Świątkowice -> Platoń -> Wiktorów -> Teklina -> Łagiewniki -> Czarnożyły -> Działy -> Niemierzyn -> Skrzynno