WIECZORNY WYPAD DO SIECHNIC

WIECZORNY WYPAD DO SIECHNIC

Dopiero przed dwudziestą wyszedłem dziś pojeździć.
Bardzo dużą miałem ochotę na przejechanie jednej z moich ulubionych trasek we Wrocławiu.
Jak chciałem tak i zrobiłem wyruszając z Gaju do Świętej Katarzyny, a później do Siechnic, z których do domku wróciłem już przez wioseczki i Opatowice.

W Zacharzycach mijałem się z dzieciaczkiem, który zaliczył nieziemską glebę w momencie, gdy próbował wyprzedzić prawą stroną swego tatusia hehe
Tata cwany, zepchnął małego na krawężnik - nieładnie :D

Strasznie przyjemnie się jeździło dziś, bo pogoda już prawie wakacyjna :D
W krótkim rękawku o 21 jeszcze było mi gorąco – jedyny mankament to te owady, których lata w powietrzu cała masa.
No ale nic to – przecież i tak jeździło się fantastycznie :D

Jeszcze dorzucę dziś parę kilometrów, bo jadę do Rzymianka na winiacza z beczki ;]

BROWAR DNIA: Łomża :D

Siechnickie kominy


TRASA:
WRO/Gaj -> Wro/Brochów -> Zacharzyce -> Święta Katarzyna -> Siechnice -> Blizanowice -> Trestno -> WRO/Opatowice - Niskie Łąki - Krakowska - Gaj

IDĘ NA ROWER, BO MI TU

Sobota, 12 maja 2007 · Komentarze(18)
IDĘ NA ROWER, BO MI TU OD RANA SĄSIAD WIERTARKĄ NAPIER...!!! :D

Cel: Kamieniołom w Strzelinie

- - - - - - - - -

No i poszedłem :D
Cel osiągnięty.

Na początku relacji kieruję ogromne podziękowania wobec wiercącego pół dnia kretyna :D
Już dawno nikt nie miał takiej siły przekonywania mnie do pójścia na rower hehe
Miałem do wyboru: siedzieć i dalej słuchać wiertarki, lub wyjść na rower w momencie, gdy nad Gajem zerwała się chmura, a niebo poprzecinały błyskawice...

Jak już wiadomo, poszedłem!
W momencie, gdy wszyscy uciekali do domów, gdy ludzie cisnęli się na przystankach autobusowych Młynarz poginał w strugach deszczu ulicą Grota-Roweckiego, ku Strzelinowi hehe

W jednej chwili ulice zamieniły się w potok, jednak po 5 kilometrach przestało padać i niebo zaczęło się rozjaśniać – nawet było widać doskonale Ślężę! :)
I tak sobie przyjemnie jechałem przez Żórawinę i Węgry do Strzelina, gdzie za cel obrałem sobie odnalezienie tamtejszego kamieniołomu granitu (drugi sobie zostawiłem na inny wyjazd :) )

Pogoda zmieniała się bardzo często. Gdy miałem parę kilometrów do strzelińskich kamieniołomów, nagle zaatakowała mnie druga burza tego dnia hehe
To było coś nieprawdopodobnego, jak szybko niebo zostało oszpecone czarnymi chmurami, pojawiły się błyski i grzmoty, a na sam koniec zerwała się ulewa jeszcze większa od poprzedniej :)

Mimo to konsekwentnie jechałem przed siebie (we Wrocławiu nawaliły wodociągi, więc nie zdążyłem dziś rano się umyć, dlatego deszcz był mi na rękę ;) )

Miałem duże problemy z odnalezieniem kamieniołomu, a właściwie na trafienie na właściwą drogę prowadzącą do wyrobiska. Niestety zdjęcia nie wyszły za fajnie, bo nie miałem za dobrej miejscówki. Nie szukałem też zbyt długo, bo przebywałem na tamtym terenie nielegalnie :)

Od tego czasu deszcz dał mi już spokój – wiało tylko ciągle, jednak dziś praktycznie ciągle miałem boczny wiatr, więc neutralnie :)

Następnie skierowałem się na ryneczek w Strzelinie, a opuściłem tą sympatyczną mieścinkę podążając w kierunku Oławy. Gdy już byłem w Oławie postanowiłem wracać do domu, by nie jechać po ciemku.

Do Wrocławia dotarłem tuż przed zmierzchem, jadąc przez Kotowice i Świętą Katarzynę.

Pogoda dała mi w kość, ale wyjazd jak zawsze sprawił mi olbrzymią radochę! :D

MUZYKA DNIA: ŁONA – „Złota Rybka” :D

FOTKI Z WYPADU:

Pierwsza burza zamieniła ulice w potok


A po burzy zawsze wychodzi słońce :D


”Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba...” hehe


Wszystko co piękne, kiedyś się kończy – druga burza atakuje :D


Tak mnie wita Strzelin hehe – Jedziemy! Jedziemy! :D


Gdzież ten kamieniołom?!


Trzeba przejechać przez krzaczory, ale czego się nie robi, by zobaczyć dziurę w ziemi haha


No i wreszcie znalazłem kamieniołom granitu w Strzelinie


Troszkę wysoko :)


Strzelec na strzelińskim ryneczku



TRASA:
WRO/Gaj -> Wysoko -> Komorowice -> Szukalice -> Żórawina Osiedle -> Żórawina -> Żerniki Wielkie -> Bogunów -> Węgry -> Brzoza -> Brzezica -> Borów -> Piotrków Borowski -> Mańczyce -> Uniszów -> Zielenice -> Bierzyn -> Szczawin -> Strzelin -> Chociwel -> Ulica -> Brożec -> Ośno -> Goszczyna -> Brzezimierz -> Pełczyce -> Gaj Oławski -> Oława -> Siedlce -> Zakrzów -> Kotowice -> Groblice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Zacharzyce -> WRO/Brochów -> WRO/Gaj

REZERWAT FLORYSTYCZNY WRZOSIEC

REZERWAT FLORYSTYCZNY WRZOSIEC

Dzisiejszą setkę dedykuję swojej najukochańszej siostrzyczce Paulinie! :D

Pogoda dziś żałosna :) prawie cały dzień u mnie padało, choć zdarzały się momenty przejaśnień. Również wiatr strasznie dawał wycisk, nie pamiętam już kiedy tak mocno wiało, ale było to chyba ponad miesiąc temu :D

Miałem dziś trzy poważne kryzysy na trasie. Hehe
Na trzecim, piątym i siódmym kilometrze :D
Później byłem już zawzięty jak Rocky ;)

Moim celem było dziś odnalezienie Rezerwatu florystycznego ”Wrzosiec” położonego w lesie, pomiędzy wioskami Janików i Łuków.

Najpierw udałem się do Żar, ale jechałem dość nietypową trasą, bo wioskami położonymi na bocznych drogach, m.in. Jaryszów, Pietrzyków, Górka.

Szybko śmignąłem przez Żary i udałem się do Olbrachtowa, gdzie odbiłem na Miłowice i stamtąd okrężną drogą zajechałem do „wiechóry”, w której mieszka Cezary, czyli do Bogumiłowa :D
Kiedyś tam się działo za czasów LO... :)

Za Bogumiłowem były już przez 30 km tylko lasy i poszukiwania rezerwatu. Oczywiście troszkę pobłądziłem i przez to wylądowałem we wsi Piotrów. W sumie dzięki temu błądzeniu lepiej poznałem tamtejsze lasy, w których byłem po raz pierwszy. Odkryłem też i kilka ciekawych miejsc, spośród których bardzo podobał mi się staw hodowlany.
Po jakimś czasie znalazłem cel swojej wyprawy i muszę przyznać, że faktycznie całkiem fajne miejsce :)

Powoli jednak musiałem zacząć myśleć o drodze powrotnej, tak by nie jechać po ciemku.
Opuściłem las we wsi Łuków, skąd jechałem do Trzebiela. Przed Trzebielem dorwał mnie sztormowy deszcz wspomagany przez wiatr :D
Mimo tych przeciwności odnalazłem tam górkę, na której kiedyś wieszano skazańców – to były czasy... hahaha

Później Tuplice, gdzie kupiłem dwa batony (wreszcie coś zjadłem ;] )

Dojeżdżając do Jasienia powoli zmierzchało, więc zarzuciłem lampki, by nie dostać mandatu hehe
Troszkę się pokręciłem koło mej mieścinki i wróciłem do domku!

Powiem krótko... Pogoda do bani, a było wspaniale jak zawsze!

MUZYKA DNIA: ATB – Renegade :D


Bogumiłów – Cezarego wieś :D


Za Janikowem


Momentami pogoda wyglądała na przyjemną :)


Nad lasem niebo chmurami zasnute


Tak się jeździło po rezerwacie


Błądząc, odkryłem ciekawe miejsce


Może wynurzy się jakiś potwór z głębin?! :D


Fajnie jest wejść między drzewa... :)


Aleja owocowych drzew - droga za Niwicą


Trzebiel – pozostałości po szubienicy.
Kiedyś była tu rozpacz i rozgrywały się tragedie, a dziś ludzie w tym miejscu... grillują :D



Jasień Metropoly – przedmieścia o zmierzchu :D


TRASA:
Jasień -> Jabłoniec -> Golin -> Jaryszów -> Pietrzyków -> Brzostowa -> Sieciejów -> Górka -> Grabik -> Żary -> Olbrachtów -> Miłowice -> Rościce – Bogumiłów -> Janików – Piotrów -> Rezerwat „Wrzosiec” -> Łuków -> Niwica -> Jasionów -> Królów -> Trzebiel -> Tuplice -> Cielmów -> Czerna -> Grabów -> Bronice -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień

W końcu, po bardzo wyczerpującym,

Niedziela, 6 maja 2007 · Komentarze(6)
W końcu, po bardzo wyczerpującym, fascynującym i pełnym emocji długim weekendzie wsiadłem na rower :D

Na szczęście nie zapomniałem jak się używa rowerka hehe

Wieczorem pojechałem do Lubska na „Orlen” nadymać kółka :D

Mój wspaniały rower, przez cały tydzień był rozkręcony, bo jakoś nie miałem zbyt wiele wolnych chwil na to by go poskładać :) Nie żałuję jednak, bo to był piękny tydzień (pomimo braku rowerowania :D )

Wreszcie założyłem sobie nowe klocki hamulcowe, bo ze starych prawie nic nie zostało.
No i najważniejsze... po 5 miesiącach mam znowu hamulec przedni haha
Najpierw kupowałem przez 3 miesiące tarczówkę, a następne dwa ją zakładałem – grunt, że dopiąłem swego haha

No i miło znów z Wami jeździć! :)

Pozdrawiam!

Dziś przetestowałem nowy rower

Czwartek, 26 kwietnia 2007 · Komentarze(13)
Dziś przetestowałem nowy rower swojej mamy.
Jeździ się na nim świetnie, ale ja tam wolę swój :D

Wieczorem zrobiłem trasę z rodzicami (to samo co wczoraj z mamą).

Ależ ja jestem rodzinny... hehe

TRASA
Jasień -> Jabłoniec -> Golin -> Jaryszów -> Lipsk Żarski -> Drożków -> Świbna -> Jasień (na tej trasie testowałem nowy rower)

Jasień -> Jabłoniec -> Golin -> Zieleniec -> Jasionna -> Bronice -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień (a tą trasę zrobiłem z rodzicami)

WRESZCIE!

Środa, 25 kwietnia 2007 · Komentarze(11)
WRESZCIE!

Wreszcie zrobiłem jakąś porządniejszą traskę :)
Nie mogłem już doczekać się dnia, w którym sobie na to pozwolę, a wszystko przez moje ostatnie obowiązki (zwłaszcza na uczelni). Mam nadzieję, że w najbliższych dniach znajdę jeszcze trochę okazji do jazdy.

Pogoda u mnie była rewelacyjna!
Ciepło, około 21 stopni, sucho, a jedynym minusem był chwilami przeszkadzający wiaterek, ale to już jest nic w porównaniu z tym, z czym jeszcze do niedawna mieliśmy do czynienia :)

Postanowiłem zrobić trasę identyczną do tej, którą odbyłem po raz pierwszy 6 lat temu...

Późnym popołudniem wyruszyłem z Jasienia doskonale mi znanymi wioskami, by dojechać do drogi Lubsko – Zielona Góra. Tam wjechałem w las, przez który przebiłem się aż do wsi Dachów leżącej nieopodal Bobrowic.

Jazda lasem była bardzo wymagająca (zwłaszcza dla takiego laika terenowego jak ja hehe). Najpierw miałem do wyboru masakryczną kostkę brukową, albo głęboki piach...
Później wyboru już nie miałem... został mi piach hehe
Mimo to heroicznie posuwałem się do przodu, by wreszcie telepać się po jakichś wertepach (pewnie dlatego tą drogę nazwali „Czołgowa” :D ), w pewnym momencie droga w ogóle nie była przejezdna, przy samym końcu wyjechałem też na jakąś saharę :D
Był to niewątpliwie najcięższy odcinek mej dzisiejszej trasy, ale wspominam jazdę po nim bardzo sympatycznie, bo odmiana w mojej jeździe jest jak najbardziej wskazana od czasu, do czasu :)

Po wyjeździe z lasu udałem się w kierunku Bobrowic, gdzie przeciąłem przed Barłogami Kanał Dychowski.

Później obrałem kierunek na Nowogród Bobrzański. Jechałem mało ruchliwą drogą, gdzie mogłem podziwiać urocze, nieco zapomniane wioseczki.
Ciągle otaczał mnie las i w większości miałem pod górkę :)
W Łagodzie przejechałem przez Bóbr, przez który jeszcze tego dnia śmignąłem z prędkością 62 km/h w Nowogrodzie Bobrzańskim :D

Do domu wróciłem standardowo, kończąc tym samym objazd starej trasy...

Po godzinie dwudziestej wybrałem się na rower jeszcze ze swoją mamą, która dziś po raz pierwszy śmigała na swoim crossowym bike’u :)
Była wniebowzięta i wcale jej się nie dziwię, bo ma super rower.
Wróciliśmy już po ciemku, ale miało to swój klimat.

W ten oto sposób pękła dziś u mnie wreszcie setka.

Jak zawsze... było bardzo fajnie! :D

Bruk i piach – jedno gorsze od drugiego...


To kto tu k... ma pierwszeństwo?! :D


Droga Czesława :D


Przyjemna alejka brzózek


Droga jak w nazwie... czyli „Czołgowa”


Znalazłem jakiś objazd tego bajora


Kanał Dychowski


Piękne konie – okolice Barłogów


Wysoka – kościółek


Słońce szykuje się do zachodu...



1.TRASA:
Jasień -> Wicina -> Guzów -> Zabłocie -> Dachów -> Barłogi -> Bobrowice -> Chojnowo -> Żarków -> Łagoda -> Wysoka -> Sterków -> Bogaczów – Nowogród Bobrzański -> Zabłocie -> Guzów -> Wicina -> Jasień

2.TRASA:
Jasień -> Jabłoniec -> Golin -> Zieleniec -> Jasionna -> Bronice -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień

Dziś brak czasu. Do południa

Wtorek, 24 kwietnia 2007 · Komentarze(10)
Dziś brak czasu. Do południa odsypianie nocki, a później wyjazd na urodziny mej siostry.

W takim przypadku mogłem tylko krótko pojeździć.
Zrobiłem traskę:
Jasień
Świbna
Bieszków
Jasień

MARATON WROCŁAWSKI

W

Niedziela, 22 kwietnia 2007 · Komentarze(12)
MARATON WROCŁAWSKI

W tym pięknym, słonecznym dniu, we Wrocławiu odbył się 25. Maraton Wrocławski.
Muszę przyznać, że podziwiam wszystkich ludzi, którzy startują w maratonach. Trzeba przecież dużo pracy włożyć w to, by odpowiednio przygotować się do biegu na tak długim dystansie. A kiedy już biegniesz, dopadają cię różne kryzysy, które też trzeba przezwyciężać na trasie biegu. Wielce szanuję tych ludzi, niezależnie od tego czy biegają w czasie trochę ponad dwóch godzin, czy sześciu.

Szkoda, że są ludzie nie rozumiejący tej idei. Dziś byłem świadkiem, jak na Placu Uniwersyteckim, jakiś pan w podeszłym wieku zrobił awanturę policjantowi pilnującemu ruch. O co temu panu chodziło, nie wiem do tej pory. Mówił coś o tym, że nie powinni blokować ruchu, bo ktoś chce sobie pobiegać, dlatego że on musi teraz iść do domu 200 metrów dłuższą trasą, czy coś w tym stylu... :D

W ogóle na świecie jest dużo buraków :D
Np. dzisiaj, jakiś cep strasznie na mnie trąbił swoim polonezowym klaksonem, gdyż jechałem sobie ulicą Ślężną... (nie ma tam ścieżki, więc pozostaje tylko droga)
Ów kretyn, zdobiony obleśnymi wąsami i krzaczastymi brwiami, trzymający fajkę w pysku musiał być w siódmym niebie, gdy zatrąbił na mnie hehe
Przez chwilę zastanawiałem się co on ode mnie chciał, ale doszedłem do wniosku, że jego intencji nigdy już nie odgadnę.
Chyba był zły, bo ma popsutą skrzynię biegów w swoim super skorodowanym polonezie hehe
Jak mnie wyprzedził to coś mu tam zatrzeszczało wewnątrz auta, coś jakby zmielił garść śrub i gwoździ w wielkim młynku do kawy hehe (ale wymyśliłem) :D

A później to dopiero musiał mieć doła... bo za zakrętem czekał na niego taki, oto korek buahaha (maratończycy biegali :D )


A gdzie jeździłem?! Ano pojechałem dzisiaj z Czarkiem na Maślice obejrzeć działkę, na której powstanie super nowoczesny stadionik na Euro :D
Później uderzyliśmy na Stabłowice i jechaliśmy sami nie wiedząc już dokąd :D
Przejechaliśmy koło oczyszczalni ścieków na Janówku i wylądowaliśmy w rzepakowym polu :)

Wróciliśmy się wałami na ulicę Stabłowickę i później już Kosmonautów, Estakada i Hallera do domku.

Jeszcze po szesnastej pojechałem rowerkiem na Stare Miasto, bo przypomniało mi się, że... dziś rano zostawiłem tam auto pod Uniwerkiem, a później z zajęć wróciłem tramwajem hehe
Tak się zastanawiałem, gdzie może być moje auto i mi się przypomniało :D

Wielki szacunek! Biegną maratończycy na ulicy Hallera