LANY PONIEDZIAŁEK
Żeby
Żeby uniknąć wiader z wodą i takich tam innych wynalazków w mej mieścinie, uciekłem na rowerku do lasu :D
Prawda jest jednak taka, że nawet gdybyśmy dziś nie mieli tego dnia, śmigusa dyngusa (ale nazwa), to i tak pojeździłbym po lesie.
Lasy, to jest właśnie to czego mi we Wrocławiu brakuje najbardziej. Mamy co prawda troszkę drzewiastych terenów, ale są to małe kompleksy leśne i w większości bardzo oddalone od mojego wrocławskiego mieszkanka :) A tutaj w Jasieniu, w ogóle w moim województwie lubuskim, lasów jest baaaardzo dużo, można powiedzieć, że to nasze bogactwo :)
Kiedyś zawsze jeździłem tylko po lasach, lubiłem zapuszczać się nieznanymi drogami w głąb lasu i później odkrywać nowe, piękne miejsca. Dziś zrobiłem podobnie :)
Początkowo jechałem doskonale znanymi mi drogami gruntowymi, by po kilku kilometrach zboczyć ze standardowego szlaku. Błądziłem w leśnej głuszy pomiędzy Świbinkami, a Glinką Górną. Na swoje drogi wróciłem jadąc piaszczystą ścieżką, biegnącą wzdłuż torów kolejowych (a właściwie wzdłuż nasypu, na którym kiedyś były jeszcze tory).
Wieczorem pojechałem do lasu ponownie, tym razem zabierając na przejażdżkę swoją mamę.
Cieszę się bardzo, że jest tak chętna do jazdy :)
Rower jej służy.
Dzisiaj zrobiliśmy razem prawie 18 km.
Takich dróg brakuje mi we Wrocławiu :)

Zapach drzew...

To zawsze jest ciężki wybór :D

To nie są Góry Świętokrzyskie – to tylko była trasa kolejowa z Glinki Górnej ;]







