Gaj i Krzyki... odprowadziłem Czarka do chatki po naszym obiadku z Piastem w rolach głównych :D
Poza tym troszkę się pokręciłem i byłem na warsztacie rowerowym - jutro wreszcie oddam do naprawy swoje koło hehe (przejechałem na rozwalonej piaście 1000 km).
Zmienię sobie piastę na nową i od razu wstawię nową kasetę, co w połączeniu z nowym łańcuchem i korbą w bardzo dobrym stanie da mi napęd niemal jak nówka :)
Standartowa ostatnio trasa w moim wykonaniu... DOM - WARSZTAT :D Odebrałem auto i już powinno być wszystko ok - zobaczymy jak dziś w nocy spisze się na trasie.
A co do mojego jeżdżenia na rowerku... mam nadzieję, że do końca tygodnia zacznę znowu jeździć, bo już kolejny dzień z rzędu nie mam za bardzo czasu na swoją zabawę.
Dzisiaj eksperymentalna trasa, bo pojeździłem trochę w terenie na południe od Lipinek Łużyckich – czyli gdzieś, gdzie do tej pory na swoich dwóch kółkach nie byłem :)
Choć jestem bardzo zadowolony z tej trasy, to muszę przyznać, że wybrałem złą porę na jej pokonywanie, gdyż momentami mój wypad miał mało wspólnego z jazdą, a bardziej przypominał taplanie się w błocie. Jednak wybiorę się ponownie na te szlaki, gdy będzie już sucho, bo tamtejsze okolice bardzo przypadły mi do gustu.
Pogoda ciągle do zimy niepodobna :D, dziś było cieplutko i bardzo przyjemnie – jedyny mankament, to nie nowość... WIATR! Dziś porządnie mną potargał, ale jazda w takich warunkach zaprocentuje później :)
Popołudniowy wypad na bardzo lubianą przeze mnie trasę z Jasienia do Brodów.
Pierwsze 10 km trasy lasem do Świbinek, było dużo błota i kałuż – dziś omijałem wszystkie i jechałem rekreacyjnie, co by się za bardzo nie pobrudzić na nowo :) Później 15 km do Brodów przez Proszów i powrót już główną drogą Zasieki/Forst – Lubsko do domu. Pierwsze i ostatnie kilometry miałem dziś pod bardzo silny wiatr niestety, pod koniec również zaczęło padać – temperatura około 5 stopni.
Tak się świetnie złożyło, że dziś również udało się przejechać ponad 100 km z czego bardzo, bardzo się cieszę. Tym bardziej, że niemal całą trasę przejechałem razem ze swoim przyjacielem Matyskiem (jest u nas zarejestrowany jako matys1310). Cały wypad ułożył się wspaniale, pogoda też całkiem niezła, bo bez deszczu i około 7 stopni, a do wiatru już chyba się przyzwyczailiśmy wszyscy :)
Ale po kolei:
Spotkaliśmy się w połowie drogi z Żar do Jasienia skąd razem ruszyliśmy w stronę Bobru przez okoliczne wioseczki. Niezły ubaw mieliśmy na odcinku leśnym przed Bobrem... Liczne kałuże sprawiły, że przestaliśmy je omijać i w każdą wjeżdżaliśmy z impetem. Trochę czasu tam nam zeszło, bo nagrywaliśmy sobie filmiki z naszymi błotnymi wyczynami hehe Ubaw po pachy :)
Dojechaliśmy do mostu na Bobrze i następnie jechaliśmy główną drogą do Żagania, gdzie zatrzymaliśmy się na małe jedzonko. Posiłek skonsumowaliśmy w parku przy żagańskim pałacu. Pani, która nam sprzedała żarełko dała trochę ciała... Matys musiał wcinać swoje pierogi palcami, bo nie zapakowała widelca. To, że miałem nie posolone frytki to już skandal mniejszego kalibru :D
Po odpoczynku przejechaliśmy przez Żagań i udaliśmy się do Iłowej. Przejazd nad autostradą A4 i przez uroczą Iłowę skąd dalej pojechaliśmy do Wymiarek. W tamtym momencie dopadł mnie lekki kryzys, ale Matysek pomógł :) Dojechaliśmy do Żar i już obydwu nam zmęczenie dało się we znaki. Matys dojechał ze mną do miejsca, gdzie się spotkaliśmy. Z Drożkowa ja ruszyłem do Jasienia, a on do Żar i z tego co wiem jeszcze coś pojeździ, a więc szykuje się świetny wynik – rekordowy dla Matysa!
Masa śmiechu i wielka satysfakcja – to nasza dzisiejsza wycieczka! Dzięki Matti!
Drewniany most na Bobrze w Gorzupii Dolnej
Bóbr
I jeszcze widok z drugiej strony mostu...
Dojechaliśmy do Żagania
Pałac w Żaganiu – trochę krzywo wyszedł... zimno w ręce było hehe
Dzisiaj bardzo późno wstałem, bo dopiero przed 12... Minęło 20 minut i już byłem na siodełku hehe Chciałem się powłóczyć trochę po wioskach na północ od Lubska, bo tam niezbyt często jeździłem do tej pory. Poszło 10 km, 20 km i sobie kręciłem... Troszkę padał deszcz, troszkę także wiało, jednak... miło się pedałowało :D W pewnym momencie trafiłem na drogowskaz do Gubina i wtedy mnie olśniło... jedziemy do Gubina! Bo dlaczego nie?! Nigdy nie jechałem tamtą drogą. Było świetnie, ciągle z lewej i prawej strony drogi miałem las – sama przyjemność. Wreszcie dojechałem do Gubina, a następnie szybki powrót do domu znaną mi już doskonale trasą.
Złapały mnie ciemności. A moja lampka którą dostałem w prezencie niestety drugi już raz dała ciała... świeciła niecałe pół godziny! Jest na żaróweczkę, a nie diody i dlatego pewnie ciągnie tyle energii – myślę jednak, że cztery paluszki powinny starczyć na znacznie dłuższy czas świecenia niż 2 godziny – bo na tyle mi starczyły :( A może powinienem zainwestować w akumulatorki?! Sam nie wiem...
Ostatnie 5 km jechałem bez przedniej lampki – jakoś dałem radę. Wpadłem do domku i czekała na mnie miska świeżutkich pierogów ruskich, które dziś zrobiła moja mamcia :D (niedługo powrót do Wrocławia i pożegnam się z takimi pysznościami hahaha) Spałaszowałem cały talerz i wyskoczyłem jeszcze na pół godzinki, by pokręcić się po moim city hehe
Wyspa na stawie w Chocimku
Strumyczek za Chocimkiem
Ten sam strumyczek ale z innej perspektywy
Deszczowy krajobraz
Konie – Chocicz
Jedziemy!
Jeszcze daleka droga...
Dojeżdżam do Gubina, a później już kierunek DOM
TRASA:
Jasień Budziechów Białków Stara Woda Mokra Chocimek Chocicz Lutol Górzyn Grabków Dąbrowa Dobre Przyborowice Kaniów Pole Bieżyce Gubin Czarnowice Stargard Gubiński Gębice Grodziszcze Biecz Chełm Żarski Lubsko Budziechów Jasień
Nie choruję na tzw. "cyklozę".
Pokonywanie dystansu i własnych słabości, poznawanie nowych miejsc i ludzi (w niektórych można nawet się zakochać :D ), zdrowe i przyjemne spędzanie wolnego czasu - o to w tym wszystkim chodzi!
I tak właśnie wygląda ta moja zabawa z rowerem. :)
Uwielbiam jeździć długie dystanse i pokonywać podjazdy.
Kocham lasy, kocham góry, kocham jeździć. :)
Czasem bawię się w rowerowe rajdy na orientację ale najwięcej radości sprawia mi podróżowanie z sakwami. W wakacje 2009 roku wraz z moją kochaną Asią i przyjacielem Mateuszem pokonałem trasę Dookoła Polski. Łącznie przejechaliśmy niemal 4000 kilometrów w ciągu 30 dni. Na trasie towarzyszyli nam nasi Przyjaciele. Poza tym mam na swoim koncie wypady do Pragi, Wilna oraz na Bornholm. W głowie są kolejne plany. :)
Na blogu BIKEstats.pl dodaję regularnie i nieregularnie wpisy od czerwca 2006 roku. Można tam znaleźć tysiące zdjęć, oraz setki opisanych tras i relacji z wycieczek mniejszych i większych. :)
Trochę statystyki:
PRZEBIEG: 52'788 km (30.04.10)
MAX DYSTANS: 323,40 km (24.07.08)
MAX PRĘDKOŚĆ: 72,00 km/h (Puchaczówka, 20.09.09)
POWYŻEJ 300 km: 2 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 200 km: 16 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 100 km: 170 razy (stan na 19.03.12)