Chełmiec (851 m n.p.m.) i Borowa (853 m n.p.m.) - Góry Wałbrzyskie

Niedziela, 18 kwietnia 2010 · Komentarze(28)
W tą niedzielę postanowiliśmy z moim Aniołkiem zdobyć kolejny szczyt wchodzący w skład Korony Gór Polski. Jako, że czasu było mało to typ padł na szczyt położony blisko Wrocławia. Wybraliśmy Chełmiec w Górach Wałbrzyskich – zaledwie 65 jazdy samochodem. Oprócz Chełmca, zaliczyliśmy także szczyt Borowa. Tak się akurat składa, że do Korony Gór Polski zaliczono Chełmiec, który liczy sobie 851 metrów wysokości – uznano go za najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich. Dopiero dwa lata temu, po dokonaniu dokładnych pomiarów okazało się, że Borowa jest wyższa od Chełmca o... 2 metry. :)
My, dla świętego spokoju, zaliczyliśmy oba szczyty. :D

CHEŁMIEC – 851 m n.p.m.
Na naszą dzisiejszą eskapadę wybraliśmy się dopiero po godzinie 13:00, ponieważ wcześniej Asia musiała odespać nocną zmianę. Gdy już byliśmy gotowi, wsiedliśmy w autko i po niespełna godzinnej jeździe byliśmy w Boguszowie-Gorcach, skąd wyruszyliśmy na szlaki Gór Wałbrzyskich.

Chełmiec zdobyliśmy poruszając się zielonym szlakiem, którym doszliśmy do Przełęczy Rosochatka – ten odcinek był bardzo łatwy i przyjemny, cały czas szliśmy szeroką drogą gruntową. Dopiero na przełęczy zmieniliśmy szlak na żółty i mieliśmy do pokonania trochę stromizny. Po tym byliśmy już na szczycie, gdzie było dość sporo ludzi. Odpoczywający turyści narobili nam trochę smaku, bo raczyli się kiełbaską z ogniska. My z Asią porobiliśmy trochę fotek – na szczycie Chełmca znajduje się olbrzymi, biały krzyż, wieża widokowa, budynek Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego i maszt telekomunikacyjny o wysokości 69 m. Udało nam się też skorzystać z okazji i dostaliśmy się na samą górę kamiennej wieży, z której podziwialiśmy piękne widoki. Widoczność była bardzo dobra. Widać było nawet Karkonosze i ośnieżony szczyt Śnieżki.

Po kilku chwilach spędzonych na szczycie nastąpił czas na powrót. Dość szybko znaleźliśmy się na dole przy aucie. Schodziliśmy poruszając się przez całą drogę zielonym szlakiem. Okazało się, że droga przy której jest poprowadzony ten szlak doskonale nadaje się do jazdy rowerem – w związku z tym będzie trzeba kiedyś zdobyć ten szczyt na dwóch kółkach. :)

BOROWA – 853 m n.p.m.
Gdy już opuściliśmy Masyw Chełmca, skierowaliśmy się w stronę Wałbrzycha. Po kilku kilometrach przejechanych autem byliśmy w dzielnicy Podgórze. Nie wywarła ona na nas zbyt pozytywnego wrażenia - po dziurawych ulicach poruszało się dość sporo podchmielonej młodzieży, między podniszczonymi kamienicami ganiały grupki krzyczących dzieciaków, a gdzieniegdzie dało się dostrzec miejscowych koneserów tanich trunków. Nic to, my ruszyliśmy w góry. Po przejściu rozległej łąki znaleźliśmy się w lesie i znów mogliśmy napawać się ciszą i spokojem. Piękna sprawa!

Na Borową dotarliśmy poruszając się czerwonym szlakiem. To był przyjemny spacer. Na samym końcu mieliśmy do pokonania dość mocne podejście – trochę się spociłem i zasapałem. Gdy byliśmy na szczycie... trochę się zawiedliśmy. Dookoła wysokie drzewa, zero widoków, żadnych budowli, żadnej tablicy informującej o tym, że jest to Borowa (a przecież to najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich). O tym, że znajdujemy się na Borowej poinformował nas jedynie kamień geodezyjny wkopany w ziemi. Mimo wszystko byliśmy zadowoleni z odwiedzenia szczytu, bo samo wejście na niego sprawiło nam dużo frajdy. Porobiliśmy fotki i musieliśmy szybko wracać do Wałbrzycha, bo było już po godzinie dziewiętnastej... :)

Droga powrotna z Borowej była całkiem inna niż ta, którą zdobywaliśmy szczyt. Szliśmy w sumie trzema szlakami, kolejno: czerwonym, niebieskim i żółtym. Na odcinku czerwonego zsuwaliśmy się w dół bardzo stromym zboczem – było przy tym trochę śmiechu. Później dreptaliśmy niebieskim szlakiem po szerokiej drodze gruntowej – widoki tam były przepiękne. Dotarliśmy do Przełęczy pod Borową i wpadliśmy na szlak żółty, którym doszliśmy do samego Wałbrzycha mijając po drodze Przełęcz Kozią i szczyty: Sucha (776 m n.p.m.), Kozioł (774 m n.p.m.) oraz Zamkową Górę (618 m n.p.m.). Na tym ostatnim zabawiliśmy jeszcze chwilę, bo oglądaliśmy ruiny Zamku Nowy Dwór, który kiedyś znajdował się na szczycie.

Grubo po dwudziestej byliśmy przy autku.
Nieco zmęczeni, ale zadowoleni, zrobiliśmy jeszcze zakupy w miejscowym sklepie i udaliśmy się do Wrocławia.

Cieszę się, że udało nam się tak świetnie wykorzystać ten cały weekend. W sobotę była setka, a w niedzielę wypad w góry. Fajnie tak aktywnie spędzać wolny czas, zwłaszcza że pogoda nam bardzo dopisała.

W sumie w niedzielę przeszliśmy w Górach Wałbrzyskich 14,7 km.
Pokonaliśmy także łącznie 760 m przewyższenia.
Do zdobycia pozostało nam jeszcze... 25 szczytów.
Mamy czas. :D

Poniżej "trochę" zdjęć z wypadu :D
Część z nich zrobiła Asia moim starym kompaktem, a część jest mojego autorstwa. Dziś po raz pierwszy testowałem w terenie nową lustrzankę, którą podarowali mi Rodzice. Olympus E-520 bardzo mnie zadowolił. Co ja mówię... Dla mnie taki aparat to istne cudo! Muszę nauczyć się wykrzesywać z niego pełnię możliwości. Dużo nauki przede mną ale też dużo frajdy i pięknych zdjęć. :)

Chełmiec (851 m n.p.m.) © Mlynarz


Borowa (853 m n.p.m.) © Mlynarz


Wędrówkę na Chełmiec czas zacząć © Mlynarz


Moja Towarzyszka :D © Mlynarz


Droga gruntowa u podnóża Chełmca © Mlynarz


Pstryk! © Mlynarz


Aniołek © Mlynarz


W drodze na Chełmiec © Mlynarz


Asiczka też się wspina © Mlynarz


Chełmiec - wieża widokowa © Mlynarz


Na wieży © Mlynarz


Maszt Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego © Mlynarz


Maszt na wieży © Mlynarz


Krzyż na Chełmcu © Mlynarz


Widok na Śnieżkę © Mlynarz


Chełmiec - Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy © Mlynarz


Wałbrzych widziany z Chełmca © Mlynarz


Widok na zamek Książ © Mlynarz


Wałbrzyska "Victoria" © Mlynarz


Wielka hałda © Mlynarz


Moja, moja! :) © Mlynarz


Asia schodzi z dachu wieży na Chełmcu © Mlynarz


Ja też opuszczam wieżę. :) © Mlynarz


Droga z Chełmca na Przełęcz Rosochatka © Mlynarz


Stary drogowskaz w Górach Wałbrzyskich © Mlynarz


Asia w Górach Wałbrzyskich © Mlynarz


Słońce nad górami © Mlynarz


Wałbrzyskie Podgórze... © Mlynarz


Domy i dym na wałbrzyskim Podgórzu © Mlynarz


Po zejściu z Chełmca chcemy zdobyć Borową - tylko którędy iść? ;) © Mlynarz


Szlak prowadzący na Borową © Mlynarz


Drogowskazy na zielonym szlaku © Mlynarz


Lasy regla dolnego - typowe dla zboczy Borowej © Mlynarz


Uśmiechnięta i szczęśliwa Wędrowniczka :D © Mlynarz


Borowa zdobyta! © Mlynarz


Zdobywczyni... © Mlynarz


...i zdobywca ;) © Mlynarz


Taki tam drobny relaks na Borowej ;) © Mlynarz


Bardzo strome zejście z Borowej (czerwony szlak) © Mlynarz


Momentami było ciężko utrzymać równowagę © Mlynarz


Na Przełęczy pod Borową © Mlynarz


Niebo nabiera kolorów... © Mlynarz


Słońce schowało się za górami... © Mlynarz


Asia przy ruinach zamku Nowy Dwór na Górze Zamkowej © Mlynarz

Na kawie u Edziutka

Sobota, 17 kwietnia 2010 · Komentarze(13)
Dziś mieliśmy z Asią ochotę na przejechanie stówki. :)
Ochota była na tyle duża, że zdecydowaliśmy się na wyjazd pomimo ostrzeżeń o zbliżającej się chmurze wulkanicznych pyłów, które unoszą się nad większą częścią Europy po erupcji islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokull (swoją drogą fajna nazwa :D ). To byłą dobra decyzja, bo pogoda nam dopisywała, chmur na niebie było niewiele, a przyjemność z jazdy olbrzymia.
Trasę zaplanowaliśmy tak, by jej pierwszą połowę pokonać w kierunku północna-zachodnim, tak by później wracać do Wrocławia z wiatrem w plecy. Plan nie do końca się powiódł, bo... wiatr był dziś dość kapryśny i zmieniał swój kierunek w czasie naszej jazdy. :)

Troszeczkę poeksplorowaliśmy wioseczki położone na zachód od Wrocławia. Na kilka chwil zatrzymywaliśmy się w Jaszkotlach (uroczy kościółek), Kębłowicach i Gałowie. Dla nas najważniejsza dziś była jednak Lutynia, w której odwiedziliśmy kolegę z pracy Asi. Edziutek, bo o nim mowa, bardzo ucieszył się z odwiedzin. Posiedzieliśmy trochę przy stole z jego rodziną zajadając się pysznymi wafelkami i pijąc kawkę, pogawędziliśmy i pooglądaliśmy gospodarstwo. Po tym miłym spotkaniu pokręciliśmy się jeszcze trochę po Lutyni i ruszyliśmy w stronę wsi Błonia. Właśnie na polach pomiędzy Lutynią, Radakowicami, Łowięcicami i Błoniami została stoczona w 1757 roku słynna Bitwa pod Lutynią, w której pruskie wojska dowodzone przez króla Fryderyka Wielkiego pokonały austriacką armię – była to jedna z najważniejszych bitew wojny 7-letniej prowadzonej przez Prusy i Austrię w latach 1757 – 1763. Na pamiątkę tamtych wydarzeń postawiono pomnik Bitwy Lutyńskiej, który dziś z Asią odszukaliśmy – niestety niewiele z niego zostało, co gorsza jest on bardzo zaniedbany i pokryty napisami, wandali u nas nie brakuje.

Po wizycie przy pomniku postanawiamy z Asią zmienić nieco zaplanowaną wcześniej trasę – skracamy ją o blisko 30 kilometrów. Dzieje się tak dlatego, że musimy wrócić na godzinę 16:00 do Wrocławia. Trasa, choć skrócona, nadal nam się podoba. Wracamy do Wrocławia przejeżdżając przez wioski położone na południe od Odry. Robimy wizytę w sklepie spożywczym w Głosce i odpoczywamy też nad Odrą we wsi Warzyna. Później już tylko jedziemy. Po dotarciu do miasta kręcimy jeszcze kilkanaście kilometrów po ścieżkach rowerowych i zadowoleni przybywamy do naszego cudnego M-1. :D

Trasę zakończyliśmy z wynikiem 93 km – zabrakło do setki. :)
Ja muszę jechać do Dusznik-Zdroju, Asia szykuje się do pracki.
Mimo to, w godzinach wieczornych i tak dokładamy brakujące kilometry, Asia jadąc do pracy na rowerze, a ja jeżdżąc po mieście, gdy wróciłem z Dusznik. :)
Tak więc udało się pokonać zamierzony dystans, odwiedzić Edziutka, odwiedzić kilka ciekawych miejsc, a przede wszystkim spędzić wolny czas w bardzo przyjemny i zdrowy sposób – tak jak lubimy. :)

TRASA:
Wrocław: Krzyki – Klecina...
Zabrodzie -> Cesarzowice -> Zybiszów -> Jaszkotle -> Smolec -> Krzeptów -> Kębłowice -> Skałka -> Samotwór -> Gałów -> Zakrzyce -> Lutynia -> Błonie -> Miękinia -> Klęka -> Zaborów Wielki -> Zaborów Mały -> Lubiatów -> Głoska -> Gąsiorów -> Księginice -> Warzyna -> Księginice -> Lenartowice -> Prężyce -> Gosławice -> Brzezinka Średzka -> Brzezina -> Brzezinka Średzka -> Pisarzowice -> Wilkszyn...
Wrocław: Stabłowice – Maślice – Kozanów – Gądów Mały – Grabiszyn – Krzyki

Flecik i Trek odpoczywają sobie w czasie wycieczki © Mlynarz


Asia testuje nawierzchnię na budowanej Autostradowej Obwodnicy Wrocławia © Mlynarz


Przejścia nie ma?! Niemożliwe! :D © Mlynarz


Twarda jest :) © Mlynarz


Jaszkotle - kościół pw. Wniebowstąpienia Pana Jezusa © Mlynarz


Z trochę innej perspektywy © Mlynarz


Krzyż w Jaszkotlach © Mlynarz


Jeszcze trochę chrześcijańskich klimatów ;) © Mlynarz


Taką płytę wypatrzyła Asia w Jaszkotlach na kościelnym murze :D © Mlynarz


Kębłowice - pałac © Mlynarz


Nieco zrujnowany pałac w Gałowie © Mlynarz


Asiczulek na kamiennym mostku © Mlynarz


Gałów - wysepka na przypałacowym stawie © Mlynarz


Panorama Lutyni © Mlynarz


Asia dzwoni do Edziutka © Mlynarz


Lutynia - kościół pw. Św. Józefa © Mlynarz


Elementy zdobiące przykościelną bramę w Lutyni © Mlynarz


Restaurowany budynek Muzeum Bitwy Lutyńskiej © Mlynarz


Pozostałości pomnika upamiętniającego Bitwę pod Lutynią © Mlynarz


Napisy na pomniku © Mlynarz


Pomnik mieszkańców Głoski, którzy zginęli podczas I Wojny Światowej © Mlynarz


Warzyna - widok na Odrę (po drugiej stronie wieś Wały) © Mlynarz


Przerwa na pićku ;) © Mlynarz

Urodziny Magdy

Wtorek, 13 kwietnia 2010 · Komentarze(5)
Dziś szybko po powrocie z trasy doprowadziłem się do porządku, zjadłem i pognałem do Parku Zachodniego spotkać się z moją Asią.

Razem pojechaliśmy na Psie Pole, by zrobić niespodziankę Magdzie, która dziś obchodziła urodziny.
Niespodzianka się udała. Magda była bardzo ucieszona i mocno zaskoczona – elegancko. :D

Sama jazda była bardzo przyjemna.
Sporą część traski pokonaliśmy jadąc wałami wzdłuż Odry.
Mimo tego, że Asia trochę mnie przetyrała i momentami przeszkadzał wiatr, to bardzo mi się podobało. :D
Nawet się trochę poganiałem z innymi bikerami, których spotkaliśmy dzisiaj dziesiątki.
Fajnie, zrobiło się ciepło i wszyscy znów jeżdżą na rowerach – to mnie zawsze cieszy.
Lubię widok ludzi spędzających aktywnie czas na świeżym powietrzu. :)

Dzień udany. :D

A w drodze powrotnej mój wzrok przykuło takie coś...
I tego się trzymajmy! :-) © Mlynarz

Do szkoły tańca...

Czwartek, 8 kwietnia 2010 · Komentarze(7)
Tak, tak... dziś sobie znów potańcowałem. :D
Trudną sztukę tańca doskonaliłem wraz z moją Asiczką.
Trzeba się rozwijać. ;)

Na same tańce jechało się elegancko.
Na Hallera poganiałem się z TIRami, a później siałem zamęt i spustoszenie na ścieżkach rowerowych (nie ma litości dla zbłąkanych piechurów). ;)
Powrót spokojniejszy – tańce kosztują mnie dużo energii. :D

Teraz zbieram siły na karuzelę. :)

Poniżej fotka pięknego witrażyka, który wykonał Jurek. :)

Lew w oknie... :) © Mlynarz

Robi się przyjemnie...

Czwartek, 1 kwietnia 2010 · Komentarze(17)
Tego dnia wykorzystałem okazję do zrobienia dłuższego dystansu. Ładna pogoda i wolne popołudnie pozwoliły mi na to, by połakomić się na setkę. :)

Nie miałem konkretnego celu, nie była to wycieczka krajoznawcza, nie chciałem też odwiedzić jakiegoś konkretnego miejsca... Po prostu chciałem pojeździć. Bo tej jazdy trochę brakuje w tym roku („trochę brakuje” to dość delikatnie napisane ;) ).

Wyruszyłem na południe od Wrocławia. Po kilku chwilach, gdy już pożegnałem zgiełk uliczny, mogłem odetchnąć z ulgą i z przyjemnością pedałować po bocznych drogach asfaltowych. Przez kilka wiosek spośród tych, które dziś odwiedziłem, przejeżdżałem po raz pierwszy.

Jechało się bardzo przyjemnie, jedynie przeszkadzał momentami dość nieprzyjemny zachodni wiatr. W każdym razie niebo było pogodne. Wiosnę widać i czuć już co raz bardziej, wszędzie zaczyna robić się zielono. Jest co raz cieplej.

Jazdę zakończyłem po 76 kilometrach, udało mi się je pokonać niemal nie zsiadając z siodełka – czyli chyba nie jest jeszcze ze mną aż tak źle. :)
Na trasę nie zabrałem dziś nic do jedzenia, ani nic do picia. Pieniędzy też nie miałem. A muszę przyznać, że po 40 kilometrach zaczęło mnie suszyć jak dzika po żołędziach.;)
Po 50 bardzo zgłodniałem... Ale jakoś dałem radę. ;)

Po powrocie do Wrocławia udałem się jeszcze na Muchobór Mały, gdzie z moim Aniołkiem mieliśmy umówioną... lekcję tańca. :D
Po moich tanecznych popisach pojechaliśmy jeszcze na małe spotkanko ze znajomymi u Bogusia. Było bardzo fajnie. Powrót do domu od Bogusia też był bardzo fajny, całkiem sympatycznie się cisnęło. :)

Oby jak najwięcej takich sympatycznych dni. :)

TRASA:
Wrocław: Krzyki, Gaj, Wojszyce, Ołtaszyn...
Wysoka -> Karwiany -> Komorowice -> Szukalice -> Żórawina Osiedle -> Galowice -> Wilczków -> Magnice -> Chrzanów -> Racławice Wielkie -> Żerniki Małe -> Nowiny -> Krzyżowice -> Bąki -> Pustków Żurawski -> Solna -> Ręków -> Damianowice -> Dobkowice -> Rolantowice -> Budziszów -> Szczepankowice -> Kuklice -> Pełczyce -> Wilczków -> Pasterzyce -> Bogunów -> Żerniki Wielkie -> Żórawina -> Mędłów -> Biestrzyków...
Wrocław: Wojszyce, Gaj, Krzyki, Grabiszyn, Muchobór Mały, Gądów, Kozanów

Ślęża, którą dziś oglądałem jeżdżąc po wioseczkach © Mlynarz


Ślęża z innej perspektywy © Mlynarz


Droga w okolicach Magnic © Mlynarz


W gminie Kobierzyce © Mlynarz


Wilczków - kościół © Mlynarz

Do Żar z Adusiem, który cisnął na kolarce...

Środa, 24 marca 2010 · Komentarze(3)
Chwila w rodzinnych stronach...

W ten piękny słoneczny dzień wybrałem się z Adriankiem do Żar, by zakupić potrzebne linki i pancerze w sklepie rowerowym.
Trochę się obawiałem tego wyjazdu, bo Aduś przyjechał po mnie na swojej kolarce. Znam go dobrze i wiem, że lubi cisnąć...

Adrian, który lubi mocno depnąć...
Jego kolarka na super wąskich oponach...
I ja, który w tym roku póki co mało jeździ...
Zapowiadał się niezły wycisk.
Nadspodziewanie stało się inaczej.
Co prawda wycisk był ale to nie ja dostałem w kość. :D

Jechało się bardzo dobrze! :)

Adrian napiera :) © Mlynarz

To jest to... Las!

Wtorek, 23 marca 2010 · Komentarze(5)
Przy okazji pobytu w domu rodzinnym odwiedziłem bardzo lubiany przeze mnie Rezerwat przyrody Żurawno.

W lesie jest cudnie.
Szumiące drzewa, śpiewające ptaki, zapach żywicy...
To jest to.

Wiosna! © Mlynarz


Leśna droga do Świbinek © Mlynarz


Tymnica - leśny strumyczek © Mlynarz


Jezioro Żurawno © Mlynarz


Dłużek © Mlynarz


Okolice Dłużka © Mlynarz


Żabka :D © Mlynarz

Rabaty - użytek ekologiczny

Poniedziałek, 22 marca 2010 · Komentarze(3)
Po południu, korzystając ze wspaniałej pogody, odwiedziłem glinianki koło Budziechowa.
Bardzo fajnie się prezentowały przy wiosennym słońcu.
W ogóle fajnie tam było. :)

Później trochę jazdy lasem.
Drogi leśne po zimie są jeszcze w większości bardzo grząskie, co znacznie utrudnia jazdę.
W każdym razie i tak jeździ się po lesie cudnie.

Wracając do domu udało się odkryć umiejscowienie użytku ekologicznego „Rabaty”. Całkiem sympatyczne bagienka. Byłem tam po raz pierwszy i spodobało mi się to miejsce.
Cieszy, że wciąż w bliskiej okolicy jest sporo miejsc, które warto odkrywać i poznawać.

Dzień jak co dzień... Czyli bardzo udany. :)

Glinianki w okolicach Budziechowa © Mlynarz


Prowizoryczne molo ;) © Mlynarz


Las - piękny las... © Mlynarz


Użytek ekologiczny "Rabaty" © Mlynarz


"Rabaty" - bagienko © Mlynarz


Charakterystyczne kanaliki © Mlynarz


"Rabaty" © Mlynarz

Dedykacja dla Mavika!

Sobota, 20 marca 2010 · Komentarze(6)
SETKA DEDYKOWANA MAVIKOWI, KTÓRY W TYM DNIU OBCHODZIŁ URODZINKI :)

Była to bardzo przyjemna wycieczka, bo:
- zrobiona na lubianych przeze mnie bardzo ziemiach Śląska,
- zrobiona w doborowym towarzystwie,
- zrobiona przy okazji pobytu u wspaniałej Rodzinki z Helenki,
- mogłem ją zadedykować Mavikowi. :)

Na tym wypadzie miałem okazję poznać Michała (Fredziomf) oraz Codeisred’a. :)
Reszta ekipy to znani alkoholicy, tfu... tzn. bikeholicy! Czyli Kosma i Darek. :)
Była z nami jeszcze jedna osoba, ale nie napiszą kto, bo to tajemnica. :D

Za cel wycieczki obraliśmy sobie Górę św. Anny – ambitnie. :D

Wypad zaczęliśmy od małego opóźnienia, by tradycji stało się zadość. :)
Najpierw ruszyliśmy w stronę Toszka. Mijając kolejne spokojne wioski zmagaliśmy się z dość mocno wiejącym wiatrem. W międzyczasie zatrzymaliśmy się na moment przy drewnianym kościółku w Zacharzowicach. W samym Toszku robimy drobne zakupy i posilamy się, by wzmocnić siły. Następnie lądujemy na tamtejszym zamku – bardzo fajne miejsce. Lubię takie „średniowieczne” klimaty.

Ekipa, choć jedzie ze sobą po raz pierwszy w takim składzie osobowym, jest bardzo wesoła i zgrana. Kilometry, mimo wiatru mijają przyjemnie. Dobre nastroje nie chcą nas opuścić, za to powoli opuszczają nas siły... Brak treningu robi swoje – cudów nie ma, żeby z łatwością pokonywać długie dystanse trzeba trochę pracować nad kondycją. Jedziemy, jedziemy i... nieco psuje się pogoda, zrobiło się chłodniej, słońce schowało się za chmurami, które straszą deszczem. No nic... chyba Góra św. Anny w tym dniu okaże się zbyt dużym wyzwaniem. :)

Dojeżdżamy do Poniszowic. Tam wszyscy rzucają się z aparatami do fotografowania bardzo ładnego drewnianego kościoła. ;)
Kilkanaście minut później cała ekipa podejmuje zgodną decyzję, że odpuszczamy zdobywanie „Anki”. Innym razem, nic na siłę. Wypad i tak jest bardzo udany. :)
Dobijamy do krajowej „40-ki” i tam zaczyna się odwrót.
Z nieba zaczyna siąpić deszcz ale my i tak trochę odsapnęliśmy, bo wreszcie nie jedziemy pod wiatr wiejący w pysk. :)
Po przejeździe nad autostradą A4 dojeżdżamy do Jeziora Pławniowickiego, a następnie do samych Pławniowic, w których podziwiamy wspaniały kompleks pałacowo-parkowy (strona www) – niesamowite miejsce.

Droga powrotna od Pławniowic to niezła improwizacja. Wspólnie z Michałem i Darkiem obieramy trasę, którą jeszcze nikt z nas nie jechał. Jak się okazało był to dobry wybór, bo jadąc wybranymi przez nas bocznymi drogami mogliśmy ograniczyć do minimum nasze spotkania z „kierowcami”. Z resztą fajnie wyglądała ta współpraca nawigacyjna. :)

Gdzieś koło Gliwic udzielamy jeszcze pomocy jednemu z użytkowników aut, którego trzeba popchnąć, by mógł odpalić swojego czterokołowego przyjaciela. Fajnie to wyglądało jak banda w rowerowych ciuchach pchała auto. :)

W końcu dotarliśmy do Zabrza. W Rokitnicy żegnamy się z Michałem i Codeisred’em.
Kilkaset kilometrów przed blokiem Darka podejmuję decyzję, że jeszcze udam się na krótki samotny wypadzik do Ptakowic, by udało mi się dokręcić do setki. Reszta wesołego składu jedzie na obiad, a ja jeszcze odbywam półgodzinną wycieczkę fotografując przy okazji zachodzące słońce.

Wróciłem bardzo zadowolony.
Setka osiągnięta i mogę ją zadedykować Mavikowi. :)
Dzień spędzony w super towarzystwie (wieczór zresztą też :D ).
Trochę się zmęczyłem. I o to chodziło. :)
Fajnie jest.

TRASA:
Zabrze – Helenka -> Ptakowice -> Zbrosławice -> Wilkowice -> Księży Las -> Kopienice -> Zacharzowice -> Wilkowiczki -> Toszek -> Pawłowice -> Ligota Toszecka -> Niekarmia -> Poniszowice -> Widów -> Chechło -> Łany -> Pławniowice -> Taciszów -> Bycina -> Gliwice -> Przezchlebie -> Ziemięcice -> Świętoszowice -> Zabrze – Rokitnica - Helenka

Zamek w Toszku © Mlynarz


Dziedziniec zamku w Toszku © Mlynarz


Codeisred i Fredziomf na trasie © Mlynarz


Ołtarz w kościele w Poniszowicach © Mlynarz


Na trasie... © Mlynarz


Pałac w Pławniowicach © Mlynarz


Kosmom wstęp wzbroniony... ;) © Mlynarz


Ołtarz w przypałacowej kaplicy © Mlynarz


Jedna ze stacji drogi krzyżowej © Mlynarz


Boisko "Orlik" przy SP nr 30 na zabrzańskiej Helence :) © Mlynarz


I zachód słońca w okolicach Ptakowic © Mlynarz

Ślęża (718 m n.p.m.) - Masyw Ślęży

Sobota, 13 marca 2010 · Komentarze(22)
Jeszcze jesienią założyliśmy sobie z Asią, że zaczniemy wspólnie zdobywać szczyty wchodzące w skład Korony Gór Polski.
Będziemy zdobywać je podczas pieszych wędrówek. :)
Postanowiłem jednak zamieszczać na swoim blogu zdjęcia z naszych górskich wędrówek.

Ślężę zdobyliśmy w ubiegłą sobotę. Dla mnie była to już piąta wizyta na szczycie (do tej pory byłem tam tylko raz piechotą i... trzy razy rowerem :) ).

Szczyt zdobyliśmy idąc czerwonym szlakiem z Sobótki. Po drodze zaliczyliśmy Wieżycę (415 m n.p.m.). Momentami było całkiem stromo, także troszkę się zmęczyłem – trzeba więcej trenować. :)
To co nas zaskoczyło po drodze to... masa śniegu. Nie spodziewaliśmy się, że u góry będzie aż tak biało, zwłaszcza że mamy już połowę marca, a Masyw Ślęży to nie są przecież jakieś wysokie góry. :)
Nam śnieg na Ślęży jednak bardzo się podobał, dodał wypadowi niesamowitego klimatu.
Na szczycie bardzo wiało, toteż schowaliśmy się w ciepłym schronisku, w którym wypiliśmy gorącą herbatę, zjedliśmy smakołyki zakupione w Rogowie Sobóckim i trochę się ogrzaliśmy.
Zejście ze Ślęży było dość szybkie – skorzystaliśmy z połączenia czerwonego i czarnego szlaku.

Było bardzo fajnie. :)


Czas ruszyć na szlak © Mlynarz


Fajnie tak pspacerować po górach © Mlynarz


Im wyżej, tym więcej śniegu © Mlynarz


Wieża na Wieżycy © Mlynarz


Ja i... misio (Asi) :D © Mlynarz


Masyw Ślęży w marcu - biało! © Mlynarz


Królowa Śniegu ;) © Mlynarz


Pokonywanie przeszkód © Mlynarz


A mi tak dobrze ;) © Mlynarz


Śniegu po pachy © Mlynarz


Biały świat, śnieżny raj © Mlynarz


Blisko sczytu robi się surowy krajobraz © Mlynarz


Mgła spowiła wszystk dookoła © Mlynarz


Schronisko na Ślęży © Mlynarz


Kościół na Ślęży © Mlynarz


Krzyż na Ślęży © Mlynarz


Niedźwiedź - starożytna rzeźba kultowa na szczycie Ślęży © Mlynarz


Asia z niedźwiedziem © Mlynarz


Drogowskaz na szczycie Ślęży © Mlynarz


Wystrój w schronisku PTTK na Ślęży © Mlynarz


Malunki na ścianie w schronisku PTTK na Ślęży © Mlynarz


Asia - mój Aniołek :) © Mlynarz


I znów pokonywanie przeszkód © Mlynarz


"Mnich" - starożytna rzeźba kultowa w Sobótce © Mlynarz


Panorama Sobótki © Mlynarz