Mała rundka wieczorkiem

Dziś

Środa, 4 lipca 2007 · Komentarze(6)
Mała rundka wieczorkiem

Dziś wreszcie dodałem relację z Bike Orient :D
Oprócz tego pojawia się edycja wpisu p.t. ... :D Glebożercy :)
Wreszcie to uporządkowałem, bo ostatnio czas mi za szybko ucieka ;]


Tak się fajnie złożyło, że przy okazji pracy mogłem zawitać do domku.
Skoro już jestem to przejechałem się po pobliskich wioskach korzystając z chwili wolnego czasu.
Dziś pogoda bardzo brzydka, bo niemal cały dzień padało, a wieczorem było chłodno.
Mimo to przyjemnie się jeździło.
Muszę jednak szybko kupić sobie dętki, bo na tych starych to jeżdżę na flaku... :D
Nawet się ich nie da dobrze napompować!

Traska, jaką dziś przejechałem to:
Jasień -> Wicina -> Roztoki -> Bieszków -> Jasień

Droga nieopodal Wiciny

SPOTKANIE Z WIOLĄ I CZEŚKIEM

SPOTKANIE Z WIOLĄ I CZEŚKIEM

Dziś jedynie pojechałem po swoje auto, które gdzieś zgubiłem wczorajszego wieczoru w okolicach Placu Grunwaldzkiego :D

Kiedy sobie fociłem kwiatka nieopodal skrzyżowania ulic Międzyrzeckiej i Na Niskich Łąkach, zauważyłem mknącą Wiolę wraz z Cześkiem na swych rowerach.
Oczywiście pojechałem ich śladem, by zamienić parę słówek i wraz z nimi odszukać moją furę pościgową :D

Jak zawsze było sympatycznie.

Wieczorem do roboty.

Rośnij kwiatku, rośnij aż do nieba! :)


”Pozdrawiam Wszystkich tu zaglądających!” (prawa autorskie: KosmaSTO®) :P

Glebożerca

Poniedziałek, 2 lipca 2007 · Komentarze(19)
Glebożerca

Zielak dossał się do worka z ziemią… :D


Mi też smakowało!



Ludzie, którzy jedzą ziemię... skąd my to znamy?! :D

Dziś był piękny dzień...
Dzień po Bike Oriencie...

Jeszcze rano leniuchowaliśmy wraz z Kosmą i Zielakiem w Bogusławicach.
Wokół pola, cisza i fantastyczna, sielankowa atmosfera.

Później trzeba było już wracać do Wrocławia.
Razem z Zielakiem zaproponowaliśmy naszej Kosmatce, że podwieziemy ją do Piotrkowa Trybunalskiego na pociąg...

A jak się skończyło?!

heh

Skończyło się tak, że nasza przemiła koleżanka przebyła z nami całą drogę autem i wylądowała we Wrocławiu!!!

KOSMA JEST SZALONA!!!

Razem spędziliśmy niezwykle sympatyczny wieczór u niezwykłej, rowerowej rodzinki.

Wieczór, którego długo nie zapomnimy minął przy długich, nie mających końca pogawędkach.
Wieczór ten będziemy wspominać, jako spotkanie ludzi, którzy zawsze się chcą się śmiać :D
Choćby z... WPIEPRZANIA GLEBY

No i nie zapomnimy pysznego ciasta oraz zimnego Książa z lodóweczki...

Tak, wiem, że się powtarzam, ale... ZNÓW BYŁO PIĘKNIE!!!
Powiem więcej, chciałbym zawsze móc się tak powtarzać hehe

BIKE ORIENT

Niedziela, 1 lipca 2007 · Komentarze(20)
BIKE ORIENT

1. lipca – na ten dzień wiele osób długo czekało…

W tym dniu kilkoro z nas, użytkowników BIKEstats, miało okazję po raz pierwszy się spotkać razem i wziąć udział w imprezie, jaką był rowerowy rajd na orientację Bike Orient rozgrywany w miejscowości Wolbórz.

Część z nas zawitała do Wolborza już w sobotę, dzień przed rajdem.
Niektórych jednak obowiązki zatrzymały w swoich stronach trochę dłużej, dlatego takie osobistości jak Zielak, czy ja musiały dojechać dopiero przed startem. :D

Wraz z Zielakiem wyruszyliśmy furą pościgową z Wrocławia o godzinie 6 rano, a do Wolborza zawitaliśmy parę minut przez godziną 9:00. Jadąc mijaliśmy m.in. taką miejscowość, jak... Młynary :)

Pół godziny przed startem zjawiły się piękne kobiety, a więc Agenciara i Kosmatka.
Również w tym samym momencie pojawił się Tomalos, Pyszard i reszta ich ekipy, a więc Agatka (dołączyła do grona pięknych pań :) ), Sker – łamacz siodeł i Woz.
Ale to nie wszystko... po kilku minutach zjawił się Pixon, który chyba dzień wcześniej balował, bo dał się wkręcić na to, że... Zielak jest Cześkiem, a ja Dj’em Wiro hehe.
Była przy tym masa śmiechu :D Zwłaszcza, gdy Agnieszka przedstawiła mu się, jako... Zielak :)
W końcu jednak Pixon otrzeźwiał i doszedł do siebie :D

Jeszcze dziesięć minut przed startem Zielak pomagał mi zmienić opony w rowerze, bo ciągle miałem na obręczach założone... slicki! Dętki do szerokich opon wydobyłem... z kół, które wykręciłem Rzymianowi z jego rowerka o... drugiej w nocy hehe.
To się nazywa pełen profesjonalizm!
Jeszcze łyk Piasta i można ruszać – o 10:02 wystartowaliśmy!

Już po 100 metrach pot zalewał mi oczy ;), rozglądałem się za jakimś sklepem spożywczym, ale ostatecznie postanowiłem, ze zdobędę dziś 10 punktów kontrolnych, a nie tak jak zakładałem wcześniej... jeden :D

Jechaliśmy sporą grupką: Aga i Kosma, oraz Pixon z Marcinem, a do tego Pyszard z Agatą i resztą ekipy.

Czekała nas trasa wokół Zalewu Sulejowskiego, którego linia brzegowa wynosi 58 kilometrów.
Przed nami była cała masa dróg piaszczystych, leśnych i tych najzwyklejszych asfaltowych, które przebiegały między innymi przez takie miejscowości, jak: Sulejów, czy Smardzewice.


Tomalos postanowił, że będzie punkty zdobywać indywidualnie, a my byliśmy pewni, że dzięki temu wygra Bike Orient lub w najgorszym wypadku stanie na pudle.
Niestety tak się nie stało, co prawda zajął 5 miejsce, ale nie da się ukryć, że gdyby nie szara eminencja Zielak... to na pewno Tomek byłby trzeci, bądź drugi.

Bo Zielak ten drań, który nie jechał z nami, gdyż ciągle odczuwa skutki upadku z ostatniego maratonu i ma sfatygowany bark, zagadał Tomalosa na punkcie nr 1...
Niestety Tomalos nie potrafił się oprzeć opowieściom Zielaka o kotletach i stracił ponad 10 minut... :D

No, a my...

Najpierw obraliśmy kurs na pkt nr 8, aby do niego dotrzeć jechaliśmy w stronę Żarnowicy Dużej, z której czarnym szlakiem wjechaliśmy do lasu i po krótkiej, piaszczystej przeprawie mogliśmy podbić swoje karty pierwszym stemplem. Wtedy to, stanowisko stemplowaczki objęła Agenciara i robiła to z powodzeniem do samego końca rajdu :D
Za co należy jej się Big Szacun! :P

Kolejnym celem był pkt nr 2 usytuowany w Barkowicach Mokrych.
Dotarliśmy do niego szybko, ale w drodze pojawiły się pierwsze problemy nawigacyjne, drobne, bo drobne, ale jednak :D
Na punkcie tym, który był punktem żywieniowym, wszyscy się rzucili na jagodzianki, banany i inne przysmaki :D

Kolejnym zdobytym łupem był pkt nr 10, do którego jechało nam się niezwykle łatwo i przyjemnie. Na tym odcinku, po raz pierwszy dziś, mogliśmy podziwiać piękny Zalew Sulejowski. Oczywiście wszyscy rzucili się do robienie zdjęć.
Również na tym odcinku dotarło do mnie, że blat na mojej korbie umarł i nadaje się już tylko do wyrzucenia. Mimo wszystko kontynuowałem jazdę na najtwardszym przełożeniu z przodu...

Gdy już byliśmy w Sulejowie zaliczyłem spektakularną glebę...
I wszystko przez blat. Chcąc się rozpędzić po małym postoju, stanąłem na pedały i napierałem z całych sił, niestety blat znów dał mi znać o sobie, łańcuch przeskoczył tak, że pod wpływem nacisku zjechał na najniższą koronkę, wszystko to spowodowało, że zjechała mi noga z pedała, jeszcze tylko porzeźbiłem sobie piszczel o zęby blatu i na sam koniec zaryłem głową o trawnik (całe szczęście, że o trawnik).
Ten upadek dał mi trochę do myślenia i stwierdziłem po nim, że warto jeździć w kasku.
Polała się krew, pojawił się ból, pojawiła się i złość – jechałem dalej :D

Dogoniłem swoje dwie Panie – Kosmę i Agenciarę i wciąż razem napieraliśmy do przodu, tym razem ku pkt nr 7 ulokowanemu koło Zarzęcina.
Odnalezienie tego punktu sprawiło nam największe problemy, gdyż dwukrotnie pomyliliśmy drogę przez błędną interpretację mapy. Przed odnalezieniem tego punktu niestety nasza duża grupa podzieliła się na pół, bo Kosma i ja byliśmy zbyt uparci... jak się okazało, nie mieliśmy racji tym razem :D
Ale co się stało, to już się nie odstanie i dalej jechaliśmy już w składzie: Aga, Kosma, Marcin, Pixon i ja.
Powróciliśmy na właściwy tor i złapaliśmy wiatr w żagle, bo łykaliśmy kolejne punkty już do samej mety bez najmniejszych problemów.

Więc ustrzeliliśmy siódemkę, która była naszym dopiero czwartym zdobytym punktem.

Do pkt nr 9, który był ulokowany nieopodal rezerwatu w lesie, jechaliśmy bardzo kamienistą drogą.

Po tym wyjechaliśmy na asfalt i przejeżdżając przez Bukowiec nad Pilicą oraz Karolinów wylądowaliśmy nad brzegiem zbiornika Sulejowskiego, gdzie był pkt nr 3.
Po drodze do tego punktu niemal wpadł nam sam pkt nr 5 :)

Jadąc do wioseczki Twarda, gdzie był pkt nr 1 zahaczyliśmy o sklep spożywczy. Wypiliśmy sobie po małym piwku, by schłodzić się troszkę i w miłej atmosferze pogadać i pośmiać się :D
W końcu nie przyjechaliśmy tu wygrywać tylko się świetnie bawić :)

Na pkt nr 1 czekał Zielak i pozostałości po bufecie... :D
Główne podejrzenie padło na Zielaka, to pewnie on ogołocił bufet z jagodzianek :P

Skoro nie było już nic do jedzenia, to nie tracąc czasu ruszyliśmy do Smardzewic, a następnie przejeżdżając przez licząca 1200 metrów zaporę (piękne widoki!) wpadliśmy do Swolszewic Małych, gdzie wjechaliśmy do lasu i po kilku chwilach mieliśmy w kieszeni pkt nr 4

Został nam ostatni punkt do zdobycia – pkt nr 6, do którego niemal cały czas jechaliśmy szlakiem zielonym prowadzącym wzdłuż brzegu zalewu. Była to kręta ścieżynka, poprzecinana setkami wystających korzeni. Wielbicielem terenu nie jestem, ale... podobało mi się :D

Kilka chwil, małe zwątpienie, czy jesteśmy na dobrej drodze i wreszcie... ostatni punkt został zaliczony. Z kompletem dziesięciu punktów ruszyliśmy najprostszą asfaltową drogą do Wolborza, gdzie wszyscy niemal równocześnie przekroczyliśmy linię mety.

I tak się zakończył dla nas rajd, co nie oznacza, że skończyły się wrażenia, humor i dobra zabawa! :D

Wspólne zdjęcia, rozmowy i wcinanie jedzonka podczas wyczekiwania na wręczanie nagród.
Szkoda, że Tomalosowi niewiele zabrakło do podium.
Wraz z Piotrkowską Grupą Rowerową byliśmy najliczniejszą ekipą na Bike Oriencie. Wspólnie sobie pogratulowaliśmy i już wstępnie umówiliśmy się na start w następnym roku :)

Każdy z nas wylosował, jakiś upominek, co było sympatyczne.

Kiedy już zakończyła się impreza i wszyscy się pożegnali, to ruszyliśmy do Bogusławic, gdzie zostawaliśmy jeszcze na noc.

Wraz z Agnieszką, Kosmą, Tomalosem i Zielakiem świetnie się bawiliśmy przy nocnym grillu.
Rozmowy przy kiełbasce i piwku ciągnęły się w nieskończoność.
Śmiechom nie było końca :D

Glebożercy... :D

Wszystko co piękne, kiedyś się kończy. I w pewny momencie trzeba było pójść niestety spać.

Do historii przejdzie słynna wypowiedź Moniki... :D
”A pies... duff, duff, duff!” hehe
I nie tylko to.

Było fantastycznie.
Za rok zapewne znów zawitamy do Wolborza i Bogusławic, ale wtedy będzie raczej na 100% jeszcze większa ekipa! :)


Aga na tropach łydek… :D


Kosma dzwoni do Agi: “Aga! Widziałaś te łydki?!”


Pixon (za Agenciarą): „Aha, aha... czyli prosto, prosto i za śmietnikiem w lewo?!” :D


Mijaliśmy piękne pola


Były też i fajne zjazdy – gdzieś w dole pomyka Pyszard


Taką drogą można jeździć bez końca…


Wylądowaliśmy też na plaży, gdzie wypoczywali ludzie


Niektórzy pływali na żaglach... (Aga też chciała :D )


p.s.

Zdjęć Pyszarda i ekipy nie mam, bo za szybko śmigali! :D
A tak poważnie to nie za dużo myślałem o robienie zdjęć podczas tego rajdu, bo czas upływał błyskawicznie w niezwykle fajnej atmosferze.

BOSKI BLASE I... NAKLEJKI

Sobota, 30 czerwca 2007 · Komentarze(1)
BOSKI BLASE I... NAKLEJKI :D

Dzień przed Bike Orient spotkałem się z naszym szefem... ;)

Spotkanie miało miejsce dopiero o godzinie 22:30 ponieważ wcześniej wraz z Kristofem oglądałem meczyk naszej młodzieżówki, która wygrała 1:0 z Brazylią!

Po meczu, pełnie radości, wraz z Krzychem ruszyliśmy na Plac Jana Pawła II, gdzie po dojechaniu spotkaliśmy czekającego już Blase’a.

Boski Blase miał ze sobą pierwsze naklejki BIKEstats, które dzień później miały trafić w ręce BIKEstatowiczów biorących udział w rajdzie na orientację rozgrywanym w Wolbórzu.

Te naklejki to unikaty, bo bardzo prawdopodobne, że już nigdy takich nie będzie! :D
Własnoręcznie drukowane i wycinane przez Blase’e, prosto z jego manufaktury, jak to sam powiedział :D

BIKEstats się rozwija, więc kolejne serie naklejek i innych gadżetów będą wykonywane przez profesjonalne firmy.
Ci, którzy 1. lipca w Wolbórzu otrzymali naklejki Blase’a mogą czuć się posiadaczami cennych walorów, ja osobiście chowam swoją głęboko i nigdzie nie naklejam :P

Naklejać będę inne vlepki, ale nie tą – to UNIKAT!!!

Po odebraniu naklejek i bardzo przyjemnej pogawędce ruszyliśmy razem na ulicę Kazimierza Wielkiego, gdzie Blase odbił na Rynek, a ja wraz z Krzychem pojechaliśmy do mnie.

Całkiem zapomniałem, że mam założone slicki, w których na Bike Oriencie nie za bardzo dałoby radę jechać hehe
Przez to zamieszanie z oponami okazało się, że mam tylko jedną dętkę na koła 1,95... :D

Jeszcze tej samej nocy, o godzinie pierwszej szukałem dętek w Tesco przy ulicy Długiej, bo okazało się, że mam tylko jedną hehe (niestety nie było, ale wymyśliłem coś innego... :D )


Wóz...ascenizacyjny na ulicy Krakowskiej :D

PIERWSZE MAKRO :D

Piątek, 29 czerwca 2007 · Komentarze(15)
PIERWSZE MAKRO :D

Dziś zamieszczam na BS po raz pierwszy fotkę makro mojego wykonania :D
Spodobały mi się foty Tomalosa, to teraz będę też eksperymentować od czasu do czasu :)

A na rowerku dziś pojeździłem tylko wieczorkiem pół godziny z moim tatą.
Standardowa trasa Jasień->Bieszków->Świbna->Jasień
Pogoda bardzo fajna do jazdy, jednak dziś nie mogłem zbyt dużo pośmigać, bo muszę oszczędzać siły na jutro rano.


Moje pierwsze makro... Mucha :D

Wieczorny wypad na rower wraz

Czwartek, 28 czerwca 2007 · Komentarze(10)
Wieczorny wypad na rower wraz z moją mamą :D
Niestety byliśmy zmuszeni do odwrotu, bo zaatakowała nas ulewa...
Do domu wróciliśmy cali mokrzy.
Udało nam się dojechać tylko do Golina hehe

Było piękne niebo dziś - szkoda, że nie miałem ze sobą telefonu :D

DZIEŃ PO POWROCIE

Dzisiaj

Środa, 27 czerwca 2007 · Komentarze(5)
DZIEŃ PO POWROCIE

Dzisiaj to tylko pojechałem siostry rowerem na Orlen, by nadymać jej kółka :)

Ogólnie to odpoczywałem sobie po wczorajszych zmaganiach z wiatrem i załatwiałem sprawy, które czekały na mnie we Wrocku :)

Dodałem przed momentem opisy swoich sześciu dni jazdy poza Wrocławiem, oczywiście są i zdjęcia :)
Trwało to długo, ale to dlatego że nie miałem zbyt wiele czasu, a nie chciałem pisać relacji „na odwal” :D

1. DZIEŃ – 134,4 km
2. DZIEŃ – 17 km
3. DZIEŃ – 27,85 km
4. DZIEŃ – 100,8 km
5. DZIEŃ – 113,85 km
6. DZIEŃ – 172,3 km

Razem wyszło mi 566 kilometrów.
W planach było więcej, bo między innymi nie dojechałem na Pradziada.
Niestety pogoda wybitnie mi nie sprzyjała, ale mimo to jestem bardzo zadowolony z wyjazdu.
Chyba nieprędko znajdę znów 6 wolnych dni z rzędu :)

POWRÓT DO WROCŁAWIA

Ten

Wtorek, 26 czerwca 2007 · Komentarze(15)
POWRÓT DO WROCŁAWIA

Ten powrót to była jedna wielka, wietrzna mordęga :D
Jeszcze nigdy w jednym dniu nie przejechałem tylu kilometrów pod silny wiatr...
Na dzisiejsze 172 kilometry, ponad 110 było pod wiatr, który wiał z prędkością 20 do 30 km/h

Szczerze mówiąc to miałem ochotę wsiąść w pociąg i się nie męczyć, ale jakoś dojechałem hehe

Pogoda mnie nie rozpieszczała podczas tego wyjazdu.

Ale nie będę tu o wietrze pisał, bo to nudne... hehe
Chociaż jedna rzecz jest godna uwagi... :)
Dojeżdżając do miejscowości Sowin, wjechałem pod taką burzową chmurę... Zaczęło tak wiać, że zjechałem do rowu, to była rzeź! Z nieba woda lała się wiadrami, a na ulicę spadały połamane konary i wszystko dookoła fruwało w powietrzu – dobrze, że udało mi się po dwóch minutach schować na przystanku autobusowym...
Wszystko to trwało niecałe 10 minut, ale przyznam się, że jak widziałem spadające gałęzie z drzew to tochę obleciał mnie strach (w końcu miałem do Wrocławia jeszcze 100 kilometrów hehe)

Później już było lepiej :), jechałem niemal cały czas pod wiatr, ale omijały mnie burze, jedynie dwa ryzy złapał mnie większy deszcz, ale co to jest w porównaniu do tego, co miałem w pierwszym dniu jazdy :D

Nie zaglądałem dzisiaj w żadne fajne miejsca, po prostu chciałem dojechać już do Wrocławia i wskoczyć do wanny :D
Nie robiłem też zdjęć (a było dużo pięknych widoków), bo bateria w telefonie umarła. :)

Przed wyjazdem do Wrocławia zrobiłem 30 kilometrów, bo byłem jeszcze odwiedzić swoją ciocię w Grudyni. No i podczas tego przedpołudniowego wyjazdu zrobiłem troszkę zdjęć, które zamieszczam poniżej. Wszystkie przedstawiają okolcie Kazimierza – pola, gdzie kiedyś, gdy byłem bardzo małym chłopcem, spędzałem wakacyjny czas, patrząc jak ciężko pracują moi rodzice z dziadkiem i resztą familii... Dobrze, że teraz już nie ma tak ciężko, jak kiedyś :)


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Z całego mojego wyjazdu jestem bardzo zadowolony. I nie zmieni tego faktu nawet to, że pogodę miałem do bani. Tylko w jednym dniu jeździłem w krótkim rękawku, i tylko w jednym dniu przejechałem trochę kilometrów z wiatrem w plecy...

Ale było pięknie!
I warto było wyrwać się z Wrocławia na te kilka dni, by odpocząć.


Takich widoków we Wrocławiu nie będę miał :D


Zielono...


Teszniów – krzyż przydrożny


Takimi drogami się fajnie jeździ


Lisięcice


Falująca zieleń


Trzeba jechać już...


Słońce zachodzi...


Lecz jedzie się dalej :)


TRASA:

-przed wyjazdem:
Kazimierz -> Teszniów -> Lisięcice -> Milice -> Jakubowice -> Grudynia Wielka -> Grudynia Mała -> Milice -> Lisięcice -> Teszniów -> Kazimierz

-powrót do Wrocławia:
Kazimierz -> Głogówek -> Mochów -> Błażejowice Dolne -> Mionów -> Wilków -> Rostowice -> Gostomia -> Nowa Wieś Prudnicka -> Żabnik -> Krobusz -> Dębina -> Łącznik -> Pogórze -> Rzymkowice -> Kuźnia Ligocka -> Borek -> Przechód -> Sowin -> Tułowice -> Lipno -> Jaczkowice -> Krasna Góra -> Kopice -> Leśnica -> Orlików -> Grodków -> Lubcz -> Jutrzyna -> Kowalów -> Stary Wiązów -> Wiązów -> Gułów -> Wawrzeńczyce -> Grodzieszowice -> Kończyce -> Domaniów -> Piskorzówek -> Piskorzów -> Swojków -> Gęsice -> Rynakowice -> Okrzeszyce -> Sulimów -> Święta Katarzyna -> Zacharzyce...
WRO/Brochów – WRO/Gaj
!

GÓRA ŚWIĘTEJ ANNY

GÓRA ŚWIĘTEJ ANNY

Dziś moim celem była Góra Świętej Anny. Jeszcze nigdy tam nie byłem – nigdy, do tej pory... :D

Cały wypad był w 100% udany. Jedyne co mi się nie podobało to... znowu pogoda.
Tym razem nie było burz i ulew, dzisiaj było istne piekło! Nie wiem, jaka była temperatura powietrza, bo nie sprawdzałem, ale fakty są takie:
Zero chmur na niebie i żar lejący się z nieba...
Jazda po topiącym się asfalcie :D
Na jednym ze skrzyżowań przykleił mi się but do asfaltu hehe

No ale to nic, najważniejsza była jazda :)
Z Kazimierza uderzyłem do Głogówka i później uroczymy wioseczkami (w każdej masa kapliczek i krzyży przydrożnych) dotarłem do Krapkowic, z których skierowałem się na Zdzieszowice (całkiem fajne miasteczko, mają tam stadion z zadaszoną trybuną i plastikowymi krzesełkami :D).
Ze Zdzieszowic już jechałem praktycznie cały czas podjazdem na Górę Świętej Anny. Podjeżdżało się wspaniale! :D

Bardzo zauroczyła mnie ta miejscowość, bo jest niezwykle malowniczo położona, a tamtejsza bazylika i park z kapliczkami robią takie fajne, mistyczne wrażenie :)
Niesamowity jest też posąg przedstawiający Naszego Papieża.

Podczas zjazdu zatrzymałem się jeszcze na parkingu ze świetnym miejscem widokowym. Dzisiaj bez problemu można było sobie podziwiać otaczające Górę Świętej Anny pola i wioseczki.

Gdy już zjechałem do Zdzieszowic, jechałem w stronę Kędzierzyna-Koźla.
Miałem dzisiaj przyjemność pomóc pewnej miłej pani, która złapała kapcia niedaleko Kędzierzyna :D
Widząc ją stojącą przy aucie z małym synem, postanowiłem że zmienię im koło :D
Fajnie jest móc komuś pomóc hehe

Z Kędzierzyna-Koźla już szybko jechałem, bo spieszyłem się na babcine pierogi z czereśniami :)


Droga z Kazimierza


Dojeżdżam do Krapkowic


Krapkowice


Kościółek w wioseczce Rozwadza


Droga prowadząca na Górę Świętej Anny


Jedna z uliczek Góry Świętej Anny


Park z kapliczkami


Wnętrze jednej z kapliczek


Nasz Papież patrzy na nas z góry



TRASA:
Kazimierz -> Głogówek -> Nowe Kotkowice -> Rozkochów -> Walce -> Grocholub -> Brożec -> Żużela -> Stradunia -> Żużela -> Bąków -> Żywocice -> Krapkowice -> Obrowiec -> Krępna -> Rozwadza -> Zdzieszowice -> Góra Świętej Anny -> Zdzieszowice -> Wielmierzowice -> Januszkowice -> Kędzierzyn-Koźle -> Większyce -> Pokrzywnice -> Twardawa -> Zwiastowice -> Biedrzychowice -> Stare Kotkowice -> Głogówek -> Kazimierz