REJVIZ NA OTARCIE ŁEZ I W

Niedziela, 24 czerwca 2007 · Komentarze(12)
REJVIZ NA OTARCIE ŁEZ I W DALSZĄ DROGĘ...

Dziś rano strasznie nie chciało mi się wstać :D
Poszedłem jednak do kościoła w Konradowie i na spacer, którego celem była zapora wodna w Skowronkowie.
To był przyjemny spacer, podczas którego mogłem sobie powspominać różne miłe chwile związane z mijanymi przeze mnie miejscami :)

Przed obiadem pojechałem do Czech, by w końcu zrobić tam jakąś traskę.
Po wczorajszym wielkim zawodzie i nie dojechaniu na Pradziada przez załamanie pogody, postanowiłem dziś wjechać chociaż na Rejviz, na który mam z Konradowa tylko 18 kilometrów.
Uwielbiam jeździć po górach, pokonywać te długie podjazdy, a później zjeżdżać serpentynami w dół podziwiając widoki.
Przyjemnie było i dziś. :D
Z Rejvizu zjechałem do pięknego Jesenika, z którego dojechałem do Głuchałaz. Zasuwałem tą jakże lubianą przeze mnie drogą, która biegnie przez malowniczą dolinę i niemal przez cały czas towarzyszy jej rzeka Biała.

Chwilkę pokręciłem się po Głuchołazach, ale spieszyłem się na obiad więc długo nie zabawiłem w swoim miasteczku :)

Po południu pożegnałem się z mą babunią i wyruszyłem w kierunku Głogówka, by odwiedzić moją druga babcię mieszkającą w Kazimierzu. :]
Jechało się bardzo dobrze, bo niemal cały czas miałem wiatr w plecy.

Jadąc czerpałem niesamowitą przyjemność z oglądania otaczających mnie gór i pól, mijałem dziesiątki przydrożnych krzyży, ja po prostu kocham tam jeździć! :D

No i gdy już dojechałem do Kazimierza... też było niezwykle przyjemnie :)


W Konradowie


Krzyż – w końcu to niedziela :D


Taka pogoda powinna być codziennie


Zapora w Skowronkowie


Początek podjazdu na Rejviz


Droga w Jeseniku


Jesenik – jedna z piękniejszych budowli


Kocham takie widoki


Specjalnie dla Mostowo-Górskiego Zboczucha :P


"Amorek" w Głuchołazach – najlepsze miejsce na wypicie piwa! (i nie tylko :D )


Dojeżdżam do Głogówka


A słońce ciągle daje


Złote kłosy...


Złote morze!


TRASA:
Konradów -> Zlaté Hory -> Dolní Údolí -> Rejvíz -> Dětřichov -> Jesenik -> Česká Ves -> Písečná -> Široký Brod -> Mikulovice -> Głuchołazy -> Konradów

Po południu:
Konradów -> Jarnołtówek -> Pokrzywna -> Moszczanka -> Łąka Prudnicka -> Prudnik -> Lubrza -> Laskowice -> Racławice Śląskie – Dzierżysławice -> Głogówek -> Tomice -> Kazimierz

TO MIAŁ BYĆ PRADZIAD...

TO MIAŁ BYĆ PRADZIAD...


Miał być, ale nie był. Dlaczego?!
Ano, znowu ulewa :(

Tym razem wróciłem się i nie kontynuowałem jazdy, bo nie było sensu pakować się w góry, gdy z nieba woda leje się wiadrami i wieje silny wiatr.
I tak powinienem się cieszyć, że po ostatniej jeździe w takich warunkach się nie przeziębiłem hehe

A wydawało się dziś, że z dojazdem na Pradziada nie będzie problemu, bo niebo od rana wyglądało całkiem nieźle.
Jednak, gdy pokonywałem pierwszy dzisiejszy podjazd, z miasteczka Zlaté Hory do Heřmanovic, niebo pokryły czarne chmury i znów miałem sztorm! :D

Na szczyt podjazdy wjechałem cały mokry. Schowałem się na przystanku autobusowym, gdzie czekałem aż przestanie padać. A ze mną czekał jakiś Czech, który zadławił się bananem hehehe

Biorąc pod uwagę to, że chmury przyszły z kierunku, w którym zmierzałem, oraz to że wieje i jest zimno, postanowiłem spasować. Przysięgłem sobie jednak, że Pradziada w te wakacje jeszcze zdobędę :D

Jako, że ciągle mocno lało, zjeżdżałem 4 kilometry przez cały czas hamując i nie przekraczając 50 km/h, bo nie chciałem zaliczyć gleby (jechałem na slickach).
Szkoda, bo to potężny zjazd i na tych oponkach, przy suchym podłożu można przekroczyć 70 km/h.

Mimo tych wydarzeń, i tak jestem zadowolony, bo odpoczywam i dotrzymuję towarzystwa ważnej w mym życiu osobie :D

”Złote Jezioro” niedaleko Zlatych Hor :)


Rozpoczyna się podjazd pod Heřmanovice


I znowu deszcz...


Pradziad musi poczekać


Moje szczęście nie zna granic :D


Zlaté Hory


Uciekłem przed chmurą

NIE ŚPIESZĄC SIĘ NIGDZIE

Kategoria woj. Opolskie
NIE ŚPIESZĄC SIĘ NIGDZIE

Do południa troszkę się obijałem :D

Przeszedłem się po polach, zrobiłem zakupy i suszyłem swoje ciuchy po wczorajszej jeździe (plecak chyba przybrał na wadze z 10 kilo :D )

Aparat w telefonie na szczęście już działa :)

Miałem dziś fajne zajęcie... zrywałem maliny i czereśnie, którym w tym roku jest od groma i są niezwykle smakowite.
Podczas tego prostego, acz fantastycznego zajęcia doszło do mnie, że wreszcie nie musze nigdzie się spieszyć! :)
I o to właśnie mi chodziło właśnie!

Rowerek był tylko wieczorem.
Pospacerowałem sobie po Głuchołazach, tylko szkoda że było chłodno i padało – nie mam szczęścia do pogody tym razem.

Mimo to pięknie było!


Widok na Kopę Biskupią


A taki mam widok z okna, gdy jestem w Konradowie :D


W tej stodole, w każde wakacje świetnie się bawiliśmy :)


Maliny – jak słodko!


I cała masa czereśni!


Mniam!


Głuchołazy – ul. Gen. Andersa


Pogoda smutna – niepodobna do Głuchołaz! :)


Tutaj wszystko się zaczęło :D


A tu mnie ochrzcili :)


Mój żłobek :D


No i głuchołaski stadion


A tak wyglądają zachody słońca w Konradowie :)

ROCZEK

Czwartek, 21 czerwca 2007 · Komentarze(32)
ROCZEK

Dnia 21. czerwca 2006 roku, o godzinie 17:03,
po kliknięciu lewym klawiszem myszki, co spowodowało zatwierdzenie wcześniej wprowadzonych danych...
STAŁEM SIĘ JEDNYM Z WAS!
Co bardzo mnie cieszy i z czego jestem dumny :)

Przez ten rok, w moim podejściu do jeżdżenia na rowerze wiele się zmieniło.
Jestem wdzięczny Błażejowi za to, że stworzył ten wspaniały serwis!
Dzięki temu moja motywacja do jazdy jest o wiele większa niż wcześniej, a przede wszystkim staram się być regularny :)

Jednak BikeStats to dla mnie coś więcej niż tylko miejsce, gdzie można wklepać dane z wycieczki.
Jest to miejsce spotkań ludzi, których łączy jedna pasja, jaką jest rower!

Z niezwykłą przyjemnością dzielę się z Wami moimi wycieczkami, wypadami i małymi radościami, które pojawiają się na każdym kilometrze trasy.

Z jeszcze większą przyjemnością obserwuję Wasze dokonania, postępy i sukcesy.

Zamieszczając zdjęcia ze swoich przejażdżek mniejszych, czy większych, każdorazowo stwarzacie ucztę dla moich oczu.

Każdy z nas poznał i wciąż poznaję dzięki temu serwisowi nowych ludzi.

Jest tutaj wiele ciekawych osobistości i wciąż przybywają nowi tworząc wspaniałą społeczność.

Jedna osoba motywuje drugą, przez co maksymalizujemy nasze osiągi, bądź radość, którą daje nam „kręcenie”...

Coraz więcej osób utożsamia się z BS, powoli powstaje drużyna BS i jestem pewien, że będzie to świetny team, w którym nie zabraknie nic!
A już na pewno nie będzie brakowało dobrej zabawy i frajdy z jazdy!

Nie ważne, czy na kolarzówce, góralu, składaku, czy nawet makrokeszu... :)
Nie ważne jest też to, jak szybko...
Nie ważne również, czy po lesie, błocie, asfalcie...
Nie ważne jak daleko...
WAŻNE, ŻE RAZEM!

Razem tworzymy ten serwis!
Razem dzielimy się doświadczeniemi!
Razem przeżywamy nasze wzloty i upadki!
Razem świętujemy sukcesy!
Razem cieszymy się z jazdy!



„I tak jest pięknie!”



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


I w tym pięknym dniu wsiadam na rower, wyjeżdżam z Wrocławia i jadę do swojej babci, najpierw jednej, potem drugiej, a wracam za tydzień.

Odpocznę od cywilizacji troszeczkę i studenckiego życia w pięknym Wrocławiu.
W spokoju przygotuję się do kolejnego egzaminu, który mnie czeka 30. czerwca. :D


----------WYJAZD----------

ARMAGEDON! :D

Jak postanowiłem już wcześniej, tego dnia udałem się na rowerze do swojej babci, która miesza koło Głuchołaz.
Właściwie to plan był nieco inny, ale to po kolei... :)

Wyjechałem dość późno, bo po godzinie 15-tej. Wszystko przez to, że miałem jeszcze do załatwienia we Wrocławiu dwie sprawy. A później jeszcze nadeszła burza...
Czekając aż przejdzie burza miałem różne myśli w głowie, również takie, by zrezygnować z wyjazdu...

W końcu powiedziałem sobie, że już raz (miesiąc temu) spasowałem, więc teraz już pojadę choćbym miał całą drogę zasuwać w deszczu. No i pojechałem :D

Po trzech kilometrach doszło do mnie, że zapomniałem rękawiczek, ale już się po nie nie wracałem, bo i tak było późno.

W Opatowicach, po ośmiu kilometrach jazdy, zaatakowała mnie druga ulewa... złapałem też kapcia...
Później w Świętej Katarzynie złapałem drugiego kapcia...
Byłem jednak strasznie zdeterminowany i jechałem dalej mimo to.

W ciągu pierwszych 20 kilometrów, dwukrotnie łatałem koło, byłem cały przemoczony i zły, bo zamokła mi komórka.

Ostatecznie jednak dojechałem do swojej babci :D
Nie wiem ile burz tego dnia nade mną przeszło, ale zapewne więcej niż 10 hehe
W Ziębicach zerwała się taka ulewa, że jak pokonywałem podjazd, to z góry waliła woda zabierając ze sobą kamienie i piach – w takim deszczu nigdy jeszcze nie jechałem :)

Najbardziej wymęczył mnie odcinek z Nysy do Głuchołaz, ale gdy przejeżdżałem przez swoje miasto to odzyskałem siły :D

Jadąc przez Konradów, gdzie już było niezwykle spokojnie, wiedziałem że warto było jechać nawet w taki deszcz, by znaleźć się w tym miejscu!



Ciężko zdecydować się na wyjazd, gdy za oknem mamy taki widok...


Pierwsze kilometry...


Pogoda wymarzona :D



TRASA:
WRO/Gaj – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Sulimów -> Okrzeszyce -> Gęsice -> Swojków -> Piskorzów -> Piskorzówek -> Doamniów -> Kończyce -> Borek Strzeliński -> Świnobród -> Ludów Polski -> Strzelin -> Strzegów -> Kazanów -> Wadochowice -> Brukalice -> Henryków -> Nowy Dwór -> Ziębice -> Dębowiec -> Wilemowice -> Kamiennik -> Karłowice Małe -> Karłowice Wielkie -> Grądy -> Goświnowice -> Jędrzychów -> Nysa -> Podkamień -> Przełęk -> Polski Świętów -> Nowy Świętów -> Bodzanów -> Głuchołazy -> Konradów

RELAKS PO EGZAMINIE

Nie

Środa, 20 czerwca 2007 · Komentarze(29)
RELAKS PO EGZAMINIE

Nie mogłem doczekać się dzisiejszego wieczoru!
Wczoraj nauka, w nocy nauka, od rana do południa nauka... i później na egzamin.
Już po, koło godziny 17-tej, wyszedłem zadowolony z uczelni (powinno być dobrze :) ) i pojechałem na Gaj odpocząć.

Minęła godzinka i wpadł do mnie Krzychu, z którym ostatnio coraz więcej jeżdżę.
Cieszę się bardzo, że załapał taką chęć do jazdy, bo z kimś się zawsze lepiej jeździ niż samemu :)

Pojechaliśmy do Siechnic przez Zacharzyce i Świętą Katarzynę, a wróciliśmy spokojną drogą przez Blizanowice i Trestno.

W Siechnicach kupiliśmy sobie po zimnym Piaściku i czym prędzej poganliśmy na śluzę za Siechnicami... :D

Wspaniały wieczór, cisza, spokój, piękne niebo i ciepłe powietrze, a w dłoni dzierżyłem tę zimną puszkę, napój Bogów... Piast Wrocławski!

Zrobiliśmy sobie też konkurs z Kristoferem :D
Niestety musiałem przełknąć gorzką pigułkę i poczuć gorycz porażki hehe
Ale rewanż nadejdzie, a wtedy się zemszczę! :P


MUZYKA DNIA: Milk inc. – „Run”

Się słońce chowa się... :D


I nadszedł czas!


Konkurs – Kop w dal puszką od Piasta :D


Kristofers vs. Młynarz 9,15 m : 6,30 m :D
The Winner is... Kristof!!!


[b]TRASA:

WRO/Gaj – WRO/Brochów...
Zacharzyce -> Święta Katarzyna -> Siechnice -> Blizanowice -> Trestno...
WRO/Opatowice - WRO/MPWiK – WRO/Księże Małe – WRO/Gaj

Nocne jeżdżenie do Rzymiana

Wtorek, 19 czerwca 2007 · Komentarze(0)
Nocne jeżdżenie do Rzymiana i z powrotem w pewnej sprawie :)

Rzymian, jak zwykle dał popis swojej genialnej nawigacji i musiałem na swoich super slickach pokonywać jakieś piachy na budowie przez, którą przejeżdżaliśmy :D
Ostatecznie trafiliśmy na właściwą drogę.

A... i było pięknie :D

MUZYKA: Supermode - "Tell me why"

BRAVO

Poniedziałek, 18 czerwca 2007 · Komentarze(19)
BRAVO

Po godzinie 16-tej wyruszyłem przed siebie.
Postanowiłem, że dziś sobie zrobię pętelkę po wioskach, tak w granicach 40-50 km.

Pogoda bardzo dobra do jeżdżenia, nie za gorąco i sucho, jednak na sporym odcinku trasy miałem wiatr w blachę i to całkiem mocny – już się odzwyczaiłem od takich sytuacji :D

Pojechałem do Siechnic standardowym dojazdem, czyli przez Trestno i Blizanowice :)
Później Święta Katarzyna, Sulimów i po dojechaniu do Okrzeszyc skierowałem się na Żórawinę. Właśnie na tamtym odcinku jechałem pod porządny wiatr.
Przejeżdżałem dziś nad autostradą A4 :D
Z Żórawiny do Wrocławia wróciłem przez Szukalice i Komorowice.
Chwilkę pokręciłem po Gaju i wyszło mi równe 50 km.

Najlepsze jednak było przede mną...

Dostałem sms od Kristofa, który zmienił zdanie i zachciało mu się iść na rower.
Oczywiście nie mogłem odmówić. Jak tylko do mnie przyjechał opracowaliśmy plan trasy :D
A był on prosty, co nie znaczy, że niegenialny! :D
Najpierw start do mojego ulubionego sklepu całodobowego po dwa Piasty, później do Parku Wschodniego na ławkę, by skonsumować złoty napój... I już stamtąd przez Niskie Łąki na Grunwald do pizzerii „Bravo” na wielką pizzę falilijną :D
Tak się nią napchałem, że później ledwo do domu dojechałem.

Oj było dziś świetnie, wesoło i pięknie! Tak jak zawsze być powinno. :)

Widok na Siechnice z drogi Święta Katarzyna – Sulimów


Dojeżdżam do Okrzeszyc – jest pięknie :)


Kościółek w Żórawinie


Most Grunwaldzki – jak ja go lubię! :D


TRASA:
WRO/Gaj – WRO/Niskie Łąki – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Sulimów -> Okrzeszyce -> Mnichowice -> Wojkowice -> Żórawina -> Żórawina Osiedle -> Szukalice -> Komorowice -> Wysoka...
WRO/Wojszyce – WRO/Gaj

+ później z Kristoferem:
sklep całodobowy monopolowy -> Tarnogaj -> Park Wschodni -> Niskie Łąki -> Plac Grunwaldzki -> Pizzeria „Bravo” -> Niskie Łąki -> Krakowska -> Gaj

Ciężki dzień, a jeszcze

Niedziela, 17 czerwca 2007 · Komentarze(4)
Ciężki dzień, a jeszcze cięższa była noc go poprzedzająca, bo do rana się uczyłem...
Rano na uczelnię, stoczyć kolejną batalię (dziś VICTORIA :D ).
Później spałem, by nadrobić zaległości - padałem na twarz po południu.

Dopiero o 21 pojechałem do Czarka na piwko, by omówić strategię inwestowania w nowym tygodniu :D

Jak zawsze było pięknie! :)

ACH, TE SIECHNICE...

W

Sobota, 16 czerwca 2007 · Komentarze(9)
ACH, TE SIECHNICE...

W sobotnie popołudnie byłem umówiony z Kristoferem na rowerowanie.

Po godzinie osiemnastej udałem się do niego na Księże Małe.
Razem pojechaliśmy na Niskie Łąki i zrobiliśmy lubianą przeze mnie traskę (i nie tylko :) ) na Siechnice, jadąc przez Trestno i Blizanowice.
Krzyśkowi spodobała się droga do Siechnic, także wrażenie zrobiły na nim zabite dechami Blizanowice :D

W Siechnicach zrobiliśmy sobie przerwę pod sklepem z delikatesami i nie tylko... :)

Strasznie dużo ludzi poruszało się na ulicy, gdzie był sklep. Pełno młodzieży i nie tylko, ogólnie wesoła atmosfera – każdy z piwem albo jakimś gofrem, czy co tam sprzedają hehe :D
Fajnie się zrobiło, tak sielankowo :)
Dobrze, że obok obowiązków codziennych trafiają nam się takie dobre chwile!

Słońce dawało się we znaki, każdy więc gasił pragnienie, jak tylko potrafi...
My akurat wybraliśmy z Krzychem zimnego Piasta, którego z niewiarygodną przyjemnością piliśmy pod siechnickim sklepem :D

Z Siechnic przez Świętą Katarzynę i Żerniki Wrocławskie jechaliśmy do Wrocka, będąc już na Gaju postanowiłem, że jeszcze pojadę na Księże z Kristoferem, do domku wróciłem już sam.

To był piękny dzień :)

DIALOG DNIA:
M – Dzięki za Piasta! :)
K – Spoko Młynarz! Po tym poznaje się kumpli, że stawią ci zimnego Piasta!
M - W taki upał to jest najlepsza rzecz...
K – No i jeszcze podczas takiej jazdy na rowerze...
M – Nie ma to jak zimny Piast!
K – Tylko Piast!

TEKST DNIA:
Młynarz do Krzysztofa:
„Jutro ja stawiam Piasta!”

MUZYKA DNIA: Global Deejays – „What a feeling”

Jedna z siechnickich uliczek zalana słońcem


TRASA:
WRO/Gaj – WRO/Księże Małe – WRO/Niskie Łąki – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Smardzów -> Żerniki Wrocławskie -> Radomierzyce...
WRO/Wojszyce – WRO/Gaj – WRO/Księże Małe – WRO/Gaj :D

CHWILA W DOMU

Piątek, 15 czerwca 2007 · Komentarze(7)
CHWILA W DOMU

Na pół dnia zawitałem w Jasieniu, bo akurat mam dziś w nocy pracę w okolicy :D

Późnym popołudniem zrobiłem sobie krótki przejazd po okolicznych wioseczkach.
Gdzieniegdzie było mokro, bo chwilkę dziś u mnie popadało. Ale i tak świeciło mocne słońce, w sumie pogoda bardzo przyjemna do jazdy :)

Przekonałem się też dziś, że jeżdżąc na slickach można się jednak zmęczyć hehe
pewien odcinek jechałem pod wiatr i przyznam, że w takiej sytuacji slicki nie ułatwiają zbytnio jazdy.

Inna sprawa związana z4e slickami to to, że mało się wyglebiłem dziś próbując rozpędzić się z Lisiej Góry hehe.
Na poprzednich oponkach ostatnio tam wycisnąłem 59 km/h, a dziś na slickach 57, więc mi nie pomogły :D
Za to rozpędzając się wpadłem w turbulencje hahaha i trochę mi przednim kołem rzucało.
Kiedyś tam, przyzwyczaję się do nowych oponek. :D

Przed Lipskiem Żarskim


Za Lipskiem Żarskim :D



TRASKA:
Jasień -> Świbna -> Drożków -> Lipsk Żarski -> Jaryszów -> Golin -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień