:D


To by

Sobota, 11 sierpnia 2007 · Komentarze(8)
Kategoria woj. Śląskie
U KOSMY...

:D


To był jeden z tych dni, kiedy nie interesuje mnie pogoda, nie zaglądam do portfela, nie martwię się przyziemnymi sprawami i gówno mnie obchodzi, czy podjeżdżając do najbliższego skrzyżowania zdążę na zielone światło…

Tak, bo to był znowu piękny dzień, dodam: wybitnie piękny dzień :D

A wszystko to dzięki ludziom, z którymi miałem przyjemność go spędzić :)
I za to chcę im podziękować już na wstępie...

Także dziękuję Wioli, Monice, Agnieszce, Panu „Dużemu” Januszowi, Cześkowi, Tomkowi i Zielakowi no. 69...

A dzień ten zaczął się tak:

Pobudka o 5:00 i po krótkim czasie na moje wrocławskie osiedle zawitał Zielak, który przyjechał swoją furą z samego serca Kotliny Kłodzkiej :D
Po bezoowocnych poszukiwaniach otwartego KFC wjechaliśmy na autostradę A-4, gdzie Zielak strzelał popisy na szosie :D
Po niespełna dwóch godzinkach i malutkim błądzeniu w Dąbrowie trafiliśmy pod blok Kosmacza, gdzie czekał na nas Czesiek :D

Szybkie śniadanko i miłe powitanko, wizyta w sklepie rowerowym, gdzie musieliśmy zakupić dętki...

Przenosiny do Łośnia, w którym to ugościł nas przesympatyczny tatuś Kosmatki.

Stamtąd wyruszyliśmy już w naszą dzisiejszą trasę, na której nie brakowało dobrej zabawy, śmiechu i kilku ciekawych wydarzeń :D

Początkowo jechaliśmy mało pedałując, bo w większości zjeżdżaliśmy, a rzadziej męczyliśmy jakieś podjaździki. Po dojechaniu do Chechła odbiliśmy na Pustynię Błędowską, na której to byłem po raz pierwszy.
Tam zrobiliśmy sobie malutką sesję fotograficzną i nastąpił podział naszej ekipy.

Wiola i Czesiek pojechali do Ogrodzieńca asfaltem, a cała reszta, czyli Aga, Kosma, Zielak, Tomalos i ja wjechaliśmy na czarny szlak, którym jechaliśmy z Chechła do Żelazka.
Choć nie jestem zwolennikiem ciężkiego terenu i szlak ten mnie wymęczył, to i tak jazdę po nim wspominam bardzo miło, bo ciekawy był :D

Przed Żelazkiem Kosma złapała spektakularnego kapcia, który w tym przypadku był problemem, gdyż nie mieliśmy odpowiedniej dętki, a łatki na nic się nie zdały...
Po długim czasie Kosma, przy pomocy Zielaka, doprowadziła rower do stanu używalności i ruszyliśmy dalej, w kierunku zamku w Ogrodzieńcu, gdzie czekali na nas z utęsknieniem Wiola i Czesiek.

Na tamtych kilometrach dopadł nas deszcz, ale doskonały nastrój i tak nas nie opuszczał, było zdzieranie gumy, ściganie skuterka i ogólne wygłupy dużych dzieci hehe

Wreszcie zajechaliśmy na zamek, a tam przy piwku i posiłku spędziliśmy niemal godzinkę, przy czym też sobie zwiedziliśmy troszkę okolicę jakże urokliwego zameczku :)

Powrót do Łośnia był dosyć ciekawy :D
Wiola z Cześkiem wyjechali z dużym wyprzedzeniem, a my puściliśmy się w pościg za nimi :D
Aga i Kosma jechały sobie razem obgadując nasze łydki...
A trio w składzie: Zielak, Tomalos i Młynarz zasuwało dzielnie do Łośnia...
Oczywiście tempo nadawał Zielak, a było ono nie małe, gdyż przez pierwsze kilka kilometrów nie schodziło poniżej 40 km/h...
Później zmianę dał Tomalos, zaczęły się lekkie podjazdy i mimo to, że tempo troszeczkę spadło to nie dawałem rady niestety :D
Po paru kilometrach znów jechaliśmy razem, bo Zielak i Tomalos zaczekali na mnie, ale byłem wykończony samotną jazdą, także wspólna jazda znów nie trwała długo i ostatnie 5 km jechałem już sam próbując niwelować stratę do napieratorów :D
Średnia z tego odcinka, a miał on prawie 25 km, wyszło koło 34 km/h, a więc jak dla mnie zabójcza hehe
Było jednak bosko :D

Kiedy już wszyscy dojechali do Łośnia, to pochowaliśmy rowery i zabraliśmy się za realizację drugiego etapu dzisiejszego dnia... :)
Zrobiliśmy ogromne zakupy na wieczornego grilla...
Panie przygotowywały pieczonkę, panowie pili piwo... :D
Ale przy okazji zrobiliśmy stanowisko na pieczonkę, przygotowaliśmy grilla i całą resztę, także byliśmy również pracowici hehe

Nasza, jakże udana impreza trwała do późnej nocy, rozmowy były fascynujące :D
Piwo lało się strumieniami... chyba każdy wstał od stołu syty i zadowolony :)

Ale przyszedł czas, że trzeba było pójść spać...
W końcu każdego zmorzył sen, ale nim do tego doszło, to wydarzyło się jeszcze dużo! :D :D :D

Kto był ten wie! A kto nie był tego zapraszamy na kolejne spotkanie... :)

PIWO DNIA:... Tańcowane :D


Na Pustyni Błędowskiej. Tomalos, Młynarz, Zielak



Z Tomalosem za Chechłem...



Aga vel. Agenciara :D



Kosma100, dla przyjaciół… Kosmacz :P



Tomalos...



Napierator Zielak



Młynarz...



Ogrodzieniec – zamek



Zamek w całej okazałości



Skałki – bardzo sympatyczne :D



Para idealna... ♥ Wiola&Czesiek ♥



Kosma nas świetnie ugościła – tu spaliśmy... ;)



Zielak właśnie znalazł mojego „Tigera”... :D



A to ulubiony puls... Zielaka :P




TRASA:
Łosień -> Błędów -> Chechło -> Pustynia Błędowska -> Chechło -> czarny szlak -> Rodaki -> Żelazko -> Ryczów -> Kolonia Ryczów -> Ogrodzieniec -> Podzamcze (zamek) -> Ogrodzieniec -> Skałki w Niegowonicach -> Niegowonice -> Łosień

WROCŁAW CITY NIGHT

Czyli

Czwartek, 9 sierpnia 2007 · Komentarze(25)
WROCŁAW CITY NIGHT

Czyli to czego mi brakowało!

Zgadnijcie, jaka trasa :D

Oczywiście z Gaju na Most Milenijny przez Hallera, Klecińską i Gądowiankę :D
Później Osobowicką wzdłuż Odry i z Mostu Osobowickiego na Uniwerek, by przez Kazimierza Wielkiego, Arkady i Ślężną wrócić do domku :)

Jechało się fajnie, choć olbrzymim dyskomfortem jest skaczący stary łańcuch na nowej korbie, postaram się jutro kupić nowy, choć nie wiem skąd pieniądze wezmę, bo dziś kolejny już raz na giełdzie polała się krew...
No, ale w życiu trzeba być twardym, a nie miękkim :)
I będzie dobrze!

Wróćmy jednak do jazdy...
Choć wyszedłem o 22 to było bardzo ciepło, bo ponad 22 stopnie! :D
Dzięki temu jechało się wspaniale.
No i w ogóle fantastycznie jeździ się nocą po wrocławskich ulicach...
Mija się setki ludzi, oświetlonych mostów i innych budowli, po prostu cudo :)
Jak tu nie kochać tego miasta?!

Szkoda, że czeka mnie ciężka kampania wrześniowa na uczelni, bo bym sobie teraz co wieczór na rynek biegał :D
No ale to nic, popracuję ciężko, naprawię we wrześniu swe błędy, a od października... kolejny rok akademicki!!! I to chyba nie mój ostatni, bo zdaje się, że moje studia troszkę się przedłużą... ;>


Dzisiaj też wreszcie dodałem zaległe wpisy, nie ma tego dużo, ale polecam szczególnie relacje ze zwiedzania byłej poniemieckiej fabryki amunicji w Brożku, niedaleko mojego Jasienia, gdzie byłem dwukrotnie w lipcu...
raz sam...
...i drugi raz, z Matyskiem :)


NOWOWYBUDOWANE CENTRUM „ARKADY WROCŁAWSKIE”

SIECHNICE!!!


Tak się

Środa, 8 sierpnia 2007 · Komentarze(1)
SIECHNICE!!!


Tak się miło złożyło, że przyjechałem na kilka dni do Wrocławia.
Po długiej rozłące z moim ukochanym miastem, nie mogłem wytrzymać, by nie wyjść na rower i nie pojeździć po jakże przeze mnie lubianych drogach :)

Pojechałem swoją trasą do Siechnic, a więc z Gaju na Niskie Łąki i później przez Opatowice i wioseczkami do Siechnic. Powrót do domku przez Świętą Katarzynę i Smardzów.

Było bardzo gorąco, ale cieszą mnie te kilometry bardzo!
Będę mógł jeszcze sobie pojeździć po Wrocławiu w czwartek i piątek :)
Sobota i niedziela to będzie prześwietna wizyta w Dąbrowie Górniczej o Kosmatki, a po weekendzie zawijam z powrotem do Jasienia :D


MUZYKA DNIA: Mike Oldfield – „Rocky”


BLIZANOWICE – BRAKOWAŁO MI PRZEJAZDÓW PRZEZ TĄ WIEŚ ;)


”DZIADY” :D


”AUTOSTRADA” DO SIECHNIC


DOJEŻDŻAM DO SMARDZOWA



TRASA:
WRO/Gaj – Niskie Łąki – Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Smardzów -> Żerniki Wrocławskie -> Biestrzyków -> Radomierzyce...
WRO/Wojszyce – WRO/Gaj

24,2 1:03

WRESZCIE NOWA KORBA

24,2 1:03

WRESZCIE NOWA KORBA


Dziś w końcu założyłem nową korbę, bo stara nadawała się jedynie na złom (ale nie wyrzucę jej, bo tyle razem przeszliśmy... :D )
Przydałby się jeszcze nowy łańcuch, bo mam same powyciągane w domku. Ale jest dobrze :)

Po wyczyszczeniu rowerka i wymianie korby pojechałem w stronę Lubska, by przetestować napęd i nadymać kółka na Orlenie.
Jak wyjeżdżałem z Jasienia to spotkałem... swego tatulka, który akurat wracał ze swej krótkiej przejażdżki na bike’u. :)
Postanowił pojechać razem ze mną, co bardzo mnie ucieszyło.
Z Lubska ruszyliśmy do Mierkowa i Raszyna, trochę tatę wymęczył tamtejszy podjaździk, ale generalnie to dziś dawał radę, jak zawsze z resztą!

Miło razem się pedałowało i wracało do domku.
Później piwko i bilard!!!
To był kolejny dobry dzień!


JAK ZAWSZE ZOSTAŁEM ODSTAWIONY NA 200 METRÓW :D



TRASA:
Jasień -> Budziechów -> Lubsko -> Mierków -> Raszyn -> Lubsko -> Budziechów -> Jasień

DESZCZ, DESZCZ, DESZCZ

DESZCZ, DESZCZ, DESZCZ


Tego pięknego, deszczowego dnia zawitał w me skromne, młynarskie progi mój przyjaciel Matys!

Troszkę razem posiedzieliśmy, pogadaliśmy o fajnych rzeczach, zjedliśmy pyszny obiadek i zabraliśmy się do zakładania w mym rowerku nowych oponek :)

Dzisiaj stałem się właścicielem niesamowitych opon!!!
Będę teraz jeździł na tym co Matyska zawiozło na drugi koniec Niemiec!
Te oponki to dla mnie relikt niemal! :P
Będę jeździć na nich z dumą :)

Me stare kapcie leżą w piwnicy i już raczej ich nie założę, bo są zajechane, jak ciągnik Leppera hehe


Później, mimo lejącego się hektolitrami z nieba deszczu, postanowiłem, że pojadę z Matyskiem w stronę Żar. Ciągle zaliczałem wszystkie kałuże, by sprawdzić, jak nowe oponki odprowadzają wodę ;)
Jak w każdy inny dzień z Matyskiem, było i dziś niezwykle dużo śmiechu i dobrej zabawy :)

Za Drożkowem troszkę pogadaliśmy w strugach lejącego deszczu, poczym każdy pojechał w swoją stronę.


TRASA:
Jasień -> Świbna -> Drożków -> Świbna -> Jasień

Z PAJLĄ...


Z PAJLĄ...


No tak... ta moja siła perswazji :D

Dziś stał się cud! Wyciągnąłem swą młodszą siostrzyczkę na rower!!! To były jej pierwsze kilometry od roku :)

Tylko ja sam wiem, jak to zrobiłem :)
W każdym razie wieczorkiem razem z tatą i mą ukochaną siostrą pojechaliśmy sobie do Bieszkowa, gdzie zawróciliśmy w drogę powrotną do domku.
Mogliśmy podziwiać dziś piękny zachód słońca, w ogóle wieczór to był bardzo przyjemny :)

Jestem dumny ze swej siostry, że poszła na rower, wiem jak ona tego nienawidzi, ale mimo to dała dziś radę :)


TRASA:
Jasień -> Bieszków -> Jasień

FABRYKA RAZEM Z MATYSKIEM

FABRYKA RAZEM Z MATYSKIEM


Udaliśmy się wraz z Matyskiem do poniemieckiej fabryki amunicji w Brożku – tej samej, w której byłem przed kilkoma dniami. Nie mogłem wytrzymać, po prostu musiałem się podzielić z nim tym, co tam zobaczyłem!

I tak po południu przyjechał do mnie mój przyjaciel. Po kilku chwilach wyruszyliśmy do fabryki taką samą trasą, jaką jechałem ostatnio...

W lesie była masa kałuż, a dzisiaj miałem taki dzień, że chciałem po nich pojeździć :D
Najlepsza była taka głęboka, która pochłonęła połowę mojego rowerka hahaha ;)

Cały czas przyjemnie się jechało rozmawiając o fajnych rzeczach, przy tym dużo śmiechu i wygłupów – to norma :)

Kiedy już dojechaliśmy do torowiska, postanowiliśmy że zrobimy sobie przerwę na Carlsberga...
Ależ przyjemnie się piło to piwko... dookoła las, widok horyzontu, gdzieś gdzie kończą się tory, pyszne piwko i co najważniejsze Matys! :D
Tak spędziliśmy przeszło godzinkę, podczas której rozmawialiśmy o przeróżnych fajnych rzeczach :D
Najczęściej powtarzany przez nas tekst podczas tych rozmów to... MEMORY FIVE!!! I WSZYSTKO JASNE! :D

Później jeździliśmy po fabryce, której nie będę już drugi raz opisywał :)
Można poczytać o niej w tym wpisie :D

Jako, że zbyt późno wyjechaliśmy ode mnie i jeszcze do tego po drodze siedzieliśmy pijąc piwko, to czas zaczął przypominać nam o tym, iż doba nie jest z gumy :D
W pewnym momencie zaczęło się ściemniać, a my byliśmy na drugim końcu fabryki, pośród drzew i bunkrów, zaczęliśmy wymyślać scenariusze horrorów, jakie można by tutaj nakręcić z naszym udziałem :D
Wyobraźnia zaczęła działać hahaha
Poginaliśmy do wyjazdu z fabryki ile sił w nogach i co chwilę oglądaliśmy się ze strachem do tyłu, sprawdzając czy nie widać w oddali reflektorów nadjeżdżającego auta, które wiozło... byłych pracowników fabryki! :D
Serca nam biły zapewne szybciej niż zazwyczaj :)

Wreszcie udało nam się wyjechać na drogę w Brożku, gdy było kompletnie ciemno.
Z Brożka postanowiliśmy wracać już do mnie przez Zasieki i Brody, jadąc cały czas asfaltem.

Niestety nie dojechaliśmy... a bynajmniej nie na rowerach :D

Za Zasiekami złapałem beznadziejnego kapcia, którego nie udało mi się naprawić pomimo kilku prób łatania... Długa historia.
Zaczęło robić się już zimno i było bardzo późno.
Wróciliśmy do domu autem dopiero przed pierwszą w nocy. Nie byłoby tragedii, gdyby nie to że o piątej rano musiałem wstać do pracy, a Matys wracać do Żar, bo też go robota czekała :D
Takie dni, wypady są jednak niezapomniane! :)


ŻYCIE JEST PIĘKNE :D



W FABRYCE





TAKIE NIEBO TOWARZYSZYŁO NAM WIECZOREM



TRASA:
Jasień -> Świbinki -> Nowa Rola -> Gręzawa -> fabryka amunicji -> Brożek -> Zasieki... powrót autem :)

Z MATYSKIEM PO WIOSECZKACH

Z MATYSKIEM PO WIOSECZKACH


To był już kolejny w te wakacje bardzo sympatyczny dzień :D

Po południu wrzuciłem rower w auta i pojechałem do Żar (nie miałem już czasu, a nie chciałem się spóźnić :D )

Zajechawszy do Matyska i wyciągnąwszy rower... :D
Uderzyliśmy tam, gdzie małe dzieci nie mogą chodzić (to znaczy mogą, ale nie po piwo) ;)

Kupiliśmy sobie po Żubrzyku i szybko udaliśmy się na Syrenę, gdzie była cała ekipa z połamanym Bilusem na czele hehe
Miło i sympatycznie upłynął tam czas, ale w końcu zdecydowaliśmy z Matyskiem, że trzeba by coś nie coś pojeździć dziś...

Tak więc udaliśmy się z Żar do Grabika i zrobiliśmy mała rundkę po okolicznych wioseczkach.
Po Matysie wcale nie było widać, że zrobił ostatnio 1000 km w 6 dni hehe
Rzeźnik jeden! :P

Wróciwszy do Żar i udawszy się do hacjendy państwa rodziców mego przyjaciela :D zasiedliśmy przy grillu, podczas którego to Matys opowiadał nam o swojej wyprawie rowerowej na drugi koniec Niemiec...
Było sympatycznie, aż tak sympatycznie, że nie zauważyłem szybko płynącego czasu, przez co jak zawsze spóźniłem się do Asi... Na szczęście wybaczyła :D

To był baaaardzo dobry dzień!!! :)



TRASA:
Żary -> Grabik -> Górka -> Lipinki Łużyckie -> Brzostowa -> Sieciejów -> Górka -> Grabik -> Żary

ZDJĘCIA:

W DRODZE DO FABRYKI

FABRYKA AMUNICJI – BROŻEK


Moim dzisiejszym celem było odwiedzenie pozostałości po niemieckiej fabryce amunicji w Brożku.

Dużo słyszałem o tym owianym tajemnicami miejscu, ale jeszcze nigdy tam nie byłem.
A przecież dojazd tam to jedynie 30 km...

Wybierając się tam postanowiłem jechać na przełaj lasem, by było ciekawiej :)
I tak dzięki temu zrobiłem masę km w terenie, przy czym zahaczyłem o wiele ciekawych miejsc, w których byłem po raz pierwszy. Krótko mówiąc już sam dojazd do fabryki dostarczył mi masę przyjemności i atrakcji :)

Po drodze minąłem nieliczne wioseczki, t.j. Świbinki, Nową Rolę i Gręzawę.
Za Gręzawą jechałem już ciągle lasem.
Na początku wspiąłem się na ambonę, by popodziwiać sobie okoliczne pola, później znowuż zakopałem się po pachy w piachu :D
Zaliczyłem też fajny strumyczek w lasku, który był otoczony wiekowymi dębami.
Wreszcie dojechałem do przejazdu kolejowego, który był moim punktem odniesienia :D

Z tego miejsca zostało mi już tylko 5 km do fabryki. Tuż przed nią wylądowałem na olbrzymim pogorzelisku, które zrobiło na mnie piorunujące wrażenie.
Jeszcze chwilkę spędziłem przy małym stawiku, gdzie molestowałem ważkę hehe
Udało mi się zrobić jej całkiem fajne zdjęcie makro (przynajmniej tak, mi się wydaje hahaha)

I wreszcie... moje oczy ujrzały pierwsze ruiny, co oznaczało, że wkraczam na teren byłej fabryki. Od tej chwili czułem małą adrenalinkę, bo świadomość, że znajduję się wśród drzew otaczających setki bunkrów i innych zabudowań, gdzie kiedyś Niemcy produkowali amunicję, była dla mnie wystarczającym powodem :D

Trafiłem na budynek, w którym leżała masa połamanych skrzyń z różnymi napisami w języku angielskim, niemieckim i rosyjskim. Moja wyobraźnia zaczęła działać już na najwyższych obrotach...

Poruszałem się po drogach z betonowych płyt i co chwilę przejeżdżałem obok różnych budynków, których jest w tym kompleksie ponad 400!
Co chwilę były to przykryte poszyciem leśnym bunkry, różnego rodzaju magazyny i suszarnie. Również widziałem cała masę zabunkrowanych wartownic. Udało mi się też odnaleźć budynki takie jak: wysoka wieża obserwacyjna, strzelnica, hale produkcyjne, rampy kolejowe i jakieś budyneczki wyglądające na główne centrum dowodzenia fabryką, a także sprawiające wrażenie mieszkań dla pracowników fabryki.

W czasie zwiedzania fabryki na chwilkę z niej wyjechałem i udałem się do pobliskich Zasiek, by kupić wodę, a także zobaczyć Nysę Łużycką i położony za nią niemiecki Forst.
Miałem szczęście, bo trafiłem na piękna panią, która na jednej z wysepek Nysy opalała się w stroju Ewy hehe

Później wróciłem na teren fabryki, by dalej poznawać jej zakamarki, ale czas mnie gonił i koło wszystkiego już tylko przejeżdżałem, nie mogąc już sobie pozwolić na dokładniejsze oglądanie mijanych budynków.




Szkoda, że gmina Brody, do której należy ten teren, nie próbuje wypromować tego miejsca. Tak naprawdę mało kto potrafi powiedzieć coś konkretnego o tej fabryce.
Znalazłem trochę opisów w internecie z nią związanych, a wcześniej czytałem o niej w gazecie.

Miejsce to jest uważane za bardzo niebezpieczne, bo choć już minęło ponad 60 lat od zakończenia II Wojny Światowej to wciąż giną tu ludzie. W 2003 roku podczas zwiedzania jednego z bunkrów nastąpiła niespodziewana eksplozja i swoje życie straciło dwoje studentów.

W 2005 roku zginął złomiarz, który plądrował studzienkę kanalizacyjną...

Wydaje mi się, że ten teren to dla gminy wielki problem, i chyba to jest powodem tego, że o tym miejscu po prostu się milczy...

Moim zdaniem Niemcy tę fabrykę zaprojektowali w sposób genialny.
Praca w niej była niezwykle perfekcyjnie zorganizowana.
Ta fabryka przecież miała wewnętrzną sieć transportu opartą na kolei!
Niemcy tak zaplanowali jej budowę, by jej zabudowania nie były widoczne z wysokości. Dlatego wszystko jest pochowane w lesie, a większość budynków została od góry przykryta ziemią, na której rosną drzewka i krzaki.
Podobno wysokie kominy kotłowni były tak zaprojektowane, że podczas przelotów wrogich samolotów można było je schować (sam nie wiem, jak to możliwe :D ).
cyt. „Kotłownia, do której wjeżdżał cały pociąg, ma wysokość czteropiętrowego budynku, ale nad ziemią jest tylko jedna kondygnacja. W czasie nalotów kominy o teleskopowej budowie były chowane do wewnątrz, a para i spaliny rurami odprowadzane były do rzeki...”

Jedno jest pewne – ta fabryka powstała na 10 lat przed wybuchem wojny! Niemcy zapewne wiedzieli co robią. Przez długi czas nikt nawet nie wiedział o istnieniu tego miejsca! Nie ma nawet żadnych projektów jej budowy...

W czasie wojny pracowały tu tysiące ludzi i produkowali coś, co zbierało śmiertelny plon podczas walk. To miejsce przyczyniło się do śmierci milionów...

Dziś stoi opustoszałe i tylko od czasu do czasu, ktoś tutaj zagląda.
Niektóre budynki służą miejscowym plantatorom za... suszarnie grzybów :D

Praktycznie wszystko co żelazne rozkradli złomiarze...

A fabryka sobie stoi... i dalej giną w niej ludzie.




- - - - - - - - -


Do domu wróciłem taką samą droga, jaką jechałem do fabryki.
Wizyta w niej sprawiła, że jeszcze bardziej zacząłem się interesować tym miejscem.
Gdyby udało mi się znaleźć jakieś jej plany...

Poniżej zamieszczam zdjęcia, jakie tam zrobiłem oraz linki do kilku stron, na których można troszkę o niej poczytać.

Wypad uważam za udany w 100%! :)


ZDJĘCIA:

W DRODZE DO FABRYKI





PRZY TORACH



WAŻKA



W FABRYCE AMUNICJI














PRZY GRANICY POLSKO-NIEMIECKIEJ





TRASA:
Jasień -> las -> Świbinki -> Nowa Rola -> Gręzawa -> las -> fabryka amunicji -> Brożek -> Zasieki -> Brożek -> fabryka amunicji -> las -> Gręzawa -> Nowa Rola -> Świbinki -> las -> Jasień

LINKI DO INNYCH STRON, GDZIE MOŻNA POCZYTAĆ O FABRYCE:

odkrywca-online
Inne Oblicza Historii
fotki z miejsca.com/zasieki
Forum poszukiwanieskarbow.com
artykuł z Gazety Regionalnej



ZWYKŁY DZIEŃ...

Po

Poniedziałek, 16 lipca 2007 · Komentarze(32)
ZWYKŁY DZIEŃ...

Po godzinie osiemnastej ruszyłem z Jasienia do lasu. Daleko nie mam, bo już po trzech minutach jestem w lesie :D
Szkoda, że tak nie ma we Wrocławiu.

Jeździło się bardzo ciężko, z nieba lał się żar...
Dziś już o godzinie szóstej rano termometry wskazywały u nas... 25 stopni w cieniu!
O 22 było jeszcze 28 :D, a w ciągu dnia temperatura dochodziła do 37! To już jest Afryka hehe
Ja jeździłem przy 32 stopniach i pot lał się ze mnie strumieniami.

Pojeździłem sobie po leśnych szutrach. Najpierw podjechałem asfaltem pod Lisią Górę i za nią skręciłem w las, gdzie zaliczyłem fajny zjazd.

Po powrocie do domu pojechałem jeszcze z rodzicami do Bieszkowa załatwić drobną sprawę.
Wróciliśmy przez Świbną.

No i oczywiście... fajnie było :)