Dziś na rower udało mi

Niedziela, 27 maja 2007 · Komentarze(5)
Dziś na rower udało mi się wyciągnąć mojego tatuśka :D
Pojechaliśmy wieczorem do Lubanic i tą samą drogą wróciliśmy.
W sumie ciągle jechaliśmy mokrą szosą, ale w promieniach słońca :)
Tak to wyszło, że się urwała dziś chmura u nas, a pod wieczór jeszcze słoneczko się pokazało.

W drodze powrotnej zmobilizowałem tatuśka do szybszej jazdy, mówiąc mu, że jak trochę pociśniemy to będziemy mieli średnią prędkość 20 km/h. Powiedziałem to w formie żartu, lecz ku mojemu zdziwieniu się strasznie na to wkręcił i przycisnął :D
momentami osiągaliśmy zawrotną prędkość 30 km/h hehe

Oczywiście jestem z niego bardzo dumny, widać że forma rośnie :)

TRASA:
Jasień -> Bieszków -> Łukawy -> Lubanice -> Łukawy -> Bieszków -> Jasień

WROCŁAW --> JASIEŃ

WROCŁAW --> JASIEŃ
CZYLI Z WROCŁAWIA DO DOMKU NA WEEKEND :D


Ogromna satysfakcja! :)

W ten weekend miałem zaplanowany wyjazd do Jasienia, gdzie jest mój dom i rodzinka :)
Wiadomo, że 26. maja to Dzień Matki, więc grzechem byłoby się nie pokazać :D
Poza tym były też i Młynarzowe sprawy do zrobienia w sobotę i niedzielę...

Można jechać autobusem, można jechać i pociągiem, że o samochodzie nie wspominam...
Ale skoro chciałem ostatnio zrobić trasę 200 km to wyszło, że wyjazd do domu stwarza dogodną okazję do spełnienia mej zachcianki.

Kiedy już wybrałem rower na środek lokomocji (hehe) przyszła pora na wyznaczenie trasy.
Najkrótsza droga do domu, którą można jechać, wynosi 185 km, ale 150 km tego dystansu to autostrada A-4, a więc opcja, w której rower nie wchodzi w rachubę.

Wymyśliłem sobie jednak inny przebieg jazdy po drogach asfaltowych, gdzie dystans powinien oscylować w okolicach 200 km.

Ogólnie można tak przedstawić jej plan:
WROCŁAW – Kąty Wrocławskie – Legnica – Chojnów – Chocianów – Przemków – Szprotawa – Żagań – Żary – JASIEŃ

Ostatecznie wyszło, że długość tej trasy wynosi 202 kilometry i jest to najkrótsza „asfaltowa” trasa do Jasienia z Wrocławia, którą można pokonać rowerem.

- - - - - - - - - -

Z Wrocławia wyruszyłem tuż przed 7 rano. Nie popełniłem tego samego błędu, co niedawno i noc poprzedzającą dzień wyjazdu poświęciłem na sen :)
Jak się okazało, było to słuszne posunięcie.

Początkowo jechało mi się wręcz wyśmienicie. Do Legnicy (prawie 80 km) dojechałem sobie bezproblemowo. Nie potrzebowałem żadnych postojów, nie chciało mi się pić, ani jeść. Byłem z tego zadowolony.
Pogodę na tym odcinku można nazwać wręcz wymarzoną, bo temperatura powietrza miała troszkę ponad 20 stopni, podczas jazdy troszkę kropił deszczyk, wiatr w ogóle nie przeszkadzał, a słońce schowane było za chmurami.

W ogóle w tym dniu miałem szczęście do pogody.
WIATR
Przez całą drogę wiatr nie był moim wrogiem, nie był też przyjacielem – taki tam neutralny :)
Wiało bardzo mało i niezbyt mocno, w większości z boku, a jakieś tam większe porywy były sporadyczne.
SŁOŃCE I TEMPERATURA
Tak jak już wspomniałem, do 80. kilometra słońce ciągle było za chmurami, a temperatura wynosiła troszkę ponad 20 stopni. Później zrobiło się cieplej, ale dopiero między 120 a 170 kilometrem jechałem w piekle. Słońce na bezchmurnym niebie i bardzo wysoka temperatura troszkę mnie katowały, ale trzeba być twardym ;)
W końcówce trasy to się troszkę uspokoiło, bo pojawiły się chmury na niebie.
BURZE I OPADY
Do Legnicy jechałem w lekkiej mżawce, jednak to akurat uważam za plus – taki chłodzenie wodą :D
Burze i gradobicia mnie ominęły hehe
Miałem wielkiego farta w tym temacie, bo jak pojawiłem się już w domu, zaraz po godzinie 17, to po 20 minutach nad Jasieniem przeszła burza :)

- - - - - - - - - - -

Nie miałem dziś za bardzo czasu na zwiedzanie miejscowości, które mijałem, gdyż zależało mi na tym, aby w domu być stosunkowo wcześnie :)
Ale poświęciłem chwilkę na podziwianie legnickiego rynku, który uznałem za niezwykle piękny, również zobaczyłem na trasie dąb „Chrobry” w okolicy wsi Piotrowice, nieopodal Szprotawy.

Bardzo żałuję, że odpuściłem sobie pokręcenie się koło wsi Wilkocin, bo można koło niej znaleźć ruchome wydmy oraz wielki bunkier z czasów II Wojny Światowej.
Kiedyś to nadrobię :D


Najdłuższy postój zrobiłem sobie właśnie pod „Chrobrym”, bo wyniósł on przeszło pół godziny :D
Bardzo przyjemnie leżało się na ławeczce pod koroną 750-letniego dębu, słuchając dźwięków dochodzących z lasu...

Poza tą przerwą zatrzymywałem się jeszcze w sklepach, by uzupełniać wodę w bidonie, która tego dnia okazała się skarbem na wagę złota :D
Piłem ją łapczywie niczym SMOK Wawelski :D
A tak poważnie to chyba wody powinienem więcej przyjąć na tej trasie, bo jak sobie policzyłem, wypiłem tylko cztery litry.
Poza wodą pomagały niezawodne batony Lion oraz pomidory :)

Jedyny poważny kryzys na trasie dopadł mnie na drodze z Żagania do Żar.
Nigdy nie przepadałem za tym odcinkiem :)
Poza tym problemem były bolące mnie dłonie od trzymania kierownicy. Muszę sobie sprawić chyba nowe rękawiczki, bo w tych po 150 kilometrach bardzo mi doskwierał ból.
Pod każdym innym względem traskę zniosłem bardzo fajnie :)

Najpiękniejszym momentem było to jak wpadłem do domu, gdzie czekał na mnie pyszny, cieplutki obiadek :D
Jego spożywanie w altance na dworze podczas burzy... to jedna z tych wspaniałych chwil w życiu, o których się nie zapomina :D

Gdyby nie to, że w niedzielę miałem mecz... pojeździłbym więcej jeszcze hehe

A dystans dedykowany jest... mojej Mamie!
Bo w końcu to 26. maja był :)



MUZYKA DNIA: ATB – Let You Go :)

Legnica – na zamku


Legnica – dalsze podziwianie zamku :)


Kamieniczki na rynku w Legnicy


Na odcinku Chojnów – Chocianów


Brukowana droga do Przemkowa


Dąb „Chrobry”


”Wszystko można”


Pomnik – samolot w Szprotawie


Jasień wita :D



TRASA:
WRO/Gaj – Hallera – Grabiszyńska...
Mokronos Dolny -> Cesarzowice -> Jaszkotle -> Pietrzykowice -> Sadków -> Sadkówek -> Sośnica -> Kąty Wrocławski -> Pełcznica -> Piotrowice -> Kostomłoty -> Samborz -> Jarosław -> Ujazd Górny -> Karnice -> Budziszów Mały -> Postolice -> Kępy -> Biernatki -> Taczalin -> Koskowice -> Legnica -> Lipce -> Studnica -> Michów -> Chojnów -> Czernikowice -> Rokitki -> Brzozy -> Chocianów -> Jakubowa Lubińskie -> Wysoka -> Wilkocin -> Przemków -> Szklarki -> Piotrowice -> Szprotawka -> Szprotawa -> Bobrzany -> Bukowina Bobrzańska -> Chrobrów -> Bożnów -> Żagań -> Marszów -> Żary -> Grabik -> Drożków -> Świbna -> JASIEŃ

Wieczorem do Krzycha na Księże

Piątek, 25 maja 2007 · Komentarze(6)
Wieczorem do Krzycha na Księże Małe w celu:
1. Zgrania kawałeczków z muzyką jaką lubię
2. Wypicia zimnego piwka w ten gorący wieczór
3. :D złojenia mu tyłka w EURO 2004

Powrót już w lekkim, ale jakże przyjemnym chłodzie :)

MUZYKA DNIA: ATB - "Don't Stop" :)

WIECZÓR TAKI JAK LUBIĘ! :)

WIECZÓR TAKI JAK LUBIĘ! :)

Kocham takie wieczory, jak dziś!
W ciągu dnia gorąco, a później nadchodzi cieplutki wieczór, kiedy to można się przejechać obserwując zachodzące słońce, mijanych ludzi, słuchając odgłosów natury i wdychając wspaniały zapach świeżo skoszonych traw :D
A będzie jeszcze piękniej, bo idzie lato!

Ja za dzisiejszą trasę obrałem sobie swój standardzik, gdy chcę przejechać coś koło 30 km poza Wrockiem :) A więc na Siechnice i powrót przez Świętą Katarzynę, dziś jednak nie wracałem przez Brochów, tylko pojechałem troszkę dalej, bo do Smardzowa i później wjeżdżałem do Wrocławia od strony Radomierzyc.

Chciałem dziś sobie troszeczkę pocisnąć, by sprawdzić, czy moja ostatnia niedyspozycja była tylko chwilowa, czy może to coś poważniejszego. Na szczęście poszło mi dziś całkiem nieźle jak na mnie :) co mnie cieszy, bo oznacza to iż jednak wtedy byłem mocno wycieńczony brakiem snu. Ale to już na szczęście historia. :)

Miałem też dziś towarzystwo przez parę kilometrów hehe
W Opatowicach wsiedli mi na koło dwaj kolesie, bardzo mnie to ucieszyło bo miałem motywację do szybszej jazdy – niestety dojechali tylko do Trestna, a szkoda.

Powrót do domku bardzo mnie ucieszył, bo czekała na mnie w lodówce chłodzona, orzeźwiająca herbatka, którą to sobie wcześniej specjalnie przygotowałem, by móc ją popijać podczas pisania tej oto relacji :D

Nawet jedną fotkę zdążyłem trzasnąć pod Siechnicami :)

Niestety czeka mnie dziś jeszcze w nocy praca, ale jak się wyrobię to już o trzeciej będę w łóżku hehe

Staw koło Siechnic



MUZYKA DNIA: ATB – „Renegade”


TRASA:
WRO/Gaj – Niskie Łąki – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Smardzów -> Żerniki Wrocławskie -> Radomierzyce...
WRO/Wojszyce – WRO/Gaj

POWÓDŹ W JASIENIU!!!

Środa, 23 maja 2007 · Komentarze(12)
POWÓDŹ W JASIENIU!!!

Świat się kończy, bo ostatniej nocy nad moją kochaną Metropolią przeszły cztery burze! Co poskutkowało dziś tym, że co pół godziny na TVN24 oglądam swoje miasto :D
Rozmawiałem z mamą przez telefon dziś i na szczęście mamy tylko troszkę mokro w piwnicy, ale w innych miejscach Jasienia ludzie mają lipę.

Swoją drogą jestem dumny z mieszkańców Jasienia wypowiadających się w TV, bo jak patrzę się na te krzyczące baby z Kunowa w świętokrzyskim, które cały świat obwiniają za to co się stało, to mam ochotę pociągnąć z byka w ekran telewizora hehe

Tutaj jest troszkę zdjęć, na których są m.in. zalane ulice Jasienia.

Dzisiejsze kilometry dopiero zrobię wieczorem wybierając się na mecz :P

Bo dziś jest finał Ligi Mistrzów!!! :)
Choć AC Milan gra pasjonujący football to ja stawiam na FC LIVERPOOL! :)
Rozum mówi Milan - serce mówi LIVERPOOL :)

-------------------------------------

No i niestety Liverpool przegrał, ale to dlatego, że zabrakło w wyjściowej jedenastce Jurka Dudka! :)

A rowerkiem pojechałem do Krzycha na Księże Małe, a stamtąd tramwajem na miasto meczyk oglądać. :D Później powrót na Księże i do domku rowerkiem. Bardzo przyjemnie się jechało... ciepły wieczór, ćwierkające ptaszki w Parku Wschodnim... Lato idzie!!! :)

MUZYKA DNIA: ATB - "Renegade"

FOTKI Z WYPADU NA MECZYK :)
Jadymy na mecz! Tramwaj nr 3, okolice wiaduktu na Krakowskiej


"Golas" z Placu Uniwersyteckiego - specjalnie dla Pań! :)
Też Wam się coś należy kobietki! My mamy Panią z wielkim kolanami :P

PŁACZ I ZGRZYTANIE ZĘBÓW :D

PŁACZ I ZGRZYTANIE ZĘBÓW :D

Dziś dzień trzeba uznać za porażkę! :(
To nie tak miało być!!!

Plan był taki, że miałem wyruszyć wczesnym rankiem do swojej babci, która mieszka koło Głogówka w opolskim. Wracać miałem jutro.
Dziś do przejechania miałem trasę od 160 do 180 km i niestety na 30 kilometrze postanowiłem wracać do Wrocławia.

Od samego początku ciężko szło, nawet nie mogłem znaleźć stacji ze sprawnym kompresorem – udało mi się go znaleźć chyba na dziesiątym odwiedzanym miejscu :D

Bardzo topornie mi się jechało, nogi miałem z waty i od pierwszych już kilometrów czułem potworne zmęczenie, nawet najmniejszy, minimalny podjazd sprawiał mi kłopot – po prostu miałem kompletny brak mocy.

A dlaczego tak się stało? Ano ostatnimi czasy sponiewierałem się po nocach. Albo jeżdżę do pracy, albo się bawię lub uczę. Od ponad tygodnia noc dla mnie jest dniem, a to sprawiło, że w nocy poprzedzającej mój dzisiejszy nieudany wyjazd nie mogłem spać w ogóle. Pomyślałem, że skoro i tak miałem wstawać o piątej rano to nie kładę się w ogóle spać, bo po co?! Popracowałem trochę przy rowerze, przygotowałem się do wyjazdu i po szóstej rano wyruszyłem. Co działo się później, już wiecie.

Bardzo żałuję, że mi nie wyszedł wyjazd, bo planowałem go już dawno, a tu taka lipa.

Widziałem też dziś Cześka, jak mknął na swym rumaku. Niestety nie rozpoznaliśmy się w pierwszej chwili, a szkoda. :)
Było to przed Trestnem, później dojechałem do Kotowic i tam podjąłem bardzo trudną dla mnie decyzję. Postanowiłem wracać. Myślę, że zrobiłem dobrze, a najlepiej świadczy o tym to, jak bardzo męczyłem się w drodze powrotnej do Wrocławia, jak już wróciłem to padłem na łóżko i przespałem pół dnia.

Myślałem jeszcze o tym, by pojeździć na rowerze wieczorem, tak by chociaż na otarcie łez dobić dziś do setki. Ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu.
Uważam, że ten dzień nie zasługuje na taki dystans.
Jest to dzień klęski! :D

Teraz należy odpocząć i wrócić do pełni sił. Na przyjemną jazdę czas przyjdzie.


MUZYKA DNIA: Marsz pogrzebowy buahaha :D
A tak poważnie, to nawet w takim dniu przyjemność sprawiają miłe kawałki i dziś postawiłem na jeden, który mi się bardzo kojarzy z ostatnim balem na zamku w Bolkowie hehe, a jest nim... NELLY FURTADO – „Say it right” :)



Jakieś tam fotki zrobiłem resztkami sił :D

Łąka między Kotowicami, a Ratowicami



Kładka Siedlecka w Lasku Rakowieckim


TRASA:
WRO/Gaj – poszukiwania kompresora (sprawnego) – Krakowska – Niskie Łąki – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Groblice -> Kotowice -> Ratowice -> Czernica Wrocławska -> Jeszkowice -> Kamieniec Wrocławski...
WRO/Wojnów – WRO/Swojczyce – Grobla Szczytnicko-Bartoszowicka – Las Rakowiecki – WRO/Gaj

WIELKI UKŁON W STRONĘ PANA

Środa, 16 maja 2007 · Komentarze(28)
WIELKI UKŁON W STRONĘ PANA KIEROWCY!

Wstając rano, ledwie się rozbudzając włączyłem kompa, by zobaczyć co w świecie słychać...
No i niestety, odczytałem bardzo niepomyślną dla mnie wiadomość e-mail, a do tego wszystkiego kolejny już dzień z rzędu moja sztandarowa spółka dostaje baty na giełdzie.
W takich chwilach człowiekowi się wszystkiego odechciewa.
Postanowiłem, że dziś robię sobie wolne od wszystkiego, wsiadam na rower i jadę przed siebie, tak by się konkretnie wyluzować i odreagować, a także przemyśleć pewne sprawy.
Jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę! Zresztą inaczej nie mogło być :)

Spontanicznie powziąłem decyzję, że pojadę najpierw do Oławy, a później do Brzegu, dalej plan był taki, by przejechać przez Rezerwat „Przylesie”, a na sam koniec odwiedzić Oleśnicę Małą, gdzie miałem zamiar odszukać w lesie tamtejsze mauzoleum.

No więc wyruszyłem ze swojego Gaju ciesząc się, że „pogodynka”, którą wczoraj mnie straszył Rachwał pomyliła się :D
Standartowo na Krakowską, Niskie Łąki i Opatowice, dalej do Siechnic, skąd przez Kotowice dojechałem do Oławy, w której panował niezwykły ruch uliczny.
Z Oławy wyjechałem do wioseczki Ścinawa Polska, za którą miałem kilka kilometrów terenu do pokonania, w końcu dotarłem do Brzegu, w którym wydarzyła się sytuacja związana z tytułem tej relacji... :D

Otóż muszę się przyznać, że dziś byłem uczestnikiem kolizji drogowej, w której brało udział pewne auto i ja. Już na starcie opisu wydarzenia mówię, że to ja byłem winny.
Po prostu jechałem sobie ulicą za autkiem i akurat musiałem się gapić w lewo, by podziwiać piękne zabytki. Auto, które przede mną jechało gwałtownie zahamowało, bo na pasy weszła jakaś kobieta. Nietrudno się domyślić co stało się dalej. Dopiero kątem oka zauważyłem, że auto stoi, jakoś odbiłem w lewo żeby nie uderzyć w samochód i nacisnąłem klamki, a że niedawno założyłem sobie nową tarczówkę z przodu i do tego jechałem na stojąco... :D
No właśnie, przeleciałem sobie przez kierownicę i przywaliłem prawą klamką w tył auta (zapewne ciekawie to z boku wyglądało). Mi jednak nie było do śmiechu, bo wiedziałem, że musiałem przerysować lakier samochodu. Kierowca zatrzymał się, ja od razu się pozbierałem (nie wiem jakim cudem, ale nawet sobie siniaka nie nabiłem) i podjechałem do niego, by go przeprosić za to, że zagapiłem się i przez to w niego uderzyłem. Powiedział, że nic się nie stało i zapytał czy nic mi nie jest. Odpowiedziałem, że nie, a on na to, że to bardzo dobrze. Mówię mu, żeby sprawdził czy nic się nie stało z tyłem jego auta, a on wciąż mnie zaskakuje, bo powiedział, że nie ma sprawy. Ja jednak wiedziałem, że ma przerysowany tył i powiedziałem mu o tym, żeby później nie był zaskoczony. W końcu wysiadł i poszedł zobaczyć swoją ryskę i małe wgniecenie. Byłem gotów mu zwrócić koszty naprawy szkody, bo w końcu to normalna kolizja była. A on popatrzył i mówi do mnie „To nic takiego, najważniejsze, że tobie się nic nie stało”. Powiem Wam jedno – przeżyłem lekki szok! :)
Zawsze się narzeka na kierowców, ale ja jestem pewien, że takich jak ten Pan, jest wiele więcej i życzę Wam, żebyście tylko z takimi mieli do czynienia!
Tak właśnie wyglądała moja przygoda dnia :)

Wracam do dalszej relacji.

Troszkę pokręciłem się po Brzegu, jednak nie chciało mi się za bardzo robić tam fotek i ruszyłem dalej, jadąc częściowo Szlakiem Polichromii Brzeskich. Dojechawszy do wioseczki Kopanie postanowiłem, że pora nawracać :D
I stamtąd zacząłem zmierzać do kolejnego celu mej wycieczki, którym był Rezerwat „Przylesie”
Zanim tak dojechałem zrobiłem sobie krótką chwilę odpoczynku na boisku w miejscowości Łosiów. Pierwszy raz widziałem na polskiej wioseczce stadionik z plastikowymi siedzeniami dla kibiców, równą płytą boiska niczym stolnica i profesjonalnymi ławkami dla rezerwowych – był to dla mnie bardzo miły widok :)

Wreszcie ruszyłem dalej i znalazłem się w rezerwacie, troszkę pomęczyłem się tam w terenie. Udało mi się odszukać tam schron przeciwlotniczy oraz starą, poniemiecką strzelnicę.

Po opuszczeniu rezerwatu zmierzałem do Oleśnicy Małej, gdzie chciałem odnaleźć mauzoleum. Jeszcze nigdy nie widziałem schowanego w lesie grobowca.
Ucieszyłem się na jego widok :) (wiem, że dziwnie to brzmi hehe)
W skład tej budowli wchodzi 20 grobowców członków rodu Yorck von Wartenburg, którzy dawniej byli właścicielami dóbr oleśnickich.

To był już ostatni cel mojej wyprawy :)
Od tamtej pory zmierzałem już tylko do Wrocławia. Ostatnie półtorej godziny jechałem już pod przykryciem gwiaździstego nieba i było bardzo przyjemnie :)
Niestety źle skręciłem w Sobocisku, bo pojechałem na Wierzbno, zamiast do Jarsosławic i przez to nadłożyłem ponad 5 km drogi. A trzeba tu wspomnieć, że byłem wtedy strasznie wygłodniały, spragniony i nie mogłem się doczekać prysznica :)
Jakoś jednak przeżyłem tę pomyłkę i po wróceniu na właściwą drogę szybko dojechałem do Wrocławia.

Dzień zaczął się źle, a skończył wspaniale dla mnie.
Dlatego musze to napiać: JAK ZAWSZE BYŁO PIĘKNIE! :D


MUZYKA DNIA: UNITING NATIONS – Everywhere 2005 :D


ZDJĘCIA Z WYPADU

Brzeg – kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego


Korzeń :P


Na niebie dzieją się cudowne rzeczy


Kościół w Obórkach – zbudowany już w XVI w.


Po takich chaszczach musiałem jeździć w Rezerwacie „Przylesie”


Schron przeciwlotniczy w Rezerwacie „Przylesie”


W oddali widać zarys Gór Opawskich – tam się narodził Młynarz :D


Słońce należy do mnie!


Mauzoleum rodziny Yorck von Wartenburg w Oleśnicy Małej


Już pora spać, a ja jadę dalej



TRASA:
WRO/Gaj – Niskie Łąki – WRO/Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Groblice -> Kotowice -> Zakrzów -> Siedlce -> Oława -> Ścinawa Polska -> Lipki -> Brzezina -> Brzeg -> Kruszyna -> Zwanowice -> Kopanie -> Łosiów -> Janów -> Pogorzela -> Olszanka -> Krzyżowice -> Obórki -> Przylesie -> Bierzów -> Łukowice Brzeskie -> Owczary -> Oleśnica Mała -> Niemil -> Osiek -> Jaczkowice -> Gaj Oławski -> Marszowice -> Miłonów -> Sobocisko -> Wierzbno -> Janków -> Teodorów -> Jarosławice -> Okrzeszyce -> Sulimów -> Święta Katarzyna -> Zacharzyce...
WRO/Brochów – WRO/Gaj

Pierwsze upały...

Dzisiaj

Poniedziałek, 14 maja 2007 · Komentarze(5)
Pierwsze upały...

Dzisiaj we Wrocławiu mieliśmy prawdziwy upał, aż strach się bać co będzie latem... :D

Jeśli idzie o rower to tego dnia nie mogę zaliczyć do udanych, ale biorąc pod uwagę to, że ostatnio w ogóle miałem strasznego lenia i wielki przestój w jeździe, to cieszą i dzisiejsze kilometry :)

A pojechałem tylko z Rzymianem do znajomego na Kamienną, później bank BZWBK na Hallera i odprowadzić koleżkę do domku (ależ ja jestem uprzejmy hehe).

I to byłoby na tyle.

Poniżej zamieszczam dwie fotki, które obrazują w jakim ekspresowym tempie rozbudowuje się mój Gaj.

Hossa budowlana w Polsce trwa, coraz więcej się buduje, brakuje powoli rąk do pracy, a ceny materiałów budowlanych poszły w górę o 100% w ciągu ostatniego półrocza.
To jest prawdziwy boom, który jeszcze długo potrwa.
Szkoda tylko, że we Wrocławiu średnia cena mieszkania wynosi już ponad 6000 zł za m2 , bo mieszkanie w kartonie nie za bardzo mi się uśmiecha :D


Praca wre na budowie


Jeszcze nie tak dawno było tu... ściernisko :D