ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 –

Sobota, 4 października 2008 · Komentarze(18)
ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 – DZIEŃ 1.

Wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany dzień. :)
Już ponad miesiąc wcześniej zdecydowałem, że wystartuję w tej imprezie. Miałem jechać w parze razem z Damianem ale niestety ważne sprawy zatrzymały go w domu – szkoda, bo brakowało tego poczciwego chłopca na Odysei – nie tylko na trasie. ;P
Zapewne jeszcze nie raz sobie to powetujemy. :)

Tydzień przed startem zaczęło się poszukiwanie przeze mnie partnerki lub partnera do jazdy. Okazało się to niełatwym zadaniem, bo każdy już miał inne plany weekendowe (szkoła, praca itp), niestety ciężko na ostatnią chwilę zmieniać plany i wyrzucać trochę pieniędzy, gnać 350 km, by śmigać na rowerze po lasach, topiąc się w kałużach i błocie przy padającym z nieba deszczu, który potęguje uczucie zimna...

No właśnie... :D
Takie warunki panowały na trasie w sobotę. :)
Całą noc poprzedzającą start padało... Padało również na starcie i tak aż do mety. :D
Większość ścieżek leśnych zamieniła się w potoki, a mniejsze przecinki w grzęzawiska, gdzie koło roweru zapadało się w błoto aż po piasty...
Do tego było zimno i ten ciągle padający deszcz, deszcz, deszcz...
Mimo to na starcie pojawiło się prawie 90 ekip, a więc jakieś 180 osób. :D

W sobotę, w Zagnańsku, który był bazą imprezy, spod Dębu Bartek, o godzinie 10:00 wystartowali uczestnicy rowerowego rajdu na orientacjęOdyseja Świętokrzyska 2008 – wszyscy uśmiechnięci, choć organizatorzy zadbali o to, by u wielu pojawiały się nerwy... :)
Do dziś się zastanawiam jak można dać ludziom w taką pogodę mapy, które nie są ofoliowane, mimo zapisu w regulaminie, który zapewniał o otrzymaniu zafoliowanej mapy... :D
Nic to, nie o organizatorach chciałem tu pisać. :)

Wśród osób na starcie pojawiło się kilku ludzi z BS, byli:
Monika, która startowała w parze z Darkiem – team: Bułgarskie Centrum. :D
Tomek jadący wspólnie z przesympatyczną Kasią – team: Nie jesteś w moim typie. :)
Napierator Mavic z bratem Piotrkiem (piękne imię :D) – KTR Bike Orient
Był również Mnowaczy oraz Japierdykam, których akurat nie udało mi się jeszcze poznać.:)
Startowałem jeszcze ja, a moim partnerem był Cezary, który przyjechał razem z mną z Wrocławia i z którym znamy się nie od dziś dlatego pewne rzeczy mnie nie dziwiły. ;)

Ok. Startujemy.
Po zapoznaniu się z mapami, które jeszcze były czytelne, pociskami razem z Czarkiem na punkt nr 12, który chyba wszyscy obrali sobie za pierwszy na trasie. :) (nr 14 i nr 15 zostały anulowane przez organizatorów)
W Zagnańsku wszyscy jadą szybko, często prędkość dochodzi do 40 km/h. Cezary rzucił się do wyprzedzania, cieszy mnie to, bo wygląda na to, że ma więcej siły niż wcześniej zapowiadał. :D
Gonię za nim, ciągle wyprzedzamy ludzi, w końcu skręcamy na Jasiów, zaczyna się podjazd, ciągle ciśniemy i jest cool, wiele osób już pasuje z tempem, a wśród nich mój partner, jakby to powiedział Darek „skończyło się rumakowanie”. :D
Szkoda, że tak szybko – czekam. Cezary dojeżdża, skręcamy w las, po chwili cały rower zapiaszczony, teraz już mi wszystko jedno czy jadę po błocie, czy po kałużach, już wiem, że to będzie błotna apokalipsa. :D
Podoba mi się ta zabawa. :)
Wpadamy na dwunastkę bez problemu, razem z nami jest masa innych ludzi.

Kolejny punkt, jaki mamy w planach to nr 8 – tam również jedzie reszta zawodników i również docieramy na niego bez problemu.
Niestety po zdobyciu tego punktu usłyszałem od Czarka, że on chce wracać.
Wszyscy odjeżdżają a ja prowadzę z nim negocjacje – szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda moknąć stojąc w deszczu, szkoda w ogóle wysłuchiwać pretensjonalnych tekstów... :/
Na szczęście jakoś udaje mi się go przekonać byśmy jechali dalej. Z drugiej strony bardzo żałuję, że nie spróbujemy zaliczyć wszystkich punktów, że mocno okroimy trasę. Trudno, postanawiam, że będę się bawił każdym kilometrem trasy, a zdobyte doświadczenie przyda się kiedyś. :)

Wyjeżdżamy na asfalt i mkniemy do wioseczki Odrowążek, po kilku kolejnych kilometrach wjeżdżamy w las, by zgarnąć nr 5 umiejscowiony przy terenach zrębowych. Wracamy z powrotem na asfalt. Wtedy jeszcze nie zauważyłem w jak bezmyślny sposób ominęliśmy dziewiątkę – jak się później okazało, już jej nie zdobyliśy.

Z piątki jedziemy na nr 6 położony przy zielonym szlaku w sąsiedztwie skał.
Punkt wydaje się łatwy do zdobycia od strony Bliżyna i tak też robimy dzięki czemu nie mieliśmy z nim problemów. Za to na punkcie spotkaliśmy kilka ekip, które straciły na niego sporo czasu.

Dalej chcemy z Czarkiem dotrzeć do szutrówki położonej na południe od punktu. Prowadzą do niej liczne przecinki i zielony szlak. Ten odcinek to był hardcore. :D
Na pokonanie 4 kilomtrów straciliśmy koło 40 minut. :D
Tony błota, rozlewiska, szlak zamieniający się w ścieżki, strumyczki, masa kamieni i drzewa leżące na drodze... To było coś. :)
Będąc na szutrówce podążamy w stronę nr 7, w okolicach którego spotykamy Kasię i Tomka. Krótka, miła pogadanka i razem wbijamy się na przecinkę prowadzącą do siódemki. Kolejny punkt na naszym koncie.
Kasia z Tomkiem wracają do szutrówki, a my z Cezarym przebijamy się przecinkami na zachód, by dotrzeć do asfaltu.

Dalej gnamy wzdłuż asfaltu przez Suchedniów, następnie skręcamy na brukową drogę, jeszcze jeden skręt, trochę błota, kamyczków i zdobywamy nr 11. :)
Zaraz potem czeka nas kolejny arcyciekawy odcinek. :D
Od jedenastki do nr 10 jest prosto, jak z bicza strzelił, 4300 metrów. Punkt może i łatwy nawigacyjnie ale nieźle dał w kość ten odcinek. Niemal cały wyglądał tak, że jechaliśmy wąskim pasem na środku dróżki, a po bokach mieliśmy głębokie koleiny po traktorze, wypełnione wodą i błotem. Co tu dużo kryć... parę razy noga się zapadała w błocie. :D

Tuż przed samym punktem, czeka nas jakieś 500 metrów walki z piachem, który choć mokry to i tak jest ciężko przejezdny (zwłaszcza dla tych co z przodu mają do dyspozycji tylko blat hehe). Wreszcie zdobywamy dziesiątkę.
Za chwilę cofamy się, by dotrzeć do szutrowej drogi. Na naszej mocno okrojonej trasie został jeszcze jeden punkt do zdobycia – nr 13.

Ten szutrowy odcinek to niemal ciągle podjazdy, mi się podoba. :)
Po jakimś czasie docieramy do asfaltu i skręcamy w stronę Belna, tuż przed samą wioseczką jedziemy skrajem lasu i zgarniamy nasz ostatni punkt.

Zostaje nam powrót na linię mety ale to już prościzna. ;)

Oddajemy kartę i idziemy myć rowery. :)
Później trzeba z siebie zrzucić kilogramy błota i piachu, a więc pakuję się pod prysznic w kompletnym rynsztunku rowerzysty. :D

Wieczór mija na miłych pogaduszkach w „Mini-barze” przy internacie i takich tam innych. ;)
Jest wesoło – jest tak jak miało być. :)
Jedni wcinają hamburgery, inni pierogi, pan za ladą się cieszy, bo mu obrót w sklepie podbiliśmy, tylko miejscowi nie wiedzą o co chodzi. ;)

Mogę tylko podziękować za super towarzystwo Kasi i Monice, Darkowi, Arkowi, Andrzejowi, Piotrkowi, Pawłowi, Czarkowi i Tomkowi. :)

Tak w ogóle to Mavic potrafi wziąć takiego gula jak mało kto. :D
Chociaż Darek też jest niezły, tyle że on to już klasa światowa – doświadczony zawodnik. ;P

Po pierwszym dniu team BIKEstats.pl zajmuje 40 miejsce – słabo ale fajnie, że w ogóle jakieś zajął, bo po drugim PK było ryzyko niesklasyfikowania. ;)
Z resztą, najważniejsza jest dobra zabawa.

Zdjęć niestety nie mam, może będą jakieś jak uda mi się je zdobyć.
Ja w każdym razie nie robiłem żadnych.

Komentarze (18)

Choćbym chciał to i tak bym nie dał rady. Siedzę w domu z zapaleniem płuc i z zapałem czytam wasze relację. Żałując jednocześnie, że nie mogę przy tak pięknej aurze jaka jest teraz za oknem wyjść i zrobić chociaż 1/5 tego co wy na tej zabójczej imprezie.

Pixon 15:42 niedziela, 12 października 2008

Było, było ale się zmyło. ;P
Trzeba by wreszcie zrobić zlot we Wrocku tylko nie wiem gdzie. :D
Coś się pomyśli. ;)

Pozdrawiam!

Mlynarz 12:04 czwartek, 9 października 2008

P.S. To kiedy robimy "rodzinny" zlot we Wrocku? :D

kosma100 01:55 czwartek, 9 października 2008

I niech BMG będzie z Tobą Młynarzu :D
Co było, to było ale było ZAJEBIASZCZO :D
Nieprawdaż? :>
Pozdrawiam :)

kosma100 01:54 czwartek, 9 października 2008

Mdudi cieszę się i mam nadzieję, że na BO się zobaczymy. :)

Jahoo pesteczka to to nie była ale miałem wielki niedosyt. :)
Czarek ma w sobie ducha walki ale coś te dwa dni Odysei nie były jego najlepszymi. Czasem tak bywa - trudno. :)
Nie mam się co na niego gniewać, bo jakby nie on to bym wcale nie pojechał do Zagnańska. :D
Pozdrowienia przekażę - dziękuję.

Pozdrawiam!

Mlynarz 00:21 czwartek, 9 października 2008

Jak zawsze dokładna relacja Szkoda że bez fotek Ale wcale się nie dziwię :)
Szkoda że Czarek ma w sobie takiego słabego ducha walki... :) Pozdrów go od Żelaznej Kiełborki :D
P.S. Nie pogratuluję Ci wytrwałości - bo jak Cię znam to byla dla Ciebie pesteczka - poza tym w błotku jest fajnie :P Jest ryzyko - jest zabawa, jak to mówi mój partner z pracy :D

jahoo81 00:01 czwartek, 9 października 2008

Zobaczymy za rok, na razie nie wiem co ja będę wtedy robić i gdzie będę, jednak biorę to pod uwagę, więc jest dobrze :).

mdudi 23:44 środa, 8 października 2008

Myślę, że nie ma lepszej okazji do debiutu w takiej imprezie niż Bike Orient. :)
Będzie pewnie zorganizowany na przełomie czerwca i lipca.
Fajnie byłoby Cię tam zobaczyć. Z BIKEstats wybiera się tam sporo ludzi. :)

Mlynarz 23:33 środa, 8 października 2008

Obawiałam się, że mogę się zgubić :P. A na serio nigdy nie brałam udziału w zawodach na orientacje, choć zawsze uważałam, że to może być fajne ;). Kto wie, może w następnym roku się zdecyduje :).
Również pozdrawiam :).

mdudi 23:31 środa, 8 października 2008

Mdudi warunki były ciężkie pierwszego dnia ale takie coś też trzeba przeżyć. :)
Poza tym była super atmosfera - warto było przyjechać do Zagnańska.
Szkoda, że Ciebie nie było - daleko nie miałaś. :)
Może innym razem wybierzesz się na taki rajd?! :D

Pozdrawiam!

Mlynarz 23:24 środa, 8 października 2008

Ależ masakra :D, tylko rzeczywiście dobra zabawa mogła zmusić człowieka do dalszej jazdy :D.

mdudi 23:13 środa, 8 października 2008

Mavic najbliższy alley jest w tą sobotę. :)
Możesz sobie zaglądać na stronkę wrocławskich alleyów - chłopaki tam na bieżąco wszystko wrzucają. :)
W ciągu 10 miesięcy zrobili 10 alleyów. :D
Do tego dochodziły sprinty. ;)
Bawią się na całego. :D

Uuuuuuu, szkoda widełek. Nie wiem, jak to zrobiłeś. Ale mam nadzieję, że kiedyś mi opowiesz. :)

Mlynarz 21:29 środa, 8 października 2008

Dzięki, daj znać jak bedzie we Wrocławiu jakiś alley chętnie się wybiorę jak znajdę czas. A tak na marginesie to złamałem dzisiaj widełki i jeżdżę na kolegi ostrym :(

mavic 20:47 środa, 8 października 2008

Dzięki Mavic! :)
Masz u mnie Piasta. ;P

Pozdrawiam!

Mlynarz 20:22 środa, 8 października 2008

Możesz pożyczyć ode mnie fotki żeby nie było tak pusto. Szkoda, że nie miałeś lepszego zawodnika do pary bo wiem, że stać cię na więcej. Ale i tak dobrze, że wogóle miałeś z kim jechać.

mavic 20:07 środa, 8 października 2008

Mnowaczy Harp w tym roku już nie dla mnie ale myślę, że w przyszłym roku będziemy mieli tych okazji do poznania się znacznie więcej niż do tej pory. :)

DJK pierogowej tradycji stało się zadość! :D Te z mięsem znów nie dla Młynarza. ;(
:D
Było cool i przed i po i w trakcie i... :D

Pozdrawiam!

Mlynarz 20:05 środa, 8 października 2008

Mini-bar był ok (no może za wyjątkiem złośliwych pierogów). After party również było świetne ;-)

A cały dzionek... sam wiesz... ;)

djk71 18:49 środa, 8 października 2008

Mam nadzieję, że poznamy się przy najbliższej okazji. Harpagan?
Czekam na relację z drugiego dnia.

mnowaczy 14:44 środa, 8 października 2008
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa rdzia

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]