Dziś po południu wsiadłem na rower i pomknąłem główną drogą do Żar na szkolenie, jakie tam miałem. Dwie godzinki szkolenia, egzaminy i do domku tą samą drogą szybko, bo jeszcze dziś jadę na jeden dzionek do Wrocławia. W niedzielę jednak już wracam do Jasienia i zostanę w nim prawie dwa tygodnie. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej mi szkoda :D
Bo ja się świetnie czuję i we Wrocławiu, i w domku też :)
Dopiero po godzinie dwudziestej wybrałem się na rower. Fajnie się jechało widząc na niebie gwiazy i księżyc :) Jedynie krótka traska w moich rodzinnych stronach :)
Miałem dziś być już we Wrocławiu, ale w ostatniej chwili zmieniłem plany i zostałem w domu jeden dzień dłużej. Okazało się, że było to dobre posunięcie również ze względu na rower :) bo z tego co mówili mi znajomi to dziś we Wrocławiu padał śnieg, a u mnie w Jasieniu może i jest chłodno i wietrznie, ale za to sucho. :)
Postanowiłem pojechać do Suchodołu, malutkiej, malowniczo położonej wioseczki, gdzie jest dość ciekawe jeziorko. Kiedyś dość często tam jeździłem i dziś chciałem odwiedzić to spokojne, zapomniane miejsce. Chyba czułem potrzebę udania się w takie ciche miejsce, bo już od jutra wracam do życia w wielkiej aglomeracji hehe
Do Suchodołu pojechałem dość nietypową trasą, bo starałem się omijać las, ze względu na drogi pełne błota, po ostatnich deszczach. I tak z Jasienia asfaltem do Tuplic, a dopiero stamtąd do Brodów, z których do Suchodołu jedzie się przez Jeziory Dolne, a dalej wąską, krętą drogą między mokradłami.
Do domu już wracałem szybko główną drogą na Lubsko i stamtąd do Jasienia, by zdążyć przed zmierzchem, gdyż zapomniałem zabrać oświetlenie – no i zdążyłem :)
Na noc znów do pracy, a jutro już na 100% Wrocław – mam nadzieję, że bez śniegu :/
Okolice Proszowa – „Sosna Ośmiornica”
Brody – Brama Miejska
Brody – Pałac, kiedyś centrum życia szlacheckiego – dziś ruina...
Dopiero po godzinie 17. wyszedłem pojeździć. Dziś już na szczęście nie padało, ale było wciąż bardzo pochmurno, wiatr trochę ustał :)
Ja coś ciągle czuję się słabo, pewnie przez tą dobijającą pogodę hehe
Dziś tylko zrobiłem traskę:
Jasień Lisia Góra Zieleniec Golin Jabłoniec Jasień Świbna Bieszków Jasień
Kilka małych podjazdów i jeden zjazd z Jabłońca, z którego nawet nie chciało mi się pocisnąć, bo nie miałem powera w nogach (jak to Adaś Małysz mówi :D )
Tak, tak, to co dziś zrobił w Oslo - wygrał z takim wiatrem! Mazoch do dzisiaj ledwo chodzi po takim wietrznym incydencie, a Adaś wylądował i ten jego... uśmiech! Klasa, mistrz! Po prostu najlepszy!
------------
A u mnie deszcz rano, w południe deszcz, a wieczorem już... deszcz :D I chłodno cały dzień, a do wiwatu dawał też huraganowy wiatr :)
Pojeździłem po leśnych drogach, by troszkę schować sie przed deszczem i wiatrem, jeździłem bardzo ostrożnie, by nie pobrudzić się za bardzo wszędobylskim błotem hehe
Tak, tak Adaś to fenomen, dzisiaj wygrał na swojej skoczni w Oslo, został liderem Pucharu Świata i teraz już nic i nikt go nie powstrzyma!!!
ADAM JEST NAJLEPSZY!!! :)
A ja... jestem w domu – w Jasieniu :D Niestety, kiedy zajechałem na podwórko rodzinnego domu przywitał mnie deszcz, który później padał przez niemal cały dzień :(
W momencie, kiedy troszkę się uspokoiło, czyli po godzinie 16 :) wybrałem się na krótką przejażdżkę, podczas której zmagałem się z bardzo nieprzyjemnym wiatrem. Chciałem dzisiaj pobić swoją maksymalną prędkość na prostej, ale dałem radę wycisnąć tylko 50,3 km/h Morał z tego taki, że trzeba więcej jeździć :D
Mimo złej pogody jestem bardzo zadowolony ze swojego dzisiejszego wypadu.
Cały dzień temperatura w okolicach zera i wiatr z deszczem momentami przechodzącym w mocniejszą ulewę - tak wyglądała dzisiaj pogoda w moim Jasieniu, do którego zawitałem na weekend :)
W południe, w najgorszą pogodę dnia, pohasałem sobie po boisku :D
Na rower wyszedłem dopiero po 23 :), po prostu chciałem się jeszcze dziś poruszać troszkę... Wyskoczyłem na obwodnicę Jasienia, którą pokonałem otoczony przez ciemność nocy. Podczas tej przejażdżki przyszła mi na myśl dzielna dziewczynka - Kosma, która kilka dni temu robiła trasę w takich warunkach. :D
Swoją drogą taka jazda chyba nie jest bezpieczna – tak mi się wydaje – bo na przykład jakie szanse ma osoba na rowerku w starciu z przebiegającym przez jezdnię dzikiem?! Ale to tylko takie moje dywagacje hehe
Standartowa ostatnio trasa w moim wykonaniu... DOM - WARSZTAT :D Odebrałem auto i już powinno być wszystko ok - zobaczymy jak dziś w nocy spisze się na trasie.
A co do mojego jeżdżenia na rowerku... mam nadzieję, że do końca tygodnia zacznę znowu jeździć, bo już kolejny dzień z rzędu nie mam za bardzo czasu na swoją zabawę.
Nie choruję na tzw. "cyklozę".
Pokonywanie dystansu i własnych słabości, poznawanie nowych miejsc i ludzi (w niektórych można nawet się zakochać :D ), zdrowe i przyjemne spędzanie wolnego czasu - o to w tym wszystkim chodzi!
I tak właśnie wygląda ta moja zabawa z rowerem. :)
Uwielbiam jeździć długie dystanse i pokonywać podjazdy.
Kocham lasy, kocham góry, kocham jeździć. :)
Czasem bawię się w rowerowe rajdy na orientację ale najwięcej radości sprawia mi podróżowanie z sakwami. W wakacje 2009 roku wraz z moją kochaną Asią i przyjacielem Mateuszem pokonałem trasę Dookoła Polski. Łącznie przejechaliśmy niemal 4000 kilometrów w ciągu 30 dni. Na trasie towarzyszyli nam nasi Przyjaciele. Poza tym mam na swoim koncie wypady do Pragi, Wilna oraz na Bornholm. W głowie są kolejne plany. :)
Na blogu BIKEstats.pl dodaję regularnie i nieregularnie wpisy od czerwca 2006 roku. Można tam znaleźć tysiące zdjęć, oraz setki opisanych tras i relacji z wycieczek mniejszych i większych. :)
Trochę statystyki:
PRZEBIEG: 52'788 km (30.04.10)
MAX DYSTANS: 323,40 km (24.07.08)
MAX PRĘDKOŚĆ: 72,00 km/h (Puchaczówka, 20.09.09)
POWYŻEJ 300 km: 2 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 200 km: 16 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 100 km: 170 razy (stan na 19.03.12)