WYLUZOWAĆ SIĘ...

Dziś

Poniedziałek, 20 sierpnia 2007 · Komentarze(9)
WYLUZOWAĆ SIĘ...

Dziś zrobiłem sobie w południe krótki wypadzik, ale bardzo miły i przyjemny.
Lasem z Jasienia do Świbinek, później Nowa Rola i do Drzeniowa, a tam chwilkę posiedziałem przy starej cegielni.
Z Drzeniowa, drogą której nie znoszę, do Jurzyna.
Tamtejsza droga, łączące te dwie wioski, to jest tak beznadziejny bruk, że chyba nawet w jadącym po niej czołgu by się koło scentrowało... ;P

Na szczęście to tylko niecałe 2 km

Później już z Jurzyna do Jasionnej przyjemnym asfalcikiem biegnącym przez las.
W Jasionnej zajechałem na chwileczkę na plac byłego folwarku, gdzie również stoi pałac. Szkoda, że to wszystko popadło w wielką ruinę...

Z tej ostatniej wioseczki znowu jechałem leśnymi duktami, najpierw w dół, gdzie kiedyś zawsze jeździliśmy na grzyby, a później do Zieleńca, za którym znów wjechałem w las i po kilku kilometrach dojechałem do domku.

Wyjazd był potrzebny, zwłaszcza, że ostatnio w ogóle nie jeżdżę, nad czym bardzo ubolewam...


Leśna droga do Świbinek



W Drzeniowie, nad glinianką



Brukowa droga z Drzeniowa do Jurzyna



Brama folwarczna w Jasionnej




TRASA:
Jasień -> las -> Świbinki -> Nowa Rola -> Drzeniów -> Jurzyn -> Jasionna -> las -> Zieleniec -> las -> dom

:D


To by

Sobota, 11 sierpnia 2007 · Komentarze(8)
Kategoria woj. Śląskie
U KOSMY...

:D


To był jeden z tych dni, kiedy nie interesuje mnie pogoda, nie zaglądam do portfela, nie martwię się przyziemnymi sprawami i gówno mnie obchodzi, czy podjeżdżając do najbliższego skrzyżowania zdążę na zielone światło…

Tak, bo to był znowu piękny dzień, dodam: wybitnie piękny dzień :D

A wszystko to dzięki ludziom, z którymi miałem przyjemność go spędzić :)
I za to chcę im podziękować już na wstępie...

Także dziękuję Wioli, Monice, Agnieszce, Panu „Dużemu” Januszowi, Cześkowi, Tomkowi i Zielakowi no. 69...

A dzień ten zaczął się tak:

Pobudka o 5:00 i po krótkim czasie na moje wrocławskie osiedle zawitał Zielak, który przyjechał swoją furą z samego serca Kotliny Kłodzkiej :D
Po bezoowocnych poszukiwaniach otwartego KFC wjechaliśmy na autostradę A-4, gdzie Zielak strzelał popisy na szosie :D
Po niespełna dwóch godzinkach i malutkim błądzeniu w Dąbrowie trafiliśmy pod blok Kosmacza, gdzie czekał na nas Czesiek :D

Szybkie śniadanko i miłe powitanko, wizyta w sklepie rowerowym, gdzie musieliśmy zakupić dętki...

Przenosiny do Łośnia, w którym to ugościł nas przesympatyczny tatuś Kosmatki.

Stamtąd wyruszyliśmy już w naszą dzisiejszą trasę, na której nie brakowało dobrej zabawy, śmiechu i kilku ciekawych wydarzeń :D

Początkowo jechaliśmy mało pedałując, bo w większości zjeżdżaliśmy, a rzadziej męczyliśmy jakieś podjaździki. Po dojechaniu do Chechła odbiliśmy na Pustynię Błędowską, na której to byłem po raz pierwszy.
Tam zrobiliśmy sobie malutką sesję fotograficzną i nastąpił podział naszej ekipy.

Wiola i Czesiek pojechali do Ogrodzieńca asfaltem, a cała reszta, czyli Aga, Kosma, Zielak, Tomalos i ja wjechaliśmy na czarny szlak, którym jechaliśmy z Chechła do Żelazka.
Choć nie jestem zwolennikiem ciężkiego terenu i szlak ten mnie wymęczył, to i tak jazdę po nim wspominam bardzo miło, bo ciekawy był :D

Przed Żelazkiem Kosma złapała spektakularnego kapcia, który w tym przypadku był problemem, gdyż nie mieliśmy odpowiedniej dętki, a łatki na nic się nie zdały...
Po długim czasie Kosma, przy pomocy Zielaka, doprowadziła rower do stanu używalności i ruszyliśmy dalej, w kierunku zamku w Ogrodzieńcu, gdzie czekali na nas z utęsknieniem Wiola i Czesiek.

Na tamtych kilometrach dopadł nas deszcz, ale doskonały nastrój i tak nas nie opuszczał, było zdzieranie gumy, ściganie skuterka i ogólne wygłupy dużych dzieci hehe

Wreszcie zajechaliśmy na zamek, a tam przy piwku i posiłku spędziliśmy niemal godzinkę, przy czym też sobie zwiedziliśmy troszkę okolicę jakże urokliwego zameczku :)

Powrót do Łośnia był dosyć ciekawy :D
Wiola z Cześkiem wyjechali z dużym wyprzedzeniem, a my puściliśmy się w pościg za nimi :D
Aga i Kosma jechały sobie razem obgadując nasze łydki...
A trio w składzie: Zielak, Tomalos i Młynarz zasuwało dzielnie do Łośnia...
Oczywiście tempo nadawał Zielak, a było ono nie małe, gdyż przez pierwsze kilka kilometrów nie schodziło poniżej 40 km/h...
Później zmianę dał Tomalos, zaczęły się lekkie podjazdy i mimo to, że tempo troszeczkę spadło to nie dawałem rady niestety :D
Po paru kilometrach znów jechaliśmy razem, bo Zielak i Tomalos zaczekali na mnie, ale byłem wykończony samotną jazdą, także wspólna jazda znów nie trwała długo i ostatnie 5 km jechałem już sam próbując niwelować stratę do napieratorów :D
Średnia z tego odcinka, a miał on prawie 25 km, wyszło koło 34 km/h, a więc jak dla mnie zabójcza hehe
Było jednak bosko :D

Kiedy już wszyscy dojechali do Łośnia, to pochowaliśmy rowery i zabraliśmy się za realizację drugiego etapu dzisiejszego dnia... :)
Zrobiliśmy ogromne zakupy na wieczornego grilla...
Panie przygotowywały pieczonkę, panowie pili piwo... :D
Ale przy okazji zrobiliśmy stanowisko na pieczonkę, przygotowaliśmy grilla i całą resztę, także byliśmy również pracowici hehe

Nasza, jakże udana impreza trwała do późnej nocy, rozmowy były fascynujące :D
Piwo lało się strumieniami... chyba każdy wstał od stołu syty i zadowolony :)

Ale przyszedł czas, że trzeba było pójść spać...
W końcu każdego zmorzył sen, ale nim do tego doszło, to wydarzyło się jeszcze dużo! :D :D :D

Kto był ten wie! A kto nie był tego zapraszamy na kolejne spotkanie... :)

PIWO DNIA:... Tańcowane :D


Na Pustyni Błędowskiej. Tomalos, Młynarz, Zielak



Z Tomalosem za Chechłem...



Aga vel. Agenciara :D



Kosma100, dla przyjaciół… Kosmacz :P



Tomalos...



Napierator Zielak



Młynarz...



Ogrodzieniec – zamek



Zamek w całej okazałości



Skałki – bardzo sympatyczne :D



Para idealna... ♥ Wiola&Czesiek ♥



Kosma nas świetnie ugościła – tu spaliśmy... ;)



Zielak właśnie znalazł mojego „Tigera”... :D



A to ulubiony puls... Zielaka :P




TRASA:
Łosień -> Błędów -> Chechło -> Pustynia Błędowska -> Chechło -> czarny szlak -> Rodaki -> Żelazko -> Ryczów -> Kolonia Ryczów -> Ogrodzieniec -> Podzamcze (zamek) -> Ogrodzieniec -> Skałki w Niegowonicach -> Niegowonice -> Łosień

WROCŁAW CITY NIGHT

Czyli

Czwartek, 9 sierpnia 2007 · Komentarze(25)
WROCŁAW CITY NIGHT

Czyli to czego mi brakowało!

Zgadnijcie, jaka trasa :D

Oczywiście z Gaju na Most Milenijny przez Hallera, Klecińską i Gądowiankę :D
Później Osobowicką wzdłuż Odry i z Mostu Osobowickiego na Uniwerek, by przez Kazimierza Wielkiego, Arkady i Ślężną wrócić do domku :)

Jechało się fajnie, choć olbrzymim dyskomfortem jest skaczący stary łańcuch na nowej korbie, postaram się jutro kupić nowy, choć nie wiem skąd pieniądze wezmę, bo dziś kolejny już raz na giełdzie polała się krew...
No, ale w życiu trzeba być twardym, a nie miękkim :)
I będzie dobrze!

Wróćmy jednak do jazdy...
Choć wyszedłem o 22 to było bardzo ciepło, bo ponad 22 stopnie! :D
Dzięki temu jechało się wspaniale.
No i w ogóle fantastycznie jeździ się nocą po wrocławskich ulicach...
Mija się setki ludzi, oświetlonych mostów i innych budowli, po prostu cudo :)
Jak tu nie kochać tego miasta?!

Szkoda, że czeka mnie ciężka kampania wrześniowa na uczelni, bo bym sobie teraz co wieczór na rynek biegał :D
No ale to nic, popracuję ciężko, naprawię we wrześniu swe błędy, a od października... kolejny rok akademicki!!! I to chyba nie mój ostatni, bo zdaje się, że moje studia troszkę się przedłużą... ;>


Dzisiaj też wreszcie dodałem zaległe wpisy, nie ma tego dużo, ale polecam szczególnie relacje ze zwiedzania byłej poniemieckiej fabryki amunicji w Brożku, niedaleko mojego Jasienia, gdzie byłem dwukrotnie w lipcu...
raz sam...
...i drugi raz, z Matyskiem :)


NOWOWYBUDOWANE CENTRUM „ARKADY WROCŁAWSKIE”

SIECHNICE!!!


Tak się

Środa, 8 sierpnia 2007 · Komentarze(1)
SIECHNICE!!!


Tak się miło złożyło, że przyjechałem na kilka dni do Wrocławia.
Po długiej rozłące z moim ukochanym miastem, nie mogłem wytrzymać, by nie wyjść na rower i nie pojeździć po jakże przeze mnie lubianych drogach :)

Pojechałem swoją trasą do Siechnic, a więc z Gaju na Niskie Łąki i później przez Opatowice i wioseczkami do Siechnic. Powrót do domku przez Świętą Katarzynę i Smardzów.

Było bardzo gorąco, ale cieszą mnie te kilometry bardzo!
Będę mógł jeszcze sobie pojeździć po Wrocławiu w czwartek i piątek :)
Sobota i niedziela to będzie prześwietna wizyta w Dąbrowie Górniczej o Kosmatki, a po weekendzie zawijam z powrotem do Jasienia :D


MUZYKA DNIA: Mike Oldfield – „Rocky”


BLIZANOWICE – BRAKOWAŁO MI PRZEJAZDÓW PRZEZ TĄ WIEŚ ;)


”DZIADY” :D


”AUTOSTRADA” DO SIECHNIC


DOJEŻDŻAM DO SMARDZOWA



TRASA:
WRO/Gaj – Niskie Łąki – Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Smardzów -> Żerniki Wrocławskie -> Biestrzyków -> Radomierzyce...
WRO/Wojszyce – WRO/Gaj

24,2 1:03

WRESZCIE NOWA KORBA

24,2 1:03

WRESZCIE NOWA KORBA


Dziś w końcu założyłem nową korbę, bo stara nadawała się jedynie na złom (ale nie wyrzucę jej, bo tyle razem przeszliśmy... :D )
Przydałby się jeszcze nowy łańcuch, bo mam same powyciągane w domku. Ale jest dobrze :)

Po wyczyszczeniu rowerka i wymianie korby pojechałem w stronę Lubska, by przetestować napęd i nadymać kółka na Orlenie.
Jak wyjeżdżałem z Jasienia to spotkałem... swego tatulka, który akurat wracał ze swej krótkiej przejażdżki na bike’u. :)
Postanowił pojechać razem ze mną, co bardzo mnie ucieszyło.
Z Lubska ruszyliśmy do Mierkowa i Raszyna, trochę tatę wymęczył tamtejszy podjaździk, ale generalnie to dziś dawał radę, jak zawsze z resztą!

Miło razem się pedałowało i wracało do domku.
Później piwko i bilard!!!
To był kolejny dobry dzień!


JAK ZAWSZE ZOSTAŁEM ODSTAWIONY NA 200 METRÓW :D



TRASA:
Jasień -> Budziechów -> Lubsko -> Mierków -> Raszyn -> Lubsko -> Budziechów -> Jasień

DESZCZ, DESZCZ, DESZCZ

DESZCZ, DESZCZ, DESZCZ


Tego pięknego, deszczowego dnia zawitał w me skromne, młynarskie progi mój przyjaciel Matys!

Troszkę razem posiedzieliśmy, pogadaliśmy o fajnych rzeczach, zjedliśmy pyszny obiadek i zabraliśmy się do zakładania w mym rowerku nowych oponek :)

Dzisiaj stałem się właścicielem niesamowitych opon!!!
Będę teraz jeździł na tym co Matyska zawiozło na drugi koniec Niemiec!
Te oponki to dla mnie relikt niemal! :P
Będę jeździć na nich z dumą :)

Me stare kapcie leżą w piwnicy i już raczej ich nie założę, bo są zajechane, jak ciągnik Leppera hehe


Później, mimo lejącego się hektolitrami z nieba deszczu, postanowiłem, że pojadę z Matyskiem w stronę Żar. Ciągle zaliczałem wszystkie kałuże, by sprawdzić, jak nowe oponki odprowadzają wodę ;)
Jak w każdy inny dzień z Matyskiem, było i dziś niezwykle dużo śmiechu i dobrej zabawy :)

Za Drożkowem troszkę pogadaliśmy w strugach lejącego deszczu, poczym każdy pojechał w swoją stronę.


TRASA:
Jasień -> Świbna -> Drożków -> Świbna -> Jasień

Z PAJLĄ...


Z PAJLĄ...


No tak... ta moja siła perswazji :D

Dziś stał się cud! Wyciągnąłem swą młodszą siostrzyczkę na rower!!! To były jej pierwsze kilometry od roku :)

Tylko ja sam wiem, jak to zrobiłem :)
W każdym razie wieczorkiem razem z tatą i mą ukochaną siostrą pojechaliśmy sobie do Bieszkowa, gdzie zawróciliśmy w drogę powrotną do domku.
Mogliśmy podziwiać dziś piękny zachód słońca, w ogóle wieczór to był bardzo przyjemny :)

Jestem dumny ze swej siostry, że poszła na rower, wiem jak ona tego nienawidzi, ale mimo to dała dziś radę :)


TRASA:
Jasień -> Bieszków -> Jasień

FABRYKA RAZEM Z MATYSKIEM

FABRYKA RAZEM Z MATYSKIEM


Udaliśmy się wraz z Matyskiem do poniemieckiej fabryki amunicji w Brożku – tej samej, w której byłem przed kilkoma dniami. Nie mogłem wytrzymać, po prostu musiałem się podzielić z nim tym, co tam zobaczyłem!

I tak po południu przyjechał do mnie mój przyjaciel. Po kilku chwilach wyruszyliśmy do fabryki taką samą trasą, jaką jechałem ostatnio...

W lesie była masa kałuż, a dzisiaj miałem taki dzień, że chciałem po nich pojeździć :D
Najlepsza była taka głęboka, która pochłonęła połowę mojego rowerka hahaha ;)

Cały czas przyjemnie się jechało rozmawiając o fajnych rzeczach, przy tym dużo śmiechu i wygłupów – to norma :)

Kiedy już dojechaliśmy do torowiska, postanowiliśmy że zrobimy sobie przerwę na Carlsberga...
Ależ przyjemnie się piło to piwko... dookoła las, widok horyzontu, gdzieś gdzie kończą się tory, pyszne piwko i co najważniejsze Matys! :D
Tak spędziliśmy przeszło godzinkę, podczas której rozmawialiśmy o przeróżnych fajnych rzeczach :D
Najczęściej powtarzany przez nas tekst podczas tych rozmów to... MEMORY FIVE!!! I WSZYSTKO JASNE! :D

Później jeździliśmy po fabryce, której nie będę już drugi raz opisywał :)
Można poczytać o niej w tym wpisie :D

Jako, że zbyt późno wyjechaliśmy ode mnie i jeszcze do tego po drodze siedzieliśmy pijąc piwko, to czas zaczął przypominać nam o tym, iż doba nie jest z gumy :D
W pewnym momencie zaczęło się ściemniać, a my byliśmy na drugim końcu fabryki, pośród drzew i bunkrów, zaczęliśmy wymyślać scenariusze horrorów, jakie można by tutaj nakręcić z naszym udziałem :D
Wyobraźnia zaczęła działać hahaha
Poginaliśmy do wyjazdu z fabryki ile sił w nogach i co chwilę oglądaliśmy się ze strachem do tyłu, sprawdzając czy nie widać w oddali reflektorów nadjeżdżającego auta, które wiozło... byłych pracowników fabryki! :D
Serca nam biły zapewne szybciej niż zazwyczaj :)

Wreszcie udało nam się wyjechać na drogę w Brożku, gdy było kompletnie ciemno.
Z Brożka postanowiliśmy wracać już do mnie przez Zasieki i Brody, jadąc cały czas asfaltem.

Niestety nie dojechaliśmy... a bynajmniej nie na rowerach :D

Za Zasiekami złapałem beznadziejnego kapcia, którego nie udało mi się naprawić pomimo kilku prób łatania... Długa historia.
Zaczęło robić się już zimno i było bardzo późno.
Wróciliśmy do domu autem dopiero przed pierwszą w nocy. Nie byłoby tragedii, gdyby nie to że o piątej rano musiałem wstać do pracy, a Matys wracać do Żar, bo też go robota czekała :D
Takie dni, wypady są jednak niezapomniane! :)


ŻYCIE JEST PIĘKNE :D



W FABRYCE





TAKIE NIEBO TOWARZYSZYŁO NAM WIECZOREM



TRASA:
Jasień -> Świbinki -> Nowa Rola -> Gręzawa -> fabryka amunicji -> Brożek -> Zasieki... powrót autem :)

Z MATYSKIEM PO WIOSECZKACH

Z MATYSKIEM PO WIOSECZKACH


To był już kolejny w te wakacje bardzo sympatyczny dzień :D

Po południu wrzuciłem rower w auta i pojechałem do Żar (nie miałem już czasu, a nie chciałem się spóźnić :D )

Zajechawszy do Matyska i wyciągnąwszy rower... :D
Uderzyliśmy tam, gdzie małe dzieci nie mogą chodzić (to znaczy mogą, ale nie po piwo) ;)

Kupiliśmy sobie po Żubrzyku i szybko udaliśmy się na Syrenę, gdzie była cała ekipa z połamanym Bilusem na czele hehe
Miło i sympatycznie upłynął tam czas, ale w końcu zdecydowaliśmy z Matyskiem, że trzeba by coś nie coś pojeździć dziś...

Tak więc udaliśmy się z Żar do Grabika i zrobiliśmy mała rundkę po okolicznych wioseczkach.
Po Matysie wcale nie było widać, że zrobił ostatnio 1000 km w 6 dni hehe
Rzeźnik jeden! :P

Wróciwszy do Żar i udawszy się do hacjendy państwa rodziców mego przyjaciela :D zasiedliśmy przy grillu, podczas którego to Matys opowiadał nam o swojej wyprawie rowerowej na drugi koniec Niemiec...
Było sympatycznie, aż tak sympatycznie, że nie zauważyłem szybko płynącego czasu, przez co jak zawsze spóźniłem się do Asi... Na szczęście wybaczyła :D

To był baaaardzo dobry dzień!!! :)



TRASA:
Żary -> Grabik -> Górka -> Lipinki Łużyckie -> Brzostowa -> Sieciejów -> Górka -> Grabik -> Żary