Relaks

Niedziela, 9 marca 2008 · Komentarze(10)
Piękny niedzielny dzień, w pięknym Wrocławiu…

Wstałem późnym rankiem. Wstałem jak nowonarodzony po wczorajszej szalonej nocy. :D

Jakoś po południu zadzwonił Kristofers i zapytał czy dziś jeździmy. Oczywiście! :)

Pojechaliśmy do Lasku Rakowieckiego, a później do Parku Wschodniego, gdzie troszkę się pobyczyliśmy na ławce przy Oławce... :D:D:D

Masa ludzi w parku była tego dnia.

Przejażdżka arcyprzyjemna! :)
Gdybym nie miał wieczorem zajęć na uczelni, to pojeździłbym dużo więcej, ale co tam... co się odwlecze... :]


Łabądki w Parku Wschodnim


Pijemy łapczywie, jakby to był Piast... :D


Ładnie się kłaniam! ;P

Kopa Biskupia zdobyta!

Sobota, 8 marca 2008 · Komentarze(10)
Kategoria woj. Opolskie
Dziś odwiedziłem swą drugą babcię, która mieszka w Konradowie koło moich Głuchołaz.

Czasu na jazdę zbyt dużo nie miałem, bo raz że późno wstałem, dwa że śpieszyłem się do Wrocławia, a trzy to wiadoma rzecz... chciałem się z babcią nagadać. :D

W końcu w samo południe wsiadłem na rower i wjechałem na pola, po których sobie troszkę pospacerowałem rowerkiem wspominając niejedne wakacje tam spędzone. :D

Chociaż, że dzień był ciepłu i pogodny, to niestety na niebie było troszkę chmur, przez co nie najlepsza była widoczność. Ja jednak dostrzegłem zarys Kopy Biskupiej i... postanowiłem, że na nią dziś wjadę rowerem! :)

Kopa Biskupia (889 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem Gór Opawskich, a zarazem najwyższym miejscem w województwie Opolskim. Byłem tam już kiedyś, ale tylko piechotą.

Zgodnie z postanowieniem zacząłem kierować się w stronę Kopy. Najpierw zjechałem do Jarnołtówka i stamtąd, żółtym szlakiem, zacząłem zdobywać Kopę Biskupią swoim rowerem.
Momentami było bardzo ciężko, były również miejsca, przez które nie można było przejechać, więc trzeba było prowadzić rower.

Ostatecznie jednak udało mi się zdobyć szczyt z wielką satysfakcją. :)
Szkoda tylko, że nie było dobrej widoczności, ale to nic, następnym razem, jak tam będę to mam nadzieję, na lepsze widoki. :D

Z Kopy szybko zjechałem do Jarnołtówka czerwonym szlakiem, bo spieszyłem się na obiad. Zjazd był bardzo trudny i niebezpieczny, gdyż strome zbocze Kopy obfituje w wystające korzenie oraz masę kamieni. Nie wszędzie zjeżdżałem, czasem wolałem poprowadzić rower, bo nie jestem zbyt wytrawnym terenowcem. :D

Dzień udany w 100%

Zapamiętam go na wieki. :D
Bo oprócz zdobycia Kopy spotkały mnie dziś inne niecodzienne rzeczy, ale to nie historyjki rowerowe. ;P

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
ATB – „Believe in me”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Konradów – polna droga, przy której kiedyś stała kapliczka


Pola konradowskie :D


Konradów – kościół i część zabudowań


Wjazd na Kopę Biskupią


Nie wszędzie dało się jechać


”Piekiełko”


Emma nie odpuściła nawet Kopie Biskupiej :D


Takie drogi to ja uwielbiam!


Promienie słońca przebijają się między drzewami Gór Opawskich


Ostatnie metry i zaraz zdobędziemy szczyt!


Wieża widokowa na Kopie Biskupiej


Zjazd z Kopy po korzeniach – bardzo niebezpieczny...


Jarnołtówek

Okolice Kazimierza

Piątek, 7 marca 2008 · Komentarze(6)
Kategoria woj. Opolskie
Wracając do Wrocławia ze swej śląskiej eskapady postanowiłem odwiedzić swoją babcię. :)

Po przespanej nocy przyszedł słoneczny dzień...
Pogoda cudowna.
Chociaż nie miałem jakoś strasznie dużo wolnego czasu, to i tak pojeździłem chwilkę na rowerze.
Najpierw odwiedziłem swojego dziadka...
A później ruszyłem z Kazimierza w stronę Szonowa pokonując całkiem fajny podjazd.
Zaraz za podjazdem odbiłem w prawo na Góreczno, w którym w pogoń za mną rzuciło się stado psów. :D
Szybko dojechałem do Tomic, a z nich już w stronę Szonowa.

Po powrocie do Kazimierza pojeździłem sobie jeszcze po pobliskich polach, gdzie kiedyś, jako mały brzdąc jeździłem razem z dziadkiem traktorem.

Niby tylko piętnaście kilometrów, ale za to... tysiąc pięknych wspomnień.


TRASA:
Kazimierz -> Góreczno -> Tomice -> Szonów -> Kazimierz


Kazimierz



Droga Góreczno – Tomice



Szonów – kościół



Kazimierz – ruina starego wiatraka



Polna droga, na której kiedyś nieźle się poturbowałem lecąc z babcinego Rometa na pysk :D

"Kraina Wielkich Jezior"

Czwartek, 6 marca 2008 · Komentarze(10)
Kategoria woj. Śląskie
Dziś mój kolejny dzień na Śląsku – raczej ostatni w tym miesiącu. :)

Korzystając z ładnej pogody i wolnego czasu, postanowiłem znów wsiąść na rower.
Tym razem moim towarzyszem-przewodnikiem był wujek. :D

Muszę przyznać, że w świetny sposób pokazał mi ładny kawałek Dąbrowy Górniczej.
Dziś byliśmy na wszystkich czterech Pogoriach, a do tego zaliczyliśmy Jezioro Przeczycko-Siewierskie.
Pięć pięknych akwenów sprawiło, że mogliśmy poczuć się, jak w Krainie Wielkich Jezior. :)

Cała wycieczka upłynęła bardzo miło.
Na trasie było kilka całkiem milusich podjazdów – najbardziej spodobał mi się ten w Ujejscu.

TRASA:
Dąbrowa Górnicza/Łęknice -> Pogoria III -> D.G./Piekło -> D.G./Marianki -> Pogoria IV -> Wojkowice Kościelne -> Tuliszów -> Jezioro Przeczycko-Siewierskie -> Podwarpie -> D.G./Trzebiesławice -> D.G./Ujejsce -> D.G./Ząbkowice -> Pogoria I -> Pogoria II -> Pogoria III -> D.G./Łęknice


Jezioro Przeczycko-Siewierskie



Pogoria II – słońce chowa się za drzewami



Elektrownia Łagisza widziana z Pogorii III



p.s.
W poprzedzającą ten dzień noc byłem w Krakowie.
Przywiozłem coś z tego pięknego miasta. :)

Kraków – Wawel nocą

Ach, ta Pogoria! :D

Poniedziałek, 3 marca 2008 · Komentarze(4)
Kategoria woj. Śląskie
Kolejny dzień pobytu na Śląsku i cieszę się bardzo, że znów udało mi się pojeździć. :)
Wstałem tuż przed południem, bo odsypiałem nockę.
Obudziłem się w Dąbrowie Górniczej. :D

Nie zastanawiałem się zbytnio nad tym, gdzie będę jeździł, bo ciężko się nad czymś takim głowić, gdy ma się 100 metrów do... Pogorii. Tak, tak. To jest właśnie ten słynny zbiornik wodny dookoła którego niemal codziennie jeździ nasz Kosmacz! ;P
Konkretnie chodzi o Pogorię III (w sumie jest ich cztery).

Także, jak tylko wstałem i zjadłem śniadanie to wyruszyłem na Pogorię III, nad którą więcej odpoczywałem niż jeździłem. :D
Po jakimś czasie wróciłem się na obiad, a po nim już w towarzystwie mojej cioci, udałem się na Pogorię IV, która strasznie mi się spodobała!
Strasznie w niej czysta woda, ale w sumie nie ma się co dziwić, bo w końcu wszystkie Pogorie to sztuczne zbiorniki, które powstały przez zalanie wodą dawnych kopalni piasku.

Byłem już kiedyś nad Pogorią III i IV razem z Moniką, ale było ciemno. :D
Dziś jednak mogłem zobaczyć piękno tych akwenów w ciągu dnia.

Razem z ciocią dojechałem do końca asfaltowej ścieżki na Pogorii IV, po czym zawróciliśmy do domu.
Mimo, że było wietrznie to wypadzik ten zaliczam do bardzo udanych. :)



- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
ATB – „Renegade”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Pogoria III



Łódka nad Pogorią III – ja wolę rower. :D



Taką ścieżką sobie jeździłem koło Pogorii III



Na pogodę nie mogłem narzekać



Wielka fala na Pogorii III ;)



Ruszam na podbój Pogorii IV :D



Łęknice - osiedle nad Pogorią widziane wieczorem

Wielkie Derby

Niedziela, 2 marca 2008 · Komentarze(5)
Kategoria woj. Śląskie
To był dzień! :D

To nic, że dzień przed z powodu pracy położyłem się spać bardzo późno...
To nic, że musiałem zerwać się z łóżka po czterech godzinach snu...
To nic, że było zimno i padał deszcz...
To nic, że Emma powyrywała drzewa! :D
To wszystko nic, bo tego dnia miałem wielkie plany. ;)

O godzinie 7:30 zawitałem na zabrzańskie osiedle Helenka, by... pojeździć na rowerku w towarzystwie Darka i Damiana. :D
Po raz pierwszy się spotkaliśmy ale spotkanie to nie wyglądało, jak pierwsze... hehe
Widać nadajemy na tych samych falach, a więc... rowery, FOOTBALL, piwo i... piękne kobiety! :D
Tak, tak! Muszę w tym miejscu oświadczyć, że koledzy znają się na rzeczy i wybrali na towarzyszki swego życia piękne dziewczyny! :D
No dobra, nie miałem o tym tu pisać... hehe

Także padał deszcz, było zimno, wiało, niedziela, ósma rano... a my jedziemy! :)
Darek z Damianem pokazali mi podczas krótkiej wycieczki wiele świetnych miejsc.
Poznałem Dolomity - Sportową Dolinę, gdzie nawet latem można śmigać na nartach, a poza tym są tam do wynajęcia quady i masa innych atrakcji. Według mnie utworzenie takiego miejsca to był świetny pomysł.

Odwiedziliśmy także wielce klimatyczny tarnogórski ryneczek.
Damian tam wdał się w rolę przewodnika, a ja zafascynowany jego opowieściami słuchałem z wypiekami na twarzy o tym, jak to kiedyś do tamtejszej studni spuszczali się górnicy... :D
To jest naprawdę bardzo interesujące! ;P

Zobaczyłem również kopalnię srebra, którą mam zamiar kiedyś odwiedzić, by popływać sobie w jej tunelach łódeczką. To musi być świetna atrakcja.

Oprócz tego zawitaliśmy na Repty, gdzie w tamtejszym parku co chwilę omijaliśmy powyrywane z ziemi przez Emmę drzewa...
Tam chłopaki pokazali mi szyb Sztolni Czarnego Pstrąga. Fajna sprawa. :)

Jako że czas nas gonił to postanowiliśmy wracać do domku, by przygotować się do wyjazdu na mecz derbowy pomiędzy Górnikiem Zabrze, a Ruchem Chorzów.
Dzięki temu meczowi powstał pomysł na nasze spotkanie. :D
I bardzo mnie to cieszy! :)

W drodze powrotnej robiliśmy sobie jeszcze fotki na tle graffiti poświęconych zabrzańskiemu Górnikowi.

U Darka szybko zjedliśmy pyszny obiadek przygotowany przez Anetkę i Sabinkę.
Wypiliśmy po niemniej pysznym piwku.
Odświeżyliśmy się i ruszyliśmy na Roosvelta pod stadion KSG.
Stamtąd do Katowic na Załęże i dalej pojechaliśmy autobusami wypełnionymi kibicami pod sam Stadion Śląski.

To była moja kolejna wizyta na tym wspaniałym, legendarnym obiekcie i jak zawsze była tam wspaniała atmosfera.
Mimo padającego ciągle deszczu, zimna i niestety, porażki Górnika, będę tę wizytę wspominał niezwykle przyjemnie.
Piłkarze obu drużyn zagrali z zaangażowaniem, ale trzeba przyznać że tego dnia Ruch zaprezentował się o niebo lepiej d Górnika i zasłużenie zgarnął trzy punkty.
Ja wiem, że powodem porażki była absencja Tomka Hajty, który pauzował za żółte kartki, ale nikt mi w to nie wierzy. hehe

Do tego meczu dorzućmy to co lubię najbardziej, a więc blask jupiterów i atmosferę na trybunach... Po prostu miód! :D
A race... to już był klimat nie do opisania.

Po meczu, wraz z Darkiem, Damianem i... piętnastoma tysiącami Górnika, eskortowani przez policję, pomaszerowaliśmy główną ulicą Katowic na Załęże, gdzie zostawiliśmy nasze auto. To było niezłe przeżycie, iść tak wielką grupą przez Chorzowską w Katowicach, gdzie codziennie przejeżdżają dziesiątki tysięcy aut.

Wróciliśmy do Darka i po kolacji przyszedł czas na pożegnanie.

Sabinka z Damianem ruszyli w stronę Warszawy, by następnego dnia móc wstać do pracy...
Ja ruszyłem razem z nimi, by jeszcze tej nocy znaleźć się w pracy... :D Rozdzieliliśmy się w Częstochowie.
A kto miał najlepiej?! :)
Anetka i Darek, którzy zostali w ciepłym domku i mogli spędzić wieczór delektując się... wrocławskim Piastem! :D

Podsumowując tę epopeję... ;P
Dzień był wielce udany!
Fajnie było pojeździć.
Cieszę się także bardzo z tego, że znów poczułem legendę Stadionu Śląskiego podczas oglądania Wielkiego Derby!

Ale przede wszystkim świetnie było poznać takich ludzi, jak Anetka z Sabinką i Darka z Damianem! No i oczywiście nie mogę też zapomnieć o wschodzącej gwieździe BIKEstats, czyli o Wiktorze, a także jego braciszku. :)
Dziękuję Wam wszystkim za ciepłe przyjęcie, wspaniałe towarzystwo i atmosferę!
Do następnego! :)

TRASA:
Zabrze/os. Helenka -> Tarnowskie Góry/Rynek -> Tarnowskie Góry/Stare Tarnowice -> Tarnowskie Góry/Repty -> Bytom/Stolarzowice -> Zabrze/os. Helenka

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
FRAGMA – „Toca me”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Na rynku w Tarnowskich Górach



Tarnowskie Góry – studnia (ta słynna :D)



Repty - Damian i Darek... na tropach Emmy



Wielkie Derby 2008 – Stadion Śląski jeszcze pusty...



Jupitery na Stadionie Śląskim



Żabole :D



Czas rozpocząć Wielkie Derby



Na trybunach zrobiło się gorąco... :)



Wielkie racowisko na Stadionie Śląskim – kibice Górnika się popisali!



Katowice – ulica Chorzowska, którą maszeruje 15000 fanów Górnika! Tak wyglądał powrót z meczu. :)



P.S. :D

Kaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
eSssssssssssssssssssssssssssssss!!!
Gieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!

KSG!!!


GÓRNIK!!! ZABRZE!!!
:D

Orkan Emma

Sobota, 1 marca 2008 · Komentarze(18)
Ale dziś wiatry nad Wrocławiem!
Przejechałem 90 metrów spod klatki do auta, które miałem zaparkowane na parkingu. :D
Rower na pakę, bo wieczorem jadę do Opola, a jutro kierunek Śląsk i Wielkie Derby!
Biorę rower, bo jestem optymistą i wierzę, że przy okazji pracy i wizyty na Śląsku uda mi się coś niecoś porowerować. :D

W każdym razie byłem dziś twardy i pociskałem podczas huraganu! yeeee
Oczywiście cała trasa... huragan w pysk! ;P

Hałda z Kristoferem

Piątek, 29 lutego 2008 · Komentarze(28)
Dziś wreszcie zawitałem do Wrocławia. Do południa udało mi się pozałatwiać wszystkie sprawy, więc później bez zawahania zadzwoniłem do Kristofera, by umówić się na wspólną jazdę. Ten nawet przez chwilę nie oponował... :)
Minęła godzina i już jechaliśmy!!! :D

Kristofer kupił sobie ostatnio wreszcie rower z prawdziwego zdarzenia, także śmigał że aż miło!
Chłopak jest wręcz zakochany w swym Kellys’ie i wcale się mu nie dziwię, bo fajna to furka. :)

Najpierw z Księża Małego pojechaliśmy do Parku Wschodniego, potem przez Lasek Rakowiecki na Opatowice i dalej to standard, czyli Trestno, Blizanowice i Siechnice. :)

W Siechnicach wizyta w sklepie z dobrami doczesnymi. :D

Chociaż że wiało i było pochmurno to postanowiliśmy odwiedzić siechnicką hałdę, na którą wjechaliśmy. Na jej szczycie wypiliśmy sobie po złotym Piaściku, pogadaliśmy, powygłupialiśmy się, a więc generalnie robiliśmy to w czym jesteśmy najlepsi. ;)

Zrobiło się jednak chłodno i powolutku zaczęło zmierzchać. Z tego powodu też, nie zwlekając, szybko ruszyliśmy w drogę powrotną. Trasa powrotna z Siechnic do Wrocławia wiodła również przez Blizanowice i Trestno.

Tak swoją drogą to dziś w Trestnie sporo się działo. :D
Najpierw na drogę wypadło stado fajowych owieczek, później zaczepił nas sympatyczny chłopaczek, który chciał się z nami ścigać swoją „wyścigówą” w postaci wózka dwukołowego z kumplami na pace, a na koniec prawie nas rozjechała pędząca na sygnale straż pożarna... :D
Krótko mówiąc... moc wrażeń! hehe

Wracając do domu byłem już strasznie padnięty. Trzeba sporo trenować, żeby dojść do dobrej dyspozycji.

Ale jedno musze przyznać... dziś było fajnie! :D


TEKST DNIA: „Na początku był chaos i Piast.” :D


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Paul van Dyk - "Let go"
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

TRASA:
WRO/Gaj – Księże Małe – Park Wschodni – Lasek Rakowiecki – Opatowice...
Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Blizanowice -> Trestno...
WRO/Opatowice – Lasek Rakowiecki – Gaj


ROSNĄ U WAS TAKIE DRZEWA?! :D



TRESTNO – OWIECZKI



PARK WSCHODNI – KACZKI



KRISTOFER – ZDOBYWCA HAŁDY :D



TAK SIĘ KOŃCZY JAZDA, GDY WYPIJESZ PIASTA... ;)

Piękne południe

Czwartek, 28 lutego 2008 · Komentarze(8)
W samo południe zdecydowałem się na krótki wyskok.
Jak postanowiłem, tak też i zrobiłem. Wyskok miał być krótki i był, ale oprócz tego był też baaardzo przyjemniutki! :D

Fajne, niebieskie niebo, mało chmurek, wiatr o połowę słabszy niż wczoraj i całkiem ciepło... No po prostu jechało się elegancko! :D

Taki półgodzinny wypadzik okazał się świetnym przerywnikiem w pracy, którą akurat robiłem. :)
Taka świetna odskocznia od obowiązków...
Jak wróciłem z rowerka miałem od razu świeższy umysł. hehe

A pojechałem asfaltem do Bieszkowa, potem do Roztok i wróciłem sobie lasem, gdzie odwiedziłem „swoje” miejsce. :D

Takie fajnie na mnie oddziaływujące, bo wiążą się z nim pewne wspomnienia. ;)

Tego dnia był jeszcze niezwykle wesoły wieczór w Żarach, ale to już nie jest rowerowa historia. :P

TRASA:
Jasień -> Bieszków -> Roztoki -> ...las... -> Jasień


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Paul van Dyk - "Let go"
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Przyjemnie się jeździ w takiej scenerii...
Droga Jasień – Bieszków




Piaszczysta droga z Roztok do Jasienia

Wicher

Środa, 27 lutego 2008 · Komentarze(48)
W samo południe dosiadłem swą furę pościgową i ruszyłem w las. :)

Po 100 metrach wiedziałem, że będzie ciężko, bo tak wiało, że na drodze polnej zacinało mi po twarzy drobnymi kamyczkami unoszonymi przez wietrzysko. :D
Ale co tam, w końcu dopchałem się do lasu, gdzie również (o dziwo!) wiatr był odczuwalny, ale na szczęście w trochę mniejszym stopniu. :)

W każdym razie i tak cieszyłem się z jazdy, bo to rześkie, leśne powietrze... to jest po prostu coś cudnego! :]

Doskonale znanym mi duktem leśnym dojechałem do Świbinek, a po kolejnej chwili znalazłem się w Nowej Roli, gdzie zwiedziłem sobie tamtejszy cmentarzyk, na którym nigdy wcześniej nie byłem.

Dalej postanowiłem przebijać się znów lasem, ale tym razem drogami i dróżkami, których kompletnie nie znałem, momentami poruszałem się nawet bezdrożami, ale fajnie było. :)
Po jakimś czasie wyjechałem w Drzeniowie.

Jako, że pogoda jeszcze bardziej się załamała i zaczęły z nieba spadać krople zimnego deszczu, powziąłem decyzję o tym, że poginam do domku. :)
Najpierw dojechałem brukiem do Jurzyna, a potem lasem i trochę asfaltem to Bronic.

Zjeżdżając z górki za Bronicami nadeszła chwila, w której deszcz... zamienił się w grad! :D
Tego mi brakowało! hahaha ;)
No cóż, dobrze że po kilku minutach znalazłem się w ciepłym domu, bo niewiele brakowało, by odmarzły mi wszystkie członki! ;)

Co tu miałem dodać?!
Hmmm
Aha!
Fajnie było! :D


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Paul van Dyk - "Let go"
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Jak tylko wyszedłem to niebieskie niebo zasłoniły ciemne chmurzyska...


Przyjemne są drogi leśne...


Bezdroża też całkiem milusie... :D


To jest już Apokalipsa... Młynarz i takie chaszcze! hehe


Dziś to nawet mi się fajnie po bruku do Jurzyna jechało. :)


Mrówka – nie najlepiej mi to makro wyszło, ale będę próbował dalej. :)