Dziś jeździłem razem ze swoim kolegą Czarkiem, z którym ostatni raz miałem okazję pośmigać jeszcze w listopadzie...
Wystartowaliśmy spod mojej klatki, z Gaju na Niskie Łąki, by wałami dostać się Mostu Bartoszowickiego i dalej w stronę Mostów Jagiellońskich. Po drodze Czarek zaproponował byśmy wjechali na Kilimandżaro, jak postanowiliśmy – tak zrobiliśmy :) Byłem tam po raz pierwszy i muszę przyznać, że choć teren nie jest moją domeną, to spodobało mi się tam bardzo. Szkoda tylko, że dopiero po wjeździe na szczyt przypomniało mi się, że od dawna nie posiadam hamulca z przodu... :D No ale jakoś udało mi się zjechać bez szwanku ;] Muszę ten hamulec wreszcie założyć, bo kupiłem go już 3 tygodnie temu, a jakoś nie mam weny do tego, by zabrać się do jego montażu.
Z Kilimandżaro dalej jechaliśmy wałami, aż do Mostu Szczytnickiego i do domu wróciliśmy jadąc miastem, czyli przez Plac Grunwaldzki i Dominikański.
Byłem jeszcze wieczorem u chłopaków na Kamiennej i przy piwku oglądaliśmy finał „Jeden z dziesięciu” hehe
Pogoda tego dnia fantastyczna! Mamy już wiosnę pełną gębą, troszkę wieje, ale to słońce... jest cudowne!!!
Wstałem wcześnie rano i po krótkim czasie zawitał do mnie Matysek.
Około godzinki 12:00 wyjechaliśmy rowerkami na oblane słońcem ulice Wrocławia. Naszym celem był AWF, do którego dotarliśmy przez Kładkę Zwierzyniecką i Park Szczytnicki, który wygląda już wspaniale, a za miesiąc stanie się rajem :)
Z AWF-u na Akademię Medyczną i później odprowadziłem Matyska na ulicę Grunwaldzką, gdzie skonsumowaliśmy nasze drugie śniadanie składające się z batonika i rogalika :D
Po tym wielkim posiłku Matys udał się na swoją uczelnię, a ja do domku uczyć się i zobaczyć co na giełdzie słychać :) (to był piękny dzień)
Po południu spotkaliśmy się u mnie na obiadku, po którym w szaleńczym tempie gnaliśmy na PKP, by Matys zdążył na pociąg (6 minut spod mojej klatki na peron nr 3 to rekord hehe)
Matys wrócił do Żar, a ja odwiedziłem jeszcze chłopaków na Kamiennej.
Dzień piękny, co cieszy jeszcze bardziej, że to któryś z kolei taki świetny dzień – żyć nie umierać! :D
Dzisiaj piękna niedziela! Adam wygrał trzeci konkurs w Planicy i z we wspaniałym stylu sięgnął po czwartą w swojej karierze Kryształową Kulę! Obok tego trofeum wywalczył rzutem na taśmę Małą Kulę – coś wspaniałego. Szkoda, że sezon się skończył.
Wczoraj wspaniałe zwycięstwo kochanej kadry nad Azerbejdżanem, aż 5:0 – po prostu weekend doskonały :D nawet Otylia sreberko zdobyła :)
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
A ja dzisiaj spałem przez połowę dnia, by nadgonić brak snu spowodowany wyskokiem do Warszawy. Na rowerze jeździłem dopiero pod wieczór i bardzo dobrze mi się kręciło. Strasznie mnie cieszy znowu dobra pogoda, już nie mogę doczekać się ciepłych wieczorów, bo to przyjemna pora do jazdy :)
Pojechałem do Siechnic przez Opatowice, a wróciłem przez Świętą Katarzynę i Żerniki Wrocławskie.
Mini rundka po osiedlu, zaraz jak tylko wstałem :) Przywitałem dzionek na rowerku, później do domku szybko przyszykować się przed odjazdem do Warszawy (no zabrać bilety, no i te... Piasty na podróż sześciogodzinną pociągiem :P )
W pociągu będziemy słuchać relacji ze skoków w Planicy, bo Adam to najlepszy spotowiec i Adam jest nasz!
WARSZAWA – Stadion Wojska Polskiego, POLSKA – AZERBEJDŻAN 5:0
Dziś znów wspaniałe zwycięstwo! 221,5 metra w drugiej serii! Planica zdobyta :) Już go nikt nie powstrzyma, bo legenda musi trwać! :D
A w tym naszym kochanym Wrocławiu, niebo płacze cały dzień – chyba ze szczęścia hehe Tak więc idę na rower i wrócę cały mokry :P
------------------------------
A na mój dystans dzisiejszy złożyły się: - wyjazd do Sulimka na Swobodną – zaraz po skokach - malutka rundka na mieście – z Gaju przez PKP na Plac Dominkański, dalej Most Grunwaldzki, Kładka Zwierzyniecka i powrót Krakowską i Armii Krajowej do domku.
W tej chwili mamy odprawę przedmeczową z Adriankiem z Piastem w rolach głównych, potem spać, bo jutro trzeba wcześnie wstać :D
Na rower wybrałem się dopiero o 22. razem z Tomkiem, który strasznie chciał przetestować pedał Cześka :D
Z Gaju pojechaliśmy na Most Milenijny, przez ulice Armii Krajowej, Hallera, Klecińską i Estakadę, a więc klasycznie :) Powrót też klasyczny, bo przez centrum.
Było trochę zimno i mokro, ale nie ma co narzekać :)
Wróciłem z Tomkiem na Gaj i pojechałem jeszcze do Rzymiana, a na koniec praca i w łóżku dopiero o 6 rano ;]
Miałem dziś być już we Wrocławiu, ale w ostatniej chwili zmieniłem plany i zostałem w domu jeden dzień dłużej. Okazało się, że było to dobre posunięcie również ze względu na rower :) bo z tego co mówili mi znajomi to dziś we Wrocławiu padał śnieg, a u mnie w Jasieniu może i jest chłodno i wietrznie, ale za to sucho. :)
Postanowiłem pojechać do Suchodołu, malutkiej, malowniczo położonej wioseczki, gdzie jest dość ciekawe jeziorko. Kiedyś dość często tam jeździłem i dziś chciałem odwiedzić to spokojne, zapomniane miejsce. Chyba czułem potrzebę udania się w takie ciche miejsce, bo już od jutra wracam do życia w wielkiej aglomeracji hehe
Do Suchodołu pojechałem dość nietypową trasą, bo starałem się omijać las, ze względu na drogi pełne błota, po ostatnich deszczach. I tak z Jasienia asfaltem do Tuplic, a dopiero stamtąd do Brodów, z których do Suchodołu jedzie się przez Jeziory Dolne, a dalej wąską, krętą drogą między mokradłami.
Do domu już wracałem szybko główną drogą na Lubsko i stamtąd do Jasienia, by zdążyć przed zmierzchem, gdyż zapomniałem zabrać oświetlenie – no i zdążyłem :)
Na noc znów do pracy, a jutro już na 100% Wrocław – mam nadzieję, że bez śniegu :/
Okolice Proszowa – „Sosna Ośmiornica”
Brody – Brama Miejska
Brody – Pałac, kiedyś centrum życia szlacheckiego – dziś ruina...
Dopiero po godzinie 17. wyszedłem pojeździć. Dziś już na szczęście nie padało, ale było wciąż bardzo pochmurno, wiatr trochę ustał :)
Ja coś ciągle czuję się słabo, pewnie przez tą dobijającą pogodę hehe
Dziś tylko zrobiłem traskę:
Jasień Lisia Góra Zieleniec Golin Jabłoniec Jasień Świbna Bieszków Jasień
Kilka małych podjazdów i jeden zjazd z Jabłońca, z którego nawet nie chciało mi się pocisnąć, bo nie miałem powera w nogach (jak to Adaś Małysz mówi :D )
Tak, tak, to co dziś zrobił w Oslo - wygrał z takim wiatrem! Mazoch do dzisiaj ledwo chodzi po takim wietrznym incydencie, a Adaś wylądował i ten jego... uśmiech! Klasa, mistrz! Po prostu najlepszy!
------------
A u mnie deszcz rano, w południe deszcz, a wieczorem już... deszcz :D I chłodno cały dzień, a do wiwatu dawał też huraganowy wiatr :)
Pojeździłem po leśnych drogach, by troszkę schować sie przed deszczem i wiatrem, jeździłem bardzo ostrożnie, by nie pobrudzić się za bardzo wszędobylskim błotem hehe
Nie choruję na tzw. "cyklozę".
Pokonywanie dystansu i własnych słabości, poznawanie nowych miejsc i ludzi (w niektórych można nawet się zakochać :D ), zdrowe i przyjemne spędzanie wolnego czasu - o to w tym wszystkim chodzi!
I tak właśnie wygląda ta moja zabawa z rowerem. :)
Uwielbiam jeździć długie dystanse i pokonywać podjazdy.
Kocham lasy, kocham góry, kocham jeździć. :)
Czasem bawię się w rowerowe rajdy na orientację ale najwięcej radości sprawia mi podróżowanie z sakwami. W wakacje 2009 roku wraz z moją kochaną Asią i przyjacielem Mateuszem pokonałem trasę Dookoła Polski. Łącznie przejechaliśmy niemal 4000 kilometrów w ciągu 30 dni. Na trasie towarzyszyli nam nasi Przyjaciele. Poza tym mam na swoim koncie wypady do Pragi, Wilna oraz na Bornholm. W głowie są kolejne plany. :)
Na blogu BIKEstats.pl dodaję regularnie i nieregularnie wpisy od czerwca 2006 roku. Można tam znaleźć tysiące zdjęć, oraz setki opisanych tras i relacji z wycieczek mniejszych i większych. :)
Trochę statystyki:
PRZEBIEG: 52'788 km (30.04.10)
MAX DYSTANS: 323,40 km (24.07.08)
MAX PRĘDKOŚĆ: 72,00 km/h (Puchaczówka, 20.09.09)
POWYŻEJ 300 km: 2 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 200 km: 16 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 100 km: 170 razy (stan na 19.03.12)