Znów 25 minut!

Sobota, 23 maja 2009 · Komentarze(0)
Wieczorem...
Kolejny już raz udało mi się pędem dojechać z Księża na Kozanów.
Może czas pomyśleć o ataku na 24 minuty?! :D
To chyba jednak będzie już za szybko, no i będę musiał pomyśleć jak przejechać Plac Dominikański na czerwonym świetle. ;)

Powrót z Kozanowa

Piątek, 22 maja 2009 · Komentarze(0)
Z wielkim żalem, jak zawsze, gdy trzeba opuścić Aniołka.
Na szczęście tylko na kilka godzin. :)

Wszystkie zęby załatane :)

Czwartek, 21 maja 2009 · Komentarze(2)
Rano do pani Izy. Dziś na fotelu dentystycznym załatała mi ostatniego zęba. :)
Tym samym wszystkie już są zdrowe (no może nie zdrowe ale wyleczone). ;)

Później do Aniołka.
Następnie powrót na Księże ale całe szczęście, że wieczorem ponownie na Kozanów... do Aniołka. :)

Tata na kolarce

Sobota, 16 maja 2009 · Komentarze(0)
Pojechałem na weekend do domu tylko po to, by doznać klęski. :D

W południe ruszyłem z tatą na krótką traskę. Jako że Trek i Diamond zostały we Wrocławiu to pedaliłem na ojcowym rowerze, który pozostawia wiele do życzenia. :D
A mój tatulek pociskał sobie na nowo zakupionej kolarzówce. Niestety, na jednej z prostych musiałem uznać jego wyższość.

Nie byłem jednak zły - zawsze to cieszy gdy tatuś wygrywa. :D

p.s.
Dopiero później okazało się, że zapomniałem wrzucić trójkę z przodu. ;)

TRASA:
Jasień -> Lisia Góra -> Zieleniec -> Bronice -> Jurzyn -> Jasionna -> Bronice -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień

13

Środa, 13 maja 2009 · Komentarze(2)
Trzynastego...
Miałem pecha od samego rana...
Bo musiałem odprowadzić Kosmę do granicy Wrocławia. :D
Oczywiście to taki żarcik. ;)

Rankiem, wczesnym rankiem, jeszcze nim pierwszy kur zapiał, nim księża przywdzieli szaty liturgiczne... Kosma i ja we dwoje :D ruszyliśmy na wrocławskie Opatowice.
Pomogłem Monice przebić się przez miejską dżunglę i musiałem wracać na Kozanów, bo byłem umówiony z panią Izą (moją ulubioną dentystką) na pogaduchy w gabinecie dentystycznym przy akompaniamencie wierteł... :)
Po wizycie było już znacznie lepiej, bo wróciłem do Aniołka.
A co było dalej?!

Było pięknie. :)

Przyczepka BS

Wtorek, 12 maja 2009 · Komentarze(2)
Tego pięknego dnia do Wrocławia po raz kolejny i nieostatni (taką mam nadzieję :D ) zawitała panna Kosmacz Powsinoga. :)
Tym razem głównym celem odwiedzin była „Przyczepka BIKEstats”. :)

W południe ruszyłem do Oławy.
Tam z pociągu wyskoczyła Kosma i razem śmignęliśmy wioseczkami do Wrocławia robiąc po drodze skok w bok na zimnego Piasta. :)
Dojechawszy do miasta i zdzwoniwszy się z moim Aniołkiem ustaliliśmy iż spotkamy się we troje na Gaju. ;)
I tak też się stało. :D

Na tymże Gaju dołączył do nas po kilku chwilach Boski Blase. I tenże Blase, szef wszystkich szefów, pożyczył Monice super nowoczesną przyczepkę, z którą to koleżanka nasza będzie przemierzać szlaki w Państwie Duńskim. :D

I to już koniec historii.

A na dowód tego, że było pięknie i że żyliśmy długo i szczęśliwie, jak to w każdej bajce bywa...
Pochwalę się, że byliśmy na pizzy (serio! :D ) a później jeszcze wypiliśmy zimne piwo (raj istnieje).
No! To tyle!
Pięknie było. :D

TRASA:
Wrocław/Księże Małe...
Mokry Dwór -> Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Groblice -> Kotowice -> Zakrzów -> Siedlce -> Oława - Gaj Oławski - Marszowice - Miłonów - Sobocisko - Jarosławice - Okrzeszyce - Sulimów - Święta Katarzyna - Zacharzyce - Iwiny - WRO/Brochów/Gaj/Grabiszynek/Gądów/Kozanów

Poniżej foty zapożyczone od Kosmy (kiedyś jej oddam ;) )

Kosma z przyczepą :D © Mlynarz


Już po skoku w bok ;) © Mlynarz

DYMnO 2009

Sobota, 9 maja 2009 · Komentarze(0)
To były zawody! :)
Ale zacznijmy od początku.

Dzień wcześniej późnym wieczorem razem ze swoim Aniołkiem przyjechaliśmy do Łochowa, gdzie mieściła się baza tegorocznego rajdu na orientację DYMnO.
Na miejscu był już Paweł – (nasz ulubiony łódzki kurier :) ) oraz jego braciszek Piotrek (zdobywca tytułu Harpagana :) ) i oczywiście Tomek (za którym się bardzo stęskniliśmy :D ) – niestety bez Kasi (za którą stęskniliśmy się jeszcze bardziej :) ).
Wszyscy spaliśmy w jednym pomieszczeniu, razem z nami słynny Wiki i kilku wesołych chłopaków z Biełegostoku – atmosfera była świetna. :)

W sobotę o 9:00 nastąpił start trasy rowerowej, która miała zamknąć się w jakichś 120 kilometrach (optymalny wariant przejazdu).
Przed startem okazało się, że zapomniałem... licznika. Na szczęście Asia swojego nie zostawiła w domu tak jak ja. ;)
Start był dość ostry, wszyscy pognali w kierunku pierwszego punktu, który był obowiązkowy – później już każdy jechał gdzie chciał. :D
My z Aniołkiem obraliśmy swoją strategię – nasza kolejność zaliczania punktów była bardzo podobna do tej, którą wybrał Tomek i Paweł, bo kilka razy mijaliśmy się z nimi na trasie.
Nie będę się tu rozpisywał o każdym z punktów z osobna ale muszę zaznaczyć, że były one porozmieszczane bardzo pomysłowo. Budowniczy trasy zadbał o to by uczestnicy się nie nudzili. :)
Punkty były trudniejsze nawigacyjnie niż te na ostatnim Harpaganie ale nam ich odnajdywanie wychodziło tego dnia niemal bezbłędnie. Za to trochę gorzej było z kondycją ale to raczej pochodna tego, że praktycznie 90% trasy to był teren – momentami dość ciężki.

Na pewno nie zapomnę dwóch punktów przy których zdobywaniu musieliśmy brodzić w wodzie. :D
Było to dla mnie nowe doświadczenie – do tej pory na rajdach na orientację nie przechodziłem nigdy przez rzekę. :)

Cała trasa była podzielona na dwie pętle i składała się łącznie z 26 punktów. Nam udało się zdobyć 20 z nich, a więc myślę, że wynik całkiem przyzwoity.
Najbardziej cieszy mnie fakt, że mój Aniołek zajął drugie miejsce wśród kobiet!
Jestem z Ciebie bardzo dumny! :*

Wspomnę jeszcze tylko o tym, że dość stresująca była dla nas ostatnia godzina jazdy, bo musieliśmy szybko wracać do bazy rajdu rezygnując z punktów kontrolnych, które można było jeszcze zdobyć w drodze powrotnej. Wszystko dlatego, że zgodnie z regulaminem przekroczenie wyznaczonego limitu czasu skutkowało dyskwalifikacją. Na szczęście zdążyliśmy na czas i mogliśmy się cieszyć z całkiem dobrego wyniku. :)

Wieczór po starcie był równie wesoły, jak poprzedni. Wszyscy w dobrych humorach.
W bazie rajdu czekał na każdego ciepły posiłek a także niezliczone ilości bananów, słodkich bułek i... Horalków! :D Te ostatnie to pyszne wafelki rodem ze Słowacji, ich smak sprawił, że teraz za każdym razem gdy robię zakupy w Kauflandzie kupuję sobie kilka sztuk tych wafeleczków – są przepyszne!!! :D:D:D

Organizacja imprezy była świetna!
Wszyscy mieli gdzie zaparkować auta, w samej bazie niczego nie brakowało. Każdy z uczestników dostał rajdową koszulkę, w sekretariacie miła obsługa, szkoła która była bazą świeciła czystością i sama trasa była świetna!

Jedno do czego mam zastrzeżenia to fakt, że strasznie długo trzeba było czekać na wyniki, które bardzo późno pojawiły się na stronie zawodów. Ale ten mały minus ginie wśród wielkich plusów, a tych było niemało! :)
Podziękować więc trzeba organizatorom za bardzo dobrą zabawę!

To był bardzo dobry weekend!
W drodze powrotnej do domu (w niedzielę) pospacerowałem jeszcze z Asiczulkiem i moim kuzynkiem po warszawskiej starówce. Odwiedziliśmy też Wolbórz. :)
Oby więcej takich udanych dni!

Chciałem jeszcze podziękować Tomkowi za pożyczenie bukłaku na wodę – dzięki temu na trasie miałem z czego pić. ;)

Poniżej wrzucam jedną fotkę z Dymna.
Zrobił ją nam Pawełek, któremu bardzo dziękujemy za ten wspaniały czyn! :D
My niestety aparat zostawiliśmy tym razem w domu.

DYMnO © Mlynarz


A tak w ogóle to następnym razem na zawody zabieram jakiś preparat na komary. :D
To co wyprawiały w lesie meszki, komary i inne latające gryzonie... śni mi się po nocach do dziś i są to niestety koszmary. ;)

WILNO 2009 – Dzień powrotu

Poniedziałek, 4 maja 2009 · Komentarze(25)
POWRÓT DO WROCŁAWIA – 13 GODZIN W POCIĄGU

Wszystko co piękne kiedyś się kończy. :)
I tak też było w tym przypadku.
Po pięciu słonecznych dniach na Litwie, przejechaniu sześciuset kilometrów, wieczorach przy ognisku, odwiedzeniu Wilna i wielu innych niezwykle klimatycznych miejsc nastał czas powrotu.

Rankiem nie chce się za bardzo wychodzić z namiotów ale musimy, bo o 8:20 wyjeżdża pociąg do Wrocławia. Mamy szczęście, że jest bezpośrednie połączenie, bo nie będzie trzeba się przesiadać i taszczyć rowerów z sakwami po peronach.

Sprawnie odnajdujemy dworzec PKP w Suwałkach oraz sklep spożywczy, w którym kupujemy prowiant na trzynastogodzinną podróż pociągiem.
10 metrów przed dworcem łapię gumę. Jak się później okazało opona z boku się przetarła.
Całe szczęście, że stało się to już w Suwałkach, a nie gdzieś na Litwie, bo tym razem zapomniałem zapakować do sakw zapasową oponę.

Sama podróż, choć bardzo długa, minęła w miarę szybko i spokojnie.
Były w pociągu atrakcje, gdy z rowerami pakowała się grupa dziesięciu osób, a PKP na cały skład zapewniło przedział z (UWAGA!) trzema miejscami na rower. :D

Pod koniec jazdy postanowiłem też załatać dętkę, a przetartą oponę owinąłem kilka razy dookoła taśmą klejącą, by nie wychodziła dętka po napompowaniu – zdało to egzamin, bo dojechałem później z dworca na Księże Małe o własnych siłach. Taśma klejąca jest dobra na wszystko! :D
Może spróbuję przy jej pomocy naprawić suport, który też mi się rozsypał na Litwie. ;)

Po 21:00 zajechaliśmy do Wrocławia. Aniołek wysiadł na Mikołajowie, a ja z chłopakami pojechałem do Dworca Głównego. W drodze na Księże zahaczyliśmy jeszcze o sklep „Pod semaforem”.

Wyjazd się zakończył. Dostarczył nam wiele barwnych przeżyć i wspomnień.
Litwa okazała się wspaniałym krajem do uprawiania turystyki kolarskiej. Myślę, że każdy znalazłby tam coś dla siebie. Kraj nie jest wcale taki, jak się o nim w Polsce często mówi.
Spotykani ludzie byli bardzo sympatyczni, często przejeżdżając przez małe miejscowości byliśmy pozdrawiani, ludzie spoglądali na nas z dużym zainteresowaniem.
Nic, tylko brać rower i jeździć po litewskich włościach! :)

Na koniec chciałem podziękować Aniołkowi i chłopakom za bardzo udaną majówkę! :)

POZOSTAŁE DNI WYPRAWY:
Dzień „0”
Dzień 1.
Dzień 2.
Dzień 3.
Dzień 4.
Dzień 5.

RANO
Młodzi gniewni ;) © Mlynarz


BILET NA ROWER: 9,00 ZŁ... WRAŻENIA Z JAZDY PKP – BEZCENNE! :D
PKP kocha rowerzystów! :D © Mlynarz


Rowerowa masakra w PKP © Mlynarz


GDY PRZETRZE SIĘ OPONA :)
Kocham naprawiać rowery! ;) © Mlynarz

WILNO 2009 – Dzień 5.

Niedziela, 3 maja 2009 · Komentarze(13)
ZAKOLE NIEMNA I POŻEGNANIE Z LITWĄ

Poranek w lesie jest bardzo przyjemny i ciepły.
Ptaki sobie ćwierkają dookoła a my z zadowoleniem wcinamy śniadanie.
Słońce poprzedniego dnia mocno nas przepiekło i wszystko wskazuje na to, że dzień piąty będzie również upalny – to cieszy. :)
Choć Wielbłądas (Krzysztof) przez początkowe kilometry jedzie w długim rękawku żeby nie przypiec sobie rąk jeszcze bardziej.

Po drodze do Birsztan odwiedzamy kościołek w miejscowości Jieznas.
Same Birsztany, które są jednym z największych litewskich uzdrowisk bardzo nam się spodobały. Jest to niezwykle zadbana mieścinka.
Dla nas była ciekawa również dlatego, że z birsztańskiej Góry Witolda roztacza się zapierający dech w piersiach widok na zakole Niemna.
Spędziliśmy tam długą chwilę odpoczywając pod drzewkiem na brzegu rzeki. :)

Zaraz za Birsztanami zatrzymaliśmy się na krótką chwilę w Prenach. Tam też jest ładny widok na Niemen. Oprócz tego można podziwiać pomnik wielkiego woja Kiejstuta. :)
Po tym czekało nas 45 kilometrów jazdy do Mariampola. Tam posililiśmy się ciepłym kurczakiem podziwiając przy okazji popisy pań, które parkowały swoje auta pod kościołem. :D
Oprócz tych „atrakcji” obejrzeliśmy sobie tam trzy kościoły i cerkiew.

Zostały nam już do przejechania ostatnie kilometry na Litwie. Zanim opuściliśmy ten piękny kraj zajrzeliśmy jeszcze do Kalwarii.
Do Polski wjechaliśmy już gdy zapadł zmrok. Noc jednak była bardzo jasna.
Od granicy do Suwałk, skąd rano mieliśmy pociąg do Wrocławia, dzieliło nas jedynie 30 kilometrów. Dobrze, że droga krajowa w tym miejscu ma szerokie pobocze, bo ruch tirów przy granicy był olbrzymi.

Postanowiliśmy rozbić namioty przed Suwałkami, tak by rano sobie bez problemu zdążyć na pociąg. Tak też zrobiliśmy.
Początkowo był problem ze znalezieniem odpowiedniej miejscówki ale ostatecznie spaliśmy w bardzo sympatycznym miejscu na wzgórzu, pośród małych drzew iglastych.

Dzień, tak jak poprzednie cztery był bardzo udany.
Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni – o to właśnie chodzi.

W tym dniu odkryliśmy, że litewskie kobiety też mają olbrzymie problemy z parkowaniem aut. ;)

TRASA:
Jieznas (okolice) -> Birštonas (Brisztany) -> Prienai (Preny) -> Marijampolė (Mariampol) -> Kalvarija (Kalwaria) -> Podwojponie/PL -> Szypliszki -> Osinki (k. Suwałk)

POZOSTAŁE DNI WYPRAWY:
Dzień „0”
Dzień 1.
Dzień 2.
Dzień 3.
Dzień 4.
Dzień powrotu

ZDJĘCIA Z DNIA PIĄTEGO
Obozowisko rankiem © Mlynarz


Jieznas © Mlynarz


Kościół w Jieznas © Mlynarz


Litewski wóz strażacki - ma swój urok © Mlynarz


Birsztany - kościół św. Antoniego Padewskiego © Mlynarz


Asiczka w Birsztanach © Mlynarz


Wielbłądas moją podporą :D © Mlynarz


Aniołek nad Niemnem © Mlynarz


Natura jest cudowna © Mlynarz


Aniołek na mostku © Mlynarz


Cwaniak :D © Mlynarz


Preny - pomnik wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta © Mlynarz


Niemno w Prenach © Mlynarz


Preny - kościół Objawienia Pańskiego © Mlynarz


Mariampol - kościół Ewangelicko-Augsburski © Mlynarz


Mariampol - kościół św. Miachała Archanioła © Mlynarz


Uwielbiam takie klimaty... © Mlynarz


Mariampol © Mlynarz


W takich marketach najczęściej robiliśmy zakupy © Mlynarz


Kalwaria - kościół © Mlynarz


I JESZCZE FOTKI MATYSA:
Poranny spacerek ;) © Mlynarz


Nad Niemnem :D © Mlynarz


No chyba mam łaskotki :D © Mlynarz


Matys chciał się przeprawić na drugi brzeg Niemna ;) © Mlynarz


Wielbłądas wypatrzył jakiś sklep z browarasami :) © Mlynarz


Droga do Mariampola z Birsztan © Mlynarz


Mariampol - cerkiew © Mlynarz