W ten piękny primaaprilisowy dzień wracałem rankiem od mojego Aniołka, którego wcześniej odprowadziłem do pracy. Słońce na niebie dawało znać o sobie już od początku dnia.
Na Hallera spotkałem się z pędzącym do pracy Filipem.
Dzień zaczął się nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Wieczorem rozgromimy San Marino, a potem znów do Aniołka. :D
Tyle kilometrów chciałem przejechać w marcu i udało się. Rzutem na taśmę. ;) Dziś była tak piękna pogoda, że grzechem byłoby z niej nie skorzystać.
Rano we mgle pojechałem z Aniołkiem do pracy, a później wróciłem na Księże Małe. Posiedziałem trochę nad pracą magisterską i stwierdziłem, że dziś muszę zrobić jakąś konkretną traskę.
Od dawna miałem ochotę wybrać się do Oleśnicy Małej, tak więc zrobiłem to dziś. Jest to wioska, z którą wiąże się niezwykle ciekawa historia. Była kiedyś własnością rodziny Yorck, której głową był znakomity generał pruski Feldmarszałek Hrabia Hans Ludwig Dawid Yorck von Wartenburg. Dzisiaj w Oleśnicy Małej można podziwiać pałac i park, w którym znajduje się doskonale zachowane mauzoleum z sarkofagami członków rodziny. Dziś miałem szczęście, bo mogłem zajrzeć do środka tej ciekawej budowli, ponieważ jacyś wandale wybili okna. Był to dla mnie niesamowity widok.
Jeżeli idzie o jazdę to było bardzo przyjemnie. Miałem moment, w którym czułem że brakuje mi już sił ale to dlatego, że mało zjadłem przed wyjazdem, a i na trasę nic nie zabrałem. Poratowały mnie 4 złote, które wziąłem ze sobą – mogłem kupić sobie dwa Snickersy. :D
Zdecydowanie najmilszym etapem wycieczki był ten prowadzący z Domaniowa do Świętej Katarzyny, ponieważ wtedy zadzwonił do mnie mój Aniołek. Rozmawialiśmy sobie podczas jazdy prawie przez 14 kilometrów. :D Choć nie mniej miły był wieczorny dojazd do Aniołka. Całkiem fajnie się jechało opustoszałymi ulicami miasta. :)
Cieszy, że wreszcie mamy niezłą pogodę, a szukuje się jeszcze lepsza. Oby w kwietniu też udało się przejechać tysiączek i mam nadzieję, że będzie w nim więcej dni rowerowych niż w marcu.
TRASA: (rano) Wro/Kozanów -> Księże Małe (przez Klecińską i Hallera) (setka) Wro/Księże Małe... Mokry Dwór -> Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Groblice (wałem) -> Kotowice -> Zakrzów -> Siedlce -> Oława -> Godzikowice -> Osiek -> Niemil -> ...las... -> Oleśnica Mała -> Witowice -> Kurów -> Goszczyna -> Wyszkowice -> Domaniów -> Piskorzówek -> Piskorzów -> Swojków -> Gęsice -> Rynakowice -> Okrzeszyce -> Sulimów -> Swięta Katarzyna -> Siechnice -> Blizanowice -> Mokry Dwór... Wro/Księże Małe i chwilka po Księżu... (wieczorem) Księże Małe -> Kozanów (przez Krakowską, Kazimierza Wielkiego i Legnicką)
POGODA IDEALNA DO JAZDY
DAWNO NIEROBIŁEM ZDJĘĆ DLA KOSMY ;)
NIEMIL – KOŚCIÓŁ
W LESIE PEŁNO PRZEBIŚNIEGÓW – WIOSNA JUŻ JEST
RÓŻNYMI DROGAMI SIĘ DZIŚ TARABANIŁEM :D
ZRUJNOWANE STACJE DROGI KRZYŻOWEJ – OKOLICA NIEMILA
Wieczorem pojechałem do Aniołka. Czyli z Księża Małego na Kozanów. Chciałem sobie skrócić maksymalnie trasę jadąc parkiem na przełaj. Niestety w ciemności mój zmysł orientacji nie sprawdził się i nieco się pogubiłem. :D
Ciekawe czy jest dużo takich osób, które zabłądziły w Parku Zachodnim?! ;)
Razem z Krzychem, korzystając z bardzo fajnej pogody i wolnego dnia śmignęliśmy na rowerki. Trzeba było dziś jakoś odreagować po wczorajszym meczu i wspomóc też regenerację organizmu po ciężkim wieczorze.
Jeździliśmy po wioskach gminy Święta Katarzyna. Dojazd bokami, przebijając się przez Brochów, a powrót już 94-ką, na której dziś nie było wielkiego ruchu.
Stawiam 2:0 dla naszej Reprezentacji! Bramki strzelą: - Irek Jeleń - Jacek Krzynówek
:D
Belfast będzie nasz! :)
A dziś, przed meczem, pocisnąłem z Krzychem do Siechnic na śluzę, by starodawnym zwyczajem wypić Piasta. :) Za chwilę czas gonić na mecz, bo będzie gorąco!
POLSKA!!!
TRASA: Wro/Księże Małe... Mokry Dwór -> Trestno -> Blizanowice -> śluza -> Blizanowice (wertepami) -> Mokry Dwór... Wro/Księże Małe
Dzisiaj pierwszy raz w życiu dosiadłem kolarkę. Zrobiłem małą pętelkę w okolicach Jasienia na kolarzówce Adrianka. Chciałem zobaczyć jak to hula i jak działa. Bo miałem ochotę ją kupić.
Nawet spodobało mi się ale to jednak nie dla mnie, przynajmniej nie teraz. Ja to muszę od czasu do czasu wjechać w las i zboczyć z asfaltu, poza tym bardzo lubię jeździć po różnych wioskach i mało uczęszczanych przez auta drogach, a te zazwyczaj są w opłakanym stanie. Na kolarce niestety czuć każdą, nawet najmniejszą nierówność, że o wpadnięciu w dziurę nie wspomnę. ;) No i miałem niesamowity stres jak omijałem leżące na ulicy kawałki szkła, bądź małe ostre kamyczki. Kolejna sprawa przemawiająca na „nie” to fakt, że trochę bolały mnie plecy od mocno pochylonej pozycji. Wiem, że to kwestia przyzwyczajenia ale w tej chwili dosiadam dwa inne rowery i wątpię, by mi się chciało ciągle przestawiać z jazdy na kolarce do jazdy na Treku czy Diamondzie. ;) Na dobrą sprawę jeszcze nie zdążyłem nawet się nacieszyć z jazdy na nowym Treku, więc też głupio w tej chwili absorbować swoją uwagę jeszcze innym rowerem. :) Choć nie powiem, bardzo podobało mi się jak trafiłem na gładki asfaltowy odcinek i na dużych, cienkich kołach kolarki można było się tam z łatwością rozpędzić i utrzymywać wysoką prędkość – to sprawia frajdę. :)
Póki co jednak zostaję przy swoich dotychczasowych rowerach. Myślę, że na kolarzówkę jeszcze przyjdzie czas. Ale wszystko w odpowiednim momencie. Zbyt lubię jazdę na Diamondzie i Treku, bym szukał teraz nowych wrażeń. :)
Nie udało się dziś pokręcić z moim Aniołkiem niestety. Jednak nie mogłem sobie odpuścić jazdy w tak piękną pogodę!
Z Księża Małego pojechałem wertepami do Siechnic. Tam wdrapałem się na hałdę pohutniczą, by pooglądać widoki i trochę się zmęczyć. ;)
Dalej do Świętej Katarzyny i wjazd do Wrocławia od strony Brochowa.
Miałem też ochotę wjechać na Wzgórze Gajowe ale nie za bardzo jest tam taka możliwość, by zrobić to rowerem, a wdrapywać z buta mi się nie chciało. :) Nie mniej jednak będąc już na Gaju trochę się tam pokręciłem. Bardzo dużo nowych budynków mieszkalnych tam powstało od czasu, gdy się stamtąd wyprowadziłem. Nawet fajnie to wygląda.
Wracając już na Księże wjechałem do Parku Wschodniego i zrobiłem w nim pętelkę. Przy okazji załapałem się na całkiem ładny zachód słońca.
Jeszcze po drodze zaczepił mnie jakiś Turek, i chciał pchnąć mi „złoty” sygnet, bo niby miał problemy z płatnością swoją kartą kredytową na stacji Neste... Szkoda gadać. Frajerów wszędzie szukają. Mam nadzieję, że kiedyś uda się takich osobników w Polsce wyplewić...
Wczesnym rankiem pakuję się z moim Aniołkiem do auta i jedziemy na zabrzańską Helenkę, by odwiedzić Darka i jego rodzinkę, a także porowerować sobie po górnośląskiej ziemi. :)
Droga minęła szybko, bo większość jazdy to A4. :) Na miejscu jak zawsze serdeczne powitania. :D Jemy śniadanie i dojeżdża do nas Pogromczyni śląskich kierowców – Kosma100!. ;) Czas nas goni więc wsiadamy na rowery i jedziemy do Księżego Lasu, gdzie jesteśmy umówieni z ekipą zabrzańskiego Huraganu, z którym ostatnio jeździ Darek. Mimo, że jesteśmy trochę spóźnieni, to chłopaki na nas czekają (w końcu wieziemy im dwie dziewoje). :D Po 14 kilometrach spotykamy się. Wśród nowo poznanych osób są również Bikestatowicze, których wcześniej znałem tylko z opowieści. :) Są Terrago, Johan i Andy, których było mi bardzo miło poznać i wspólnie z nimi zrobić jakże sympatyczną trasę.
Z Księżego Lasu już w komplecie jedziemy w stronę Lublińca, w którego okolicach są Kochcice – docelowa miejscowość dzisiejszego wypadu. Grupę umiejętnie prowadzą Andy i Johan – widać, że wszystkim się podoba. Ku mojemu zaskoczeniu tempo momentami jest całkiem szybkie ale to nawet fajnie, bo po zimie trzeba spalić trochę więcej kalorii. ;)
Pierwszy postój wypada w Krupskim Młynie, gdzie niektórzy robią zakupy i się posilają. Wszyscy jednak słuchamy miejscowego hejnału, który zostaje odegrany o 12:00. Po tym muzycznym wydarzaniu ruszamy dalej. :D W końcu docieramy do Lublińca, gdzie chwilę zabawiamy na tamtejszym rynku. Po kolejnych 10 kilometrach jesteśmy w Kochcicach. Tam wszyscy mogą nacieszyć oczy pałacem Ludwika Karola von Ballestrema, który przy pięknej pogodzie jaką mieliśmy tego dnia, prezentuje się wspaniale. Johan przedstawia nam jego historię a także ciekawe perypetie związane z jego właścicielami.
Z Kochcic jedziemy do Koszęcina. Po drodze przejeżdżamy przez odcinek drogi, po bokach której mamy niesamowity widok, a mianowicie straszliwe pobojowisko – zniszczony las, a właściwie to co z niego zostało po tym jak przeszła nad nim trąba powietrzna w sierpniu 2008 roku. Na tym odcinku niektórym daje się we znaki zmęczenie ale nie ma się co dziwić – w końcu zrobiła się pora obiadowa, a i kilometrów trochę w nogach było. :) Będąc w Koszęcinie spędzamy długą chwilę w restauracji Roma, gdzie wszyscy jedzą i piją to co lubią najbardziej. Również w tej miejscowości odwiedziliśmy piękny zamek-zespół pałacowy, w którym swoją siedzibę ma znany zespół pieśni i tańca „Śląsk”.
Mamy nawet trochę szczęścia, bo akurat był przy nim zaparkowany autokar zespołu. To dość słynny pojazd – było o nim bardzo głośno w sierpniu 2008. To właśnie ten autobus został porwany na autostradzie A4 przez trąbę powietrzną 15. sierpnia.
Film nagrany przez jednego z uczestników wypadku
Byłem w szoku oglądając później w domu na YT różne filmy z trąbami powietrznymi – człowiek w zderzeniu żywiołem zazwyczaj jest bez szans.
15. sierpnia 2008 był jednym z tych dni, kiedy wielu ludzi straciło dobytek całego swojego życia, właśnie przez huraganowe wiatry i trąby powietrzne... Cieszę się, że w tamtym dniu, gdy wracałem razem z Damianem z Twierdzy Modlin burza w jakiej jechaliśmy, choć mocno nami potargała, okazała dla nas się łaskawa.
Wróćmy jednak do wycieczki... A więc jesteśmy w Koszęcinie. :D Po długim postoju, wszyscy ruszają już w kierunku swoich domów. Na odcinku do Tworogu grupka z Panem Jerzykiem na czele narzuca niezłe tempo, które rozrywa peleton. ;) Całkiem przyjemnie się jechało. Dalej już jedziemy spokojnie do Wielowsi, gdzie niektórzy zgubili się. ;) Stamtąd do Księżego Lasu i niestety nadchodzi moment, w którym trzeba się pożegnać. Wszyscy rozstają się bardzo zadowoleni ze wspólnego rajdu. Oby więcej takich.
Dziewczyny, Darek i ja jedziemy na zabrzańską Helenkę. Nie odpuszczamy sobie i zaliczamy Żabkę. Dalej jest wesoło, bo czeka nas bardzo miły wieczór ale to już nie jest historia na BS. ;)
Dzień wielce udany. Super poznani nowi ludzie i nowe miejsca. Pogoda dopisała. Nic tylko jeździć. :)
Piątek, trzynastego... :D Dzień jak każdy inny, tylko wstając rano byłem w szoku wyglądając za okno. Z nieba posypały się ciężkie, mokre płaty śniegu i to dość intensywnie. Potem wszystko stopniało, przez co miałem strasznie mokry powrót na Księże Małe z Kozanowa. Nie wspomnę już o tym, że również padało... No ale co tam, to już pewnie ostatnie podrygi zimy. :D
Powrót spokojny, a więc ścieżkami wzdłuż Klecińskiej, Hallera i AK.
Nie choruję na tzw. "cyklozę".
Pokonywanie dystansu i własnych słabości, poznawanie nowych miejsc i ludzi (w niektórych można nawet się zakochać :D ), zdrowe i przyjemne spędzanie wolnego czasu - o to w tym wszystkim chodzi!
I tak właśnie wygląda ta moja zabawa z rowerem. :)
Uwielbiam jeździć długie dystanse i pokonywać podjazdy.
Kocham lasy, kocham góry, kocham jeździć. :)
Czasem bawię się w rowerowe rajdy na orientację ale najwięcej radości sprawia mi podróżowanie z sakwami. W wakacje 2009 roku wraz z moją kochaną Asią i przyjacielem Mateuszem pokonałem trasę Dookoła Polski. Łącznie przejechaliśmy niemal 4000 kilometrów w ciągu 30 dni. Na trasie towarzyszyli nam nasi Przyjaciele. Poza tym mam na swoim koncie wypady do Pragi, Wilna oraz na Bornholm. W głowie są kolejne plany. :)
Na blogu BIKEstats.pl dodaję regularnie i nieregularnie wpisy od czerwca 2006 roku. Można tam znaleźć tysiące zdjęć, oraz setki opisanych tras i relacji z wycieczek mniejszych i większych. :)
Trochę statystyki:
PRZEBIEG: 52'788 km (30.04.10)
MAX DYSTANS: 323,40 km (24.07.08)
MAX PRĘDKOŚĆ: 72,00 km/h (Puchaczówka, 20.09.09)
POWYŻEJ 300 km: 2 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 200 km: 16 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 100 km: 170 razy (stan na 19.03.12)