WROCŁAWSKI WEEKEND Z KOSMACZEM

Sobota, 25 października 2008 · Komentarze(14)
WROCŁAWSKI WEEKEND Z KOSMACZEM W ROLI GŁÓWNEJ ;)

W ten weekend razem z Kristoferem mieliśmy przyjemność gościć u siebie Monikę. :)
Także od początku wiadomo było, że sobota musi być udanym i wesołym dniem. :D
Tak też się stało. :)

O jedenastej pojechałem na PKP po Kosmę.
Później zawinęliśmy do mnie na hacjendę zahaczając o sklep Społem z dobrami ekskluzywnymi. ;)
Po śniadanku i takich tam nadszedł czas na przyjemne rowerowanie.
Monika u boku, piękna pogoda i dobre nastroje = czyli to co zawsze, a więc dobra zabawa.

Na samym początku odwiedziliśmy tor motocrossowy koło Mokrego Dworu. Było sporo motocyklistów szalejących na hopkach, więc z zaciekawieniem podziwialiśmy ich powietrzne ewolucje. :)
Stamtąd wałem przeciwpowodziowym i polnymi dróżkami doczłapaliśmy się do Trestna, gdzie Monika zgarnęła waypointa mojego autorstwa. :)
Jeszcze w Trestnie obejrzeliśmy sobie stary kamień graniczny po czym udaliśmy się na Wyspę Opatowicką, a tam na Małpim Gaju bawiło się dużo osób – wesołe to nowe miejsce. :)

Przez Jaz Opatowicki przeprawiliśmy się na drugą stronę Odry, pokazałem jeszcze Monice Most Bartoszowicki i jechaliśmy już w stronę centrum, bo zrobiliśmy się nieco głodni. :)
Groblą Szczytnicko-Bartoszowicką dojeżdżamy do Kładki Zwierzynieckiej. Odwiedzamy jeszcze naszą ulubioną „Panią z wielkimi kolanami”. :)
Mija kilka chwil i jesteśmy na Grunwaldzie. Tam wpadamy na pizzę do Bravo.
Najedliśmy się do syta i jedziemy w stronę Rynku, gdzie dziś było strasznie tłoczno.
Odwiedzamy też Plac Solny, na którym jak zawsze roi się od tysięcy pięknych kwiatów. :)

To nie był koniec atrakcji tego dnia...
Później robimy sobie jeszcze nocną trasę ulicami Wrocławia, którą już dawno temu obiecałem Kosmaczowi. :)
Podczas tej eskapady Monika może podziwiać wspaniały Ostrów Tumski.
Zwiedzamy Grunwald i jego okolice.
Zahaczamy też o Halę Stulecia, gdzie tego wieczoru ganiały setki ludzi w ubraniach z piekarni ponieważ odbywała się tam impreza zwana White Sensation. :D
Aż roiło się od panienek w białych p****ściskach – można było oczopląsu dostać. hehe

Odwiedziliśmy również Wyspę Słodową, Rynek i zjechaliśmy kawałeczek Starego Miasta.
Był również Plac Jana Pawła II a przede wszystkim masa wrocławskich mostów, czyli to co Monika lubi najbardziej. :)

I tak mosty jakie dziś odwiedziliśmy nocą to: Most Pokoju, Most Grunwaldzki, Most Tumski, Mosty Młyńskie, Most Osobowicki, Most Zwierzyniecki, Most Piaskowy, Most Uniwersytecki, Most Pomorski i najważniejszy: Most Milenijny.
Na tym ostatnim niestety nie mieliśmy zbyt pięknych widoków ponieważ zalegała tam mgła.
Jako że zrobiło się bardzo chłodno to z Mostu Milenijnego wróciliśmy jak najkrótszą traską na Księże.
Tam też było wesoło. :)

Dzięki Kosmatko za odwiedziny i super dzionek oraz wieczór! (do podziękowań przyłącza się oczywiście Krzychu ;P )

TRASY:

-po Monikę:

Wro/Księże – Tarnogaj – PKP i powrót :)

- dzienna:
Wro/Księże -> Mokry Dwór -> Trestno...
Wro/Opatowice -> Wyspa Opatowicka -> Most Bartoszowicki -> Kładka Zwierzyniecka -> Pani z wielkimi kolanami -> Grunwald (Bravo) -> Plac Solny -> Piwna -> Na Grobli -> Krakowska -> Księże

- nocna:
Wro/Księże -> Tarnogaj -> Hubska -> Pułaskiego -> Piwna -> Grunwald -> Hala Stulecia -> Ostrów Tumski -> Wyspa Słodowa -> Rynek -> Plac Jana Pawła II -> Legnicka -> Most Milenijny -> Most Osobowicki -> Plac Dominikański -> Krakowska -> Księże



JAK DOBRZE ZNÓW WIDZIEĆ KOSMĘ! :)


ZAMIAST SIEDZIEĆ PRZED TELEWIZOREM...


CHŁOPAKI NIEŹLE SIĘ BAWIĄ


CROSS TO MUSI BYĆ BARDZO EKSCYTUJĄCE HOBBY :)


KOSMA OBLANA PROMIENIAMI SŁOŃCA NA MOŚCIE BARTOSZOWICKIM :D


SŁYNNA PANI Z WIELKIMI KOLANAMI – W WERSJI JESIENNEJ :)


TUTAJ MOŻNA ZAOBSERWOWAĆ JEJ WIELKIE KOLANA ;)


I JESZCZE PÓŁPROFIL ;)


POLSKA ZŁOTA JESIEŃ


KWIATY NA PLACU SOLNYM


WIEŻA CIŚNIEŃ – SPECJALNIE DLA KOSMY! (MIŁEJ ZABAWY) ;P


NOCNĄ JAZDĘ ZACZĘLIŚMY OD RONDA REAGANA


ZARAZ POTEM MONIKA POZNAŁA PIĘKNEGO RYCERZA... :D


PIŁKARSKA FONTANNA :)

ODWIEDZINY W BIBLIOTECE

Rano

Piątek, 24 października 2008 · Komentarze(16)
ODWIEDZINY W BIBLIOTECE

Rano na zabiegi nie pojechałem rowerem tylko autem, bo było bardzo zimno (0 stopni...), a ja nie zabrałem do Wrocławia z domu rękawiczek... :/
Za to jadąc samochodem byłem świadkiem ciekawej sytuacji. :)
Stojąc w korku na światłach, dwóch nerwowych kolesi się zderzyło, po czym wysiedli z aut i... zaczęli się tłuc na pięści. Hehe
Ludzie są dziwni. :D

Po południu pogoda była lepsza więc wsiadłem na rower. Pojechałem na Nowy Dwór do jednej z filii Biblioteki Miejskiej, bo były tam książki, które mnie interesowały. :)
Po wyjściu z biblioteki pojechałem sobie na ryneczek. Tam też udałem się na pocztę coś wysłać. :D
Przy okazji spotkałem nowego wrocławskiego krasnala. :)
Mały Pocztowiec jest bardzo sympatyczny i od niedawna zamieszkał sobie przy wejściu do Urzędu Pocztowego nr 32. :)

Z ryneczku przez Park Słowackiego i Lasek Rakowiecki wróciłem na Księże.

CORAZ WIĘCEJ TAKICH BIUROWCÓW POWSTAJE WE WROCŁAWIU


RYNEK


MAŁY POCZTOWIEC

REHABILITACJI KOLEJNY DZIEŃ...

REHABILITACJI KOLEJNY DZIEŃ...

Rano podobnie jak wczoraj pojechałem na Stadion Olimpijski na zabiegi.

Niestety było bardzo chłodno i mokro, więc jechało się średnio przyjemnie ale i tak jest to lepsze niż stanie w korkach.

Starałem się nie pochlapać przejeżdżając po kałużach. :D
Niestety w drodze powrotnej się rozpędziłem i osiągnąłem Vmax wycieczki 19 km/h :D przez co pobrudziłem sobie swój ulubiony sweterek. ;(

;)

FIZJOTERAPIA

Czyli ciąg dalszy

Środa, 22 października 2008 · Komentarze(7)
FIZJOTERAPIA

Czyli ciąg dalszy rehabiltacji. :)
Dzisiaj na zabiegi pojechałem rowerem.
Traskę mam fajną, bo biegnie przez Lasek Rakowiecki a także Park Szczytnicki.

Pogoda dzisiaj ponura ale na szczęście, jak jechałem na zabiegi to było sucho. :)
Chwilkę pokręciłem się też po Parku Szczytnickim, bo za wcześnie przyjechałem na Stadion Olimpijski, gdzie się leczę.

Mam nadzieję, że jutro też uda się rowerkiem śmignąć.

RADOCHA :)

A

Wtorek, 21 października 2008 · Komentarze(22)
RADOCHA :)

A radocha polega na tym, że pojeździłem dziś na rowerze. :)

Wczoraj udałem się do lekarza sportowego, by jeszcze inna osoba wypowiedziała się na temat mojej kontuzji Achillesa.
I okazuje się, że zamiast pakowania nogi w gips, który mi proponował inny doktor... mogę troszkę jeździć na rowerze... :D

Przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie sprawa wygląda tak, że będę codziennie chodził na fizjoterapię i później zobaczymy jakie efekty to przyniesie (po pierwszych zabiegach widzę poprawę, więc jestem dobrej myśli). Nie podpalam się, że szybko wrócę do pełni sprawności ale mam cichą nadzieję, że może w grudniu nie będzie już śladu po urazie.
Są na to szanse, jednak dużo więcej będzie można powiedzieć za 14 dni.
Lekarz zabronił mi co prawda biegać po boisku, co mnie smuci ale wyraził zgodę na jazdę na rowerze. Stwierdził, że jeśli będę jeździł spacerkiem, nie napinając przy tym ścięgna, to może to nawet być korzystne.

Także po tej wspaniałej nowinie ruszyłem na rower. :D
Oczywiście bardzo lajtowo, babcinym tempem, bez żadnego deptania i uważając na każdej nierówności. Ale samo to, że sobie jadę na dwóch kółkach, przy pięknej pogodzie i oglądam znów świat z perspektywy siodełka jest dla mnie wspaniałe. :)

Pojechałem dziś z Księża na Stadion Olimpijski, po drodze śmigając po ścieżkach Parku Szczytnickiego, gdzie było dużo ludzi, którzy podobnie jak ja korzystali z uroków pięknej „polskiej złotej jesieni”. :)

Ze stadionu ruszyłem na Most Bartoszowicki, a później Wyspę Opatowicką, z której udałem się do Trestna i stamtąd już polnymi drogami wróciłem na Księże.

Bardzo cieszę się z dzisiejszej jazdy! A jeździło się przyjemnie. :)
Było tak ciepło, że ubrałem i krótkie gatki, i krótki rękawek.

Tak poza tym, z ważniejszych wydarzeń tego pięknego dnia, to zrobiłem jeszcze dziś zakupy w Lidlu. ;P

PARK SZCZYTNICKI


STADION OLIMPIJSKI


STADIONOWO-JESIENNE KLIMATY :)


MOST BARTOSZOWICKI


ŚCIEŻKA NA WALE PRZY MOŚCIE BARTOSZOWICKIM


POLANKA NA WYSPIE OPATOWICKIEJ


MOJE DZISIEJSZE ZAKUPY :D

:(

Poniedziałek, 13 października 2008 · Komentarze(16)
:(

Dziś została postawiona diagnoza przez lekarza dotycząca mojej kontuzji, która męczy mnie ponad 3 tygodnie...

Zapalenie pochewki ścięgna Achillesa...
To oznacza dla mnie brak jazdy do końca 2008 roku... :(
Grozi mi gips...
I modlę się, by to zapalenie nie przeszło w stan przewlekły...

Niestety kontuzja, która mnie dopadła okazała się bardzo paskudna, nawet nie przypuszczałem, że będzie dla mnie aż tak wielkim problemem...

PAŹDZERNIKOWE SŁONECZKO

Czwartek, 9 października 2008 · Komentarze(27)
PAŹDZERNIKOWE SŁONECZKO

Fajniutka pogoda się zrobiła. :)
Korzystając z tego, że świeci słońce pojechaliśmy z Krzychem do Siechnic, a więc jedną z fajniejszych trasek na krótkie wypady.
Dłuższe muszę sobie odpuścić na jakiś czas.

Fajnie się pedałowało.
Zrobiliśmy sobie też małą sesyjkę zdjęciową. ;)
Jak ja się cieszę, że znów mogę robić zdjęcia swoim aparatem! Brakowało mi go. :)

DŁUGO CZEKALIŚMY NA JAZDĘ W SŁOŃCU...


TO JEST TO!


KRZYSIO NADJEŻDŻA :D


WIĘC JA TEŻ! ;P


ZACHÓD SŁOŃCA – STAWIK KOŁO SIECHNIC

PARK POŁUDNIOWY Z CZARKIEM

PARK POŁUDNIOWY Z CZARKIEM

Po południu wybrałem się na mały rozruch. ;)

Pogoda dziś piękna, słońce i 18 stopni na plusie, więc grzechem było nie skorzystać.
Pojechałem do Czarka, a później razem z nim do Parku Południowego posiedzieć i pogadać.
W parku tłumy spacerowiczów...

PARK POŁUDNIOWY

DO KAMILI

Po

Wtorek, 7 października 2008 · Komentarze(16)
DO KAMILI

Po południu wybrałem się na Ślężną do Kamili.
Było miło i pyszny obiadek też był... :D

Szkoda jedynie, że jak wyszedłem z domu to akurat zaczęło padać. :)

Wczoraj nie jeździłem, bo dałem odpocząć swojemu ścięgnu Achillesa, które po Odysei na nowo boli i puchnie. :/
Najbliższe dni nie będę jeździł zbyt wiele na rowerze, bo muszę w końcu to zaleczyć.
Oczywiście rehabilitacja będzie przebiegać pod okiem najlepszego fizjoteraputy na BIKEstats.pl. :)

ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 –

Niedziela, 5 października 2008 · Komentarze(15)
ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 – DZIEŃ 2.

Po wczorajszym wieczorku ciężko rano się wstaje. Ale pogoda jaką widzę za oknem bardzo cieszy. :)
Dziś nie pada, nie ma tak wielu chmur na niebie, jak poprzedniego dnia i świeci słoneczko.
Nic tylko jeździć! Niestety moja dzisiejsza jazda staje pod znakiem zapytania, bo partner stwierdza, że na trasę nie wychodzi.
Czarek mówi mi, że jest zmęczony po poprzednim dniu i nie da dziś rady jeździć. :/
Szkoda. Namawiam go jeszcze trochę ale to nic nie daje, a czas goni.
Trudno, pojadę sobie sam, będę zbierał punkty jeśli się da, a potem zobaczę co zrobią z tym na mecie. W końcu przyjechałem na Odyseję żeby pojeździć. :)

O 9:00 ruszyłem na trasę. Chciałem jechać z Moniką i Darkiem ale gdzieś ich zgubiłem.
W takim razie gnam na pierwszy punkt nr 1 ile sił w nogach, by tam na nich poczekać (drugiego dnia obowiązywała kolejność zaliczania punktów).
Wyprzedzam kolejne grupki i tak się fajnie złożyło, że na tym punkcie byłem jedną z pierwszych osób. hehe
Po chwili dojeżdżają Mavic z Piotrkiem, a także Andrzej z Arkiem, z którymi miałem ochotę się zabrać. Podziękowałem im jednak, bo chłopaki szli na wynik, a mnie bolało ścięgno achillesa i głowa, więc było ryzyko, że w takiej formie będę ich hamować. :)
Na szczęście do punktu dotarła też Monika z Darkiem i to właśnie z nimi spędziłem resztę czasu na trasie. :)

Dziś organizatorzy odpuścili punkty nr 2 i 3, więc kolejny jaki zdobywamy to nr 4.
Najpierw jedziemy dość spory odcinek asfaltem, nawigacja banalna, a później kręcimy kilka kilometrów po szutrówce na końcu której zdobywamy punkt. Przez całą drogę mijamy się z wieloma uczestnikami Odysei.

Wracamy na asfalt i jedziemy przez Kołomań, później odnajdujemy niebieski szlak rowerowy i docieramy do krzyżówki w lesie, która nas interesuje. Tam skręcamy na brukową drogę, która wczoraj dała się we znaki Monice i Darkowi. Tak mnie tam wytelepało, że miałem dość. Głowa rozbolała mnie na dobre, a palce drętwiały na tych nierównościach sprawiając taki ból, że musiałem się co jakiś czas zatrzymywać. Dobrze, że na kolejnych takich zawodach będę miał rower ze sprawnym amortyzatorem. :)
Zdobywamy punkt nr 5, przy którym jest sędzia (jeden z nielicznych punktów z sędzią chociaż, że orgowie zapewniali nas o obecności sędziego na każdym punkcie...) ale nic nie mówi widząc, że podbijam kartę bez partnera... Dziwne.

No nic, jedziemy dalej. Odpuszczamy wojaże w terenie i jedziemy asfalcikiem do Zagnańska, potem na wioski Belno i Zalezianka. To był odcinek! Super górki, można było się tam nieźle rozpędzać i pocisnąć na podjazdach. Ja niestety zapomniałem o swoim niedomagającym ścięgnie i po dzisiejszym etapie na nowo zaczęło mnie mocno boleć, z powrotem pojawiła się opuchlizna... :/

Razem z Moniką i Darkiem bez problemy odnajdujemy punkt nr 6 ukryty pośród błot.
Musze powiedzieć, że dobrze jeździło mi się dziś z Bułgarskim Centrum. :D
Wspólnie wracamy z naszego ostatniego punktu do bazy rajdu ale pomyśleliśmy, że fajnie będzie, tak dla własnej satysfakcji zaliczyć jeszcze nr 10, który mieliśmy po drodze.
Tak też zrobiliśmy i jak później się okazało, ten punkt został nam zaliczony. :)

Docieramy na metę.
Odyseja dla nas się zakończyła.

Doprowadzamy siebie i nasze rowery do porządku, bo organizatorzy chcą zrobić szybko zakończenie.

No cóż, spieszy im się, to nic że jeszcze wiele osób jest na trasie, oni robią zakończenie...
W ogóle na temat tej organizacji nie chcę się rozpisywać.
Powiem tylko, że było kiepsko, wręcz żenująco.

Chwała im za to, że organizują taką imprezę, bo dzięki temu wielu ludzi dobrze się bawi ale nie można robić wielu rzeczy w taki olewający sposób.
Przecież każdy z uczestników za start zapłacił 60 złotych, co przy takiej ilości biorących udział w Odysei osób daje sumę około 10000 złotych, więc można było za to kupić woreczki foliowe na mapę...
Żal było mi drużyny, które wylądowały na 2 i 3 miejscu w klasyfikacji, a organizatorzy nie mieli dla nich pucharów... Po prostu przykre to było.

Jedyne świadczenia jakie zapewnił organizator to: mapy, nr startowe, i grochówka, która w drugi dzień była zimna i stała sobie na środku świetlicy w baniaku... :D
Były też do rozlosowania zestawy nagród... aż trzy na około 90 startujących zespołów...

Szkoda, szkoda.
I nie chodzi tu o mnie, bo ja i tak będę jeździć na takie rajdy, pewnie dlatego, że dzięki chłopakom organizującym w sposób perfekcyjny Bike Orient wiem, że takie imprezy mogą sprawić, że wszyscy opuszczają je z uśmiechem na twarzy i dużą satysfakcją. :)
Chodzi raczej o takie osoby, jak Czarek który ze mną jechał i dla którego był to pierwszy raz na takiej imprezie. Napatrzył się i chyba więcej w czymś takim nie weźmie udziału.

Pomijając porażkę organizacyjną trzeba nadmienić, że na niewielkiej ilości punktów byli sędziowie. Widziałem dużo osób, które zdobywały punkty samotnie (w tym ja drugiego dnia :D), inni widzieli, o zgrozo, zawodników-kozaków przemieszczających się autami (jeden z takich zespołów zajął trzecie miejsce w klasyfikacji „stulatków”). Przykre.
Jak to jest możliwe, że zostałem sklasyfikowany (chyba 26 miejsce) z Cezarym, jako zespół skoro w drugim dniu jechałem sam?! I to tyle. :)

Na koniec miłe rzeczy. :D
Cieszę się z super spędzonego weekendu w towarzystwie rowerowo zakręconych osób.
Poznawanie takich ludzi, jak Kasia, Andrzej, Arek, Mavic oraz Piotrek to czysta przyjemność.
Myślę, że podobnie jak ja, dobrze bawiła się większość uczestników. :)

Dla mnie było to kolejne spore doświadczenie w orientowaniu się. :)
Wiem jakie błędy popełniłem na trasie, wiem jak powinienem lepiej się przygotowywać do tych zawodów i niech to zaprocentuje w przyszłości. :)

Dziękuję wszystkim za dobrą zabawę!