ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 –

Sobota, 4 października 2008 · Komentarze(18)
ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA 2008 – DZIEŃ 1.

Wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany dzień. :)
Już ponad miesiąc wcześniej zdecydowałem, że wystartuję w tej imprezie. Miałem jechać w parze razem z Damianem ale niestety ważne sprawy zatrzymały go w domu – szkoda, bo brakowało tego poczciwego chłopca na Odysei – nie tylko na trasie. ;P
Zapewne jeszcze nie raz sobie to powetujemy. :)

Tydzień przed startem zaczęło się poszukiwanie przeze mnie partnerki lub partnera do jazdy. Okazało się to niełatwym zadaniem, bo każdy już miał inne plany weekendowe (szkoła, praca itp), niestety ciężko na ostatnią chwilę zmieniać plany i wyrzucać trochę pieniędzy, gnać 350 km, by śmigać na rowerze po lasach, topiąc się w kałużach i błocie przy padającym z nieba deszczu, który potęguje uczucie zimna...

No właśnie... :D
Takie warunki panowały na trasie w sobotę. :)
Całą noc poprzedzającą start padało... Padało również na starcie i tak aż do mety. :D
Większość ścieżek leśnych zamieniła się w potoki, a mniejsze przecinki w grzęzawiska, gdzie koło roweru zapadało się w błoto aż po piasty...
Do tego było zimno i ten ciągle padający deszcz, deszcz, deszcz...
Mimo to na starcie pojawiło się prawie 90 ekip, a więc jakieś 180 osób. :D

W sobotę, w Zagnańsku, który był bazą imprezy, spod Dębu Bartek, o godzinie 10:00 wystartowali uczestnicy rowerowego rajdu na orientacjęOdyseja Świętokrzyska 2008 – wszyscy uśmiechnięci, choć organizatorzy zadbali o to, by u wielu pojawiały się nerwy... :)
Do dziś się zastanawiam jak można dać ludziom w taką pogodę mapy, które nie są ofoliowane, mimo zapisu w regulaminie, który zapewniał o otrzymaniu zafoliowanej mapy... :D
Nic to, nie o organizatorach chciałem tu pisać. :)

Wśród osób na starcie pojawiło się kilku ludzi z BS, byli:
Monika, która startowała w parze z Darkiem – team: Bułgarskie Centrum. :D
Tomek jadący wspólnie z przesympatyczną Kasią – team: Nie jesteś w moim typie. :)
Napierator Mavic z bratem Piotrkiem (piękne imię :D) – KTR Bike Orient
Był również Mnowaczy oraz Japierdykam, których akurat nie udało mi się jeszcze poznać.:)
Startowałem jeszcze ja, a moim partnerem był Cezary, który przyjechał razem z mną z Wrocławia i z którym znamy się nie od dziś dlatego pewne rzeczy mnie nie dziwiły. ;)

Ok. Startujemy.
Po zapoznaniu się z mapami, które jeszcze były czytelne, pociskami razem z Czarkiem na punkt nr 12, który chyba wszyscy obrali sobie za pierwszy na trasie. :) (nr 14 i nr 15 zostały anulowane przez organizatorów)
W Zagnańsku wszyscy jadą szybko, często prędkość dochodzi do 40 km/h. Cezary rzucił się do wyprzedzania, cieszy mnie to, bo wygląda na to, że ma więcej siły niż wcześniej zapowiadał. :D
Gonię za nim, ciągle wyprzedzamy ludzi, w końcu skręcamy na Jasiów, zaczyna się podjazd, ciągle ciśniemy i jest cool, wiele osób już pasuje z tempem, a wśród nich mój partner, jakby to powiedział Darek „skończyło się rumakowanie”. :D
Szkoda, że tak szybko – czekam. Cezary dojeżdża, skręcamy w las, po chwili cały rower zapiaszczony, teraz już mi wszystko jedno czy jadę po błocie, czy po kałużach, już wiem, że to będzie błotna apokalipsa. :D
Podoba mi się ta zabawa. :)
Wpadamy na dwunastkę bez problemu, razem z nami jest masa innych ludzi.

Kolejny punkt, jaki mamy w planach to nr 8 – tam również jedzie reszta zawodników i również docieramy na niego bez problemu.
Niestety po zdobyciu tego punktu usłyszałem od Czarka, że on chce wracać.
Wszyscy odjeżdżają a ja prowadzę z nim negocjacje – szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda moknąć stojąc w deszczu, szkoda w ogóle wysłuchiwać pretensjonalnych tekstów... :/
Na szczęście jakoś udaje mi się go przekonać byśmy jechali dalej. Z drugiej strony bardzo żałuję, że nie spróbujemy zaliczyć wszystkich punktów, że mocno okroimy trasę. Trudno, postanawiam, że będę się bawił każdym kilometrem trasy, a zdobyte doświadczenie przyda się kiedyś. :)

Wyjeżdżamy na asfalt i mkniemy do wioseczki Odrowążek, po kilku kolejnych kilometrach wjeżdżamy w las, by zgarnąć nr 5 umiejscowiony przy terenach zrębowych. Wracamy z powrotem na asfalt. Wtedy jeszcze nie zauważyłem w jak bezmyślny sposób ominęliśmy dziewiątkę – jak się później okazało, już jej nie zdobyliśy.

Z piątki jedziemy na nr 6 położony przy zielonym szlaku w sąsiedztwie skał.
Punkt wydaje się łatwy do zdobycia od strony Bliżyna i tak też robimy dzięki czemu nie mieliśmy z nim problemów. Za to na punkcie spotkaliśmy kilka ekip, które straciły na niego sporo czasu.

Dalej chcemy z Czarkiem dotrzeć do szutrówki położonej na południe od punktu. Prowadzą do niej liczne przecinki i zielony szlak. Ten odcinek to był hardcore. :D
Na pokonanie 4 kilomtrów straciliśmy koło 40 minut. :D
Tony błota, rozlewiska, szlak zamieniający się w ścieżki, strumyczki, masa kamieni i drzewa leżące na drodze... To było coś. :)
Będąc na szutrówce podążamy w stronę nr 7, w okolicach którego spotykamy Kasię i Tomka. Krótka, miła pogadanka i razem wbijamy się na przecinkę prowadzącą do siódemki. Kolejny punkt na naszym koncie.
Kasia z Tomkiem wracają do szutrówki, a my z Cezarym przebijamy się przecinkami na zachód, by dotrzeć do asfaltu.

Dalej gnamy wzdłuż asfaltu przez Suchedniów, następnie skręcamy na brukową drogę, jeszcze jeden skręt, trochę błota, kamyczków i zdobywamy nr 11. :)
Zaraz potem czeka nas kolejny arcyciekawy odcinek. :D
Od jedenastki do nr 10 jest prosto, jak z bicza strzelił, 4300 metrów. Punkt może i łatwy nawigacyjnie ale nieźle dał w kość ten odcinek. Niemal cały wyglądał tak, że jechaliśmy wąskim pasem na środku dróżki, a po bokach mieliśmy głębokie koleiny po traktorze, wypełnione wodą i błotem. Co tu dużo kryć... parę razy noga się zapadała w błocie. :D

Tuż przed samym punktem, czeka nas jakieś 500 metrów walki z piachem, który choć mokry to i tak jest ciężko przejezdny (zwłaszcza dla tych co z przodu mają do dyspozycji tylko blat hehe). Wreszcie zdobywamy dziesiątkę.
Za chwilę cofamy się, by dotrzeć do szutrowej drogi. Na naszej mocno okrojonej trasie został jeszcze jeden punkt do zdobycia – nr 13.

Ten szutrowy odcinek to niemal ciągle podjazdy, mi się podoba. :)
Po jakimś czasie docieramy do asfaltu i skręcamy w stronę Belna, tuż przed samą wioseczką jedziemy skrajem lasu i zgarniamy nasz ostatni punkt.

Zostaje nam powrót na linię mety ale to już prościzna. ;)

Oddajemy kartę i idziemy myć rowery. :)
Później trzeba z siebie zrzucić kilogramy błota i piachu, a więc pakuję się pod prysznic w kompletnym rynsztunku rowerzysty. :D

Wieczór mija na miłych pogaduszkach w „Mini-barze” przy internacie i takich tam innych. ;)
Jest wesoło – jest tak jak miało być. :)
Jedni wcinają hamburgery, inni pierogi, pan za ladą się cieszy, bo mu obrót w sklepie podbiliśmy, tylko miejscowi nie wiedzą o co chodzi. ;)

Mogę tylko podziękować za super towarzystwo Kasi i Monice, Darkowi, Arkowi, Andrzejowi, Piotrkowi, Pawłowi, Czarkowi i Tomkowi. :)

Tak w ogóle to Mavic potrafi wziąć takiego gula jak mało kto. :D
Chociaż Darek też jest niezły, tyle że on to już klasa światowa – doświadczony zawodnik. ;P

Po pierwszym dniu team BIKEstats.pl zajmuje 40 miejsce – słabo ale fajnie, że w ogóle jakieś zajął, bo po drugim PK było ryzyko niesklasyfikowania. ;)
Z resztą, najważniejsza jest dobra zabawa.

Zdjęć niestety nie mam, może będą jakieś jak uda mi się je zdobyć.
Ja w każdym razie nie robiłem żadnych.

PO APARAT

Po

Piątek, 3 października 2008 · Komentarze(6)
PO APARAT

Po śniadaniu pomknąłem z Księża na ulicę Kasprowicza, by odebrać z naprawy swój aparat, który padł w ostatnim dniu wyprawy na Bornholm.
Na szczęście udało się go naprawić i znów będę mógł nim trzaskać fotki. :)

Udało mi się dotrzeć na miejsce w 30 minut. :)
Wczoraj, na tą samą ulicę jechałem samochodem 55 minut. :D
A więc rower na dystansie 11,5 kilometra w mieście okazał się niemal dwa razy szybszy od auta. :D

Teraz czas przygotować się do wyjazdu na Odyseję Świętokrzyską. :)

”Na krawędzi snu”

LASEK RAKOWIECKI

Z CZARKIEM

Popołudniu

Środa, 1 października 2008 · Komentarze(10)
Z CZARKIEM

Popołudniu musiałem wyjść na rower, bo już nie mogłem wytrzymać w czterech ścianach...

Szybkim tempem do Czarka, łamiąc wszystkie zakazy...
Potem z Czarkiem do Lidla, by skorzystać z promocji, którą polecił mi Darek, łamiąc jeszcze więcej zakazów...
Posiadówa w Parku Wschodnim - bardzo owocna...
Na koniec odprowadziłem Czarka do domku i wróciłem do siebie.

”You’ll never walk alone”

JAZDA MIĘDZY AUTAMI

W

Wtorek, 30 września 2008 · Komentarze(8)
JAZDA MIĘDZY AUTAMI

W południe pojechałem na miasto pobawić się w kuriera. ;)
Szczególnie wesoło było na Podwalu, Piłsudskiego ,Kazimierza Wielkiego, a już prawdziwa frajda to okolice Ronda Reagana.

Chciałem oddać aparat do naprawy – niestety firma na którą miałem namiar już nie istnieje.
Załatwiłem sprawę na poczcie i wróciłem na Księże.

Było bardzo przyjemnie – i to tyle przyjemności na ten dzień.

”You’ll never walk alone”

STÓWKA Z ASICĄ

Mieliśmy

Poniedziałek, 29 września 2008 · Komentarze(14)
STÓWKA Z ASICĄ

Mieliśmy dziś razem pojechać na Gromnik, który jest najwyższym szczytem Wzgórz Strzelińskich ale do tego celu nie dotarliśmy.
Nie zmartwiło nas to jednak zbytnio, bo wypad był bardzo fajny. :)

Początkowo mieliśmy super pogodę, słoneczko i osiemnaście stopni.
Wiatr kręcił z różnych stron ale mocno nie przeszkadzał.

Z Wrocławia udaliśmy się do Żórawiny i później różnymi wioseczkami jechaliśmy w stronę miejscowości Prusy skąd już zostałoby tylko 15 km do celu.
Niestety zrobiło się bardzo chłodno, chmury zasłoniły słońce, a my byliśmy lekko ubrani.
Trzeba pogodzić się z tym, że krótkie spodenki niedługo wrzucimy na całą zimę do szafy. :/

Udało nam się dojechać do Kondratowic, gdzie przy tamtejszym sklepiku spożywczym zrobiliśmy sobie długą przerwę na odpoczynek. :)
Wcinaliśmy smakołyki i tradycyjnie już, lodziki. :D
Poza tym miła pani w sklepie zrobiła Asicy kawkę...
Są jeszcze porządni ludzie na świecie.

Przy tej przerwie zapadła decyzja, że nie ma co jechać dalej w takim chłodzie, bo szkoda zdrowia. Odwrót i kierunek na Wrocław. :D

Jeszcze zanim opuściliśmy Kondratowice byliśmy świadkiem nieprzyjemnej sytuacji, która mogła skończyć się niezbyt wesoło...

Gdy siedzieliśmy przed sklepem podszedł do nas ostro wstawiony facet.
Pijaczek, jak pijaczek – pomyśleliśmy. Pewnie przesadził.
Coś tam zagadał, próbował być uprzejmy (strasznie spodobały mu się nogi Asicy :D )...
Po kilku chwilach jednak, z nowo zakupioną flaszką w dłoni wpakował się do auta i ku naszemu zdziwieniu odpalił je poczym ruszył w podróż do domu...
Ten człowiek ledwo trzymał się na nogach, miał problem z otwarciem drzwi w aucie, że o wrzucaniu biegów nie wspomnę...
Całe szczęście, że jego szalona jazda nie trwała dłużej niż 200 metrów...
Trafił na policję, która akurat była niedaleko.
Ucieszyło mnie to, bo zbyt często takim ludziom jazda po pijanemu uchodzi płazem...

My z Asicą na szczęście nie mieliśmy najmniejszych problemów z jazdą. ;)
Do Wrocławia wracaliśmy tą samą drogą i jechało nam się całkiem fajnie. :)
Tak się rozgadaliśmy po drodze, że nawet nie zauważyliśmy jak szybko uciekają kilometry.

Pożegnaliśmy się na skrzyżowaniu ulic Borowskiej z Armii Krajowej.
Asica pognała na Kozanów, a ja ruszyłem w miasto żeby pobawić się w kurierską jazdę. ;)
Szybko jednak śmignąłem na Księże, bo Achilles znów dał znać o sobie... :/

Dziś było tak jak jest zawsze z Jahoo – bardzo fajnie!
Dzięki! :)

TRASA:
Wro/Księże – Gaj – Wojszyce...
Wysoka -> Komorowice -> Szukalice -> Żórawina -> Żerniki Wielkie -> Bogunów -> Węgry -> Brzoza -> Brzezica -> Borów -> Piotrków Borowski -> Mańczyce -> Głowno -> Podgaj -> Karczyn -> Kondratowice -> powrót tą samą trasą
+ kilka km po Wrocławskich ulicach

”Na krawędzi snu”

POCZĄTKOWO POGODA BYŁA REWELACYJNA...


ALE NIE POGODA BYŁA DZIŚ NAJLEPSZA ;P

TAK JAK JUŻ DAWNO NIE

Niedziela, 28 września 2008 · Komentarze(10)
TAK JAK JUŻ DAWNO NIE BYŁO

Chwilka w rodzinnym domu...
I udało mi się wyciągnąć mamę na rower.
Przyjemna trasa, przy wreszcie pięknej pogodzie upłynęła przy dość ważnych rozmowach. :)
Ten wyjazd cieszy,


TRASA:
Jasień -> Jabłoniec -> Golin -> Zieleniec -> Jasionna -> Bronice -> Zieleniec -> Lisia Góra -> Jasień
”City of blinding lights”

HEJ, HEJ, HEJ, HEJ, WYPIJĘ

Piątek, 26 września 2008 · Komentarze(5)
HEJ, HEJ, HEJ, HEJ, WYPIJĘ JESZCZE!

Czyli mordercza jazda z zabrzańskiej Helenki na osiedle Kosmacza w Dąbrowie Górniczej...
Rano trzeba było wcześnie wstać.
Dziwnie wstaje się o siódmej, gdy człowiek kładzie się spać o piątej rano...

Na dworze było zimno, w żyłach gorąco...

W połowie trasy rozstaliśmy się z Hose, który odbił na Katowice, a my pognaliśmy dalej 94-ką na Dąbrowę Górniczą.
Gdy już dotarliśmy na miejsce, odetchnąłem z ulgą...
Jeszcze tylko lodzik, wtaszczyć się na górę z rowerem i... spanie! :)

Wieczorem razem z Asicą wracaliśmy już samochodem do Wrocławia.
Szkoda, że tak szybko.

Dziękujemy Monia za gościnę!
Jak zawsze było wspaniale!
Pierogi z mięskiem... wiśniówka... piwko... :)
Nawet BMG Ci wybaczam. :D
Teraz zapraszam do Wrocławia!

Dziękuję również za gościnę Anetce i Darkowi!
Było j/w. ;P
Zapraszam... j/w. :D


TRASA:
Zabrze Helenka -> Bytom -> Siemianowice Śląskie -> Czeladź -> Będzin -> Dąbrowa Górnicza

”City of blinding lights”

MOJE DWIE ULUBIONE ALGIDY! ;P

TRIP – MARZENIE

TRIP – MARZENIE

Razem z Kosmą i Asicą wybieramy się dziś na zabrzańską Helenkę, gdzie odwiedzamy rowerową rodzinkę Darka – dziś niestety w niepełnym składzie, bo była Anetka z Igorkiem i wspomniany Darek, a brakowała Wika, który pojechał do zachodnich sąsiadów rwać laski z Fun Clubu. ;)

W drodze na Helnkę towarzyszył nam przesympatyczny gość, którego miałem okazję wreszcie poznać – Hose. :)

Trasą nr 94 mi jechało się bardzo sentymentalnie. W Czeladzi niewiele brakowało bym na oczach stojącej za mną Straży Miejskiej przemknął przez czerwone światło, na szczęście w porę się obejrzałem za plecy. Nie wiem tylko dlaczego Asica mnie wyśmiała. ;P

Gdy dotarliśmy na Helenkę postanowiliśmy odwiedzić nasz tamtejszy ulubiony sklep, czyli Żabkę. Robimy potrzebne zakupy i w międzyczasie udaje nam się, wyperswadować Hose, że zdąży jutro na rano do pracy wyjeżdżając z Helenki. :D
Dzięki temu wiemy, że czeka nas przyjemny wieczór w komplecie.

Gdy zapadł już zmierzch, nastał wieczór, razem z Darkiem wyruszamy na nocną przejażdżkę ulicami Bytomia i Zabrza.
Bardzo spodobał mi się jej przebieg.
Darek pokazał nam kilka świetnych miejsc z klimatem.
Koksownie i huty oglądane nocą, to widoki jakie do tego dnia żyły jedynie w mojej wyobraźni. To widoki z dziecięcych książeczek, jakie kiedyś trzymałem na swojej półce z zabawkami... :D
Po prostu coś pięknego!
Z każdego kilometra trasy czerpałem wielką przyjemność, którą potęgowała również świadomość tego, że poruszam się śląskimi ulicami w towarzystwie niesamowitych ludzi.
Tego obrazu nie zamazał nawet fakt powracającego bólu w ścięgnie Achillesa, który stał się ostatnio mym utrapieniem...

Razem z Darkiem przemykamy przez kilka „dzielnic cudów”, podziwiamy kilka pięknych kościółków, przejeżdżamy obok stadionu legendarnego „Górnika”, na którym wspaniałe mecze rozgrywał Włodzimierz Lubański...

Było pięknie przed...
Było pięknie podczas...
Było pięknie po...

TRASA NA HELENKĘ:
D.G. - Będzin - Czeladź - Siemianowice Śląskie - Bytom - Zabrze Helenka

TRASA NOCNA:
Zabrze (Helenka, Rokitnica) Bytom (Miechowice, Karb, Bobrek) Zabrze (Biskupice, Centrum, Maciejów, Mikulczyce, Rokitnica, Helenka)

”City of blinding lights”

EKIPA PRZY MŁOCIE KUŹNICZYM


KOKSOWNIA – ZABRZE/BISKUPICE

ZAGŁĘBIOWSKIE KLIMATY

Troszkę

Środa, 24 września 2008 · Komentarze(4)
ZAGŁĘBIOWSKIE KLIMATY

Troszkę późno wstaliśmy. :)
Wszystko przez to, że Kosma próbowała poprzedniego wieczoru upoić nas piwem i swoją wiśniówką. :D

Pogoda była taka sobie, za to nasze samopoczucie rewelacyjne, dlatego podobnie jak wczoraj zrobiliśmy traskę na rowerach.
Dziś była o wiele dłuższa. :)

Monika pokazała nam dużo fajnych miejsc w Dąbrowie Górniczej.
Najpierw odwiedziliśmy Kazimierz Górniczy, gdzie w tamtejszym parku nieco się poobijaliśmy – bardzo sympatyczne miejsce.
Co ciekawe, znajduje się tam fajne mini-zoo. :)
Dla nas atrakcją były muflony wcinające jabłka. :D

Później odwiedziliśmy Balaton, który objechaliśmy dookoła.
Kolejnym ciekawym miejscem była strzelnica, na której jest kilka ekstremalnie szybkich zjazdów. Jeden z nich kiedyś pokonała Monika i jak mówi... „czujesz jak mózg napiera ci na tył czaszki, takie jest przyspieszenie!” :D
Dzisiaj nikt nie odważył się zjechać, bo było bardzo mokro i grząsko.
W sumie nie wiem, czy miałbym w ogóle odwagę tam pozjeżdżać, nawet gdyby było sucho... :)

Po wizycie na strzelnicy nadszedł czas na zaliczenie podjazdu na wzgórze gołonoskie, na którym usytuowany jest najstarszy kościółek Dąbrowy Górniczej. Podjazd krótki ale nawet niezły. :)
Koło kościółka robimy malutką przerwę na gadu-gadu. ;)

I wreszcie nadszedł czas na gwóźdź programu! :D
Kosma zabiera nas na objazd Pogorii III i IV!
Byłem tam już kilka razy i znów mi się podobało. :)
Asica też zachwycona, zwłaszcza żaglówkami. :)

Pojawia się deszcz i zimno...
Nam uśmiechy z twarzy jedna nie schodzą i po opuszczeniu Pogorii wpadamy do Parku Zielona, gdzie nieźle ubłociliśmy swe rowery.

Po kilku chwilach zabłociliśmy też Kosmatej mieszkanie, wyciągnęliśmy z lodówki piwka i rozpoczęliśmy kolejny świetny wieczór, w którym towarzyszyły nam dodatkowo dwie przesympatyczne osoby... :)

TRASA:
D.G. Mydlice - Staszic - Kazimierz Górniczy (park z mini-zoo) - Balaton - Kazimierz Górniczy - Staszic - Gołonóg - (strzelnica) - kościół w Gołonogu - Pogoria III - Pogoria IV - Park Zielona - Centrum D.G. – Mydlice

”City of blinding lights”

KAZIMIERZ GÓRNICZY


KOSMA


ASICZKA


ICH PRZYJACIEL... MUFLON


ALE DAJĄ! :D


ŚCIEŻKA PRZY POGORII IV

NIEWEEKEND U KOSMY

Dzień

Wtorek, 23 września 2008 · Komentarze(4)
NIEWEEKEND U KOSMY

Dzień zaczął się tak sobie, później było normalnie, a na koniec... wspaniale. :)

W południe spotkałem się jeszcze na wrocławskiej ziemi z Asicą. Pojechaliśmy do mnie na herbatkę, która mi nie smakowała, a później zapakowaliśmy nasze rowery w moją furę pościgową i pognaliśmy autostradą na Śląsk i Zagłębie!
Do Kosmy rzecz jasna. :D

Jak zawsze na początku spotkania radosne powitanie, uściski i lodziki... zakupione w Tesco wraz z innymi produktami. ;P
Tradycyjnie, jak to u Kosmy, również posiłek składający się z pierogów. :)

Po tym wszystkim, a było już nieco po dziewiętnastej, wychodzimy z wigwamu Kosmacza, by spotkać się z Darkiem, znanym na BS jako Dariusz79. :)

Wspólnie jedziemy na zamek w Będzinie, który w nocnej scenerii prezentuje się jeszcze piękniej niż za dnia! Jest to niezwykłe miejsce!
Tam spędzamy trochę czasu na miłych pogaduszkach.
Darek niestety musi nas opuścić, bo ma mało wolnego czasu.
Mimo to i tak się cieszymy, że mogliśmy go poznać, bo to sympatyczny i pozytywnie zakręcony chłopak. :)

Z Będzina udajemy się jeszcze na Pogorię no.3, gdzie Asica chciała zanurkować razem z Flecikiem. ;P
Szkoda, że zaczyna mżyć i jest bardzo chłodno. To jednak nie jest w stanie nam odebrać przyjemności z tego wieczornego wyjścia na rower.
Postanawiamy zakończyć je na wizycie w pizzeri, gdzie przy pysznym piwku wcinamy smakowitą pizzę! Była naprawdę olbrzymia! :)

Cały dzień i wieczór były świetne!
Szkoda tylko, że dziewczyny katowały mnie tym wstrętnym kanałem TV... :D

TRASA:
D.G./Mydlice -> Będzin – zamek -> Pogoria III ->D.G./Centrum -> D.G./Mydlice

”City of blinding lights”

NA ZAMKU W BĘDZIENIE


DAREK Z DZIEWCZYNAMI


PIZZA!!!