Mini rundka po osiedlu, zaraz jak tylko wstałem :) Przywitałem dzionek na rowerku, później do domku szybko przyszykować się przed odjazdem do Warszawy (no zabrać bilety, no i te... Piasty na podróż sześciogodzinną pociągiem :P )
W pociągu będziemy słuchać relacji ze skoków w Planicy, bo Adam to najlepszy spotowiec i Adam jest nasz!
WARSZAWA – Stadion Wojska Polskiego, POLSKA – AZERBEJDŻAN 5:0
Dziś znów wspaniałe zwycięstwo! 221,5 metra w drugiej serii! Planica zdobyta :) Już go nikt nie powstrzyma, bo legenda musi trwać! :D
A w tym naszym kochanym Wrocławiu, niebo płacze cały dzień – chyba ze szczęścia hehe Tak więc idę na rower i wrócę cały mokry :P
------------------------------
A na mój dystans dzisiejszy złożyły się: - wyjazd do Sulimka na Swobodną – zaraz po skokach - malutka rundka na mieście – z Gaju przez PKP na Plac Dominkański, dalej Most Grunwaldzki, Kładka Zwierzyniecka i powrót Krakowską i Armii Krajowej do domku.
W tej chwili mamy odprawę przedmeczową z Adriankiem z Piastem w rolach głównych, potem spać, bo jutro trzeba wcześnie wstać :D
Na rower wybrałem się dopiero o 22. razem z Tomkiem, który strasznie chciał przetestować pedał Cześka :D
Z Gaju pojechaliśmy na Most Milenijny, przez ulice Armii Krajowej, Hallera, Klecińską i Estakadę, a więc klasycznie :) Powrót też klasyczny, bo przez centrum.
Było trochę zimno i mokro, ale nie ma co narzekać :)
Wróciłem z Tomkiem na Gaj i pojechałem jeszcze do Rzymiana, a na koniec praca i w łóżku dopiero o 6 rano ;]
Miałem dziś być już we Wrocławiu, ale w ostatniej chwili zmieniłem plany i zostałem w domu jeden dzień dłużej. Okazało się, że było to dobre posunięcie również ze względu na rower :) bo z tego co mówili mi znajomi to dziś we Wrocławiu padał śnieg, a u mnie w Jasieniu może i jest chłodno i wietrznie, ale za to sucho. :)
Postanowiłem pojechać do Suchodołu, malutkiej, malowniczo położonej wioseczki, gdzie jest dość ciekawe jeziorko. Kiedyś dość często tam jeździłem i dziś chciałem odwiedzić to spokojne, zapomniane miejsce. Chyba czułem potrzebę udania się w takie ciche miejsce, bo już od jutra wracam do życia w wielkiej aglomeracji hehe
Do Suchodołu pojechałem dość nietypową trasą, bo starałem się omijać las, ze względu na drogi pełne błota, po ostatnich deszczach. I tak z Jasienia asfaltem do Tuplic, a dopiero stamtąd do Brodów, z których do Suchodołu jedzie się przez Jeziory Dolne, a dalej wąską, krętą drogą między mokradłami.
Do domu już wracałem szybko główną drogą na Lubsko i stamtąd do Jasienia, by zdążyć przed zmierzchem, gdyż zapomniałem zabrać oświetlenie – no i zdążyłem :)
Na noc znów do pracy, a jutro już na 100% Wrocław – mam nadzieję, że bez śniegu :/
Okolice Proszowa – „Sosna Ośmiornica”
Brody – Brama Miejska
Brody – Pałac, kiedyś centrum życia szlacheckiego – dziś ruina...
Dopiero po godzinie 17. wyszedłem pojeździć. Dziś już na szczęście nie padało, ale było wciąż bardzo pochmurno, wiatr trochę ustał :)
Ja coś ciągle czuję się słabo, pewnie przez tą dobijającą pogodę hehe
Dziś tylko zrobiłem traskę:
Jasień Lisia Góra Zieleniec Golin Jabłoniec Jasień Świbna Bieszków Jasień
Kilka małych podjazdów i jeden zjazd z Jabłońca, z którego nawet nie chciało mi się pocisnąć, bo nie miałem powera w nogach (jak to Adaś Małysz mówi :D )
Tak, tak, to co dziś zrobił w Oslo - wygrał z takim wiatrem! Mazoch do dzisiaj ledwo chodzi po takim wietrznym incydencie, a Adaś wylądował i ten jego... uśmiech! Klasa, mistrz! Po prostu najlepszy!
------------
A u mnie deszcz rano, w południe deszcz, a wieczorem już... deszcz :D I chłodno cały dzień, a do wiwatu dawał też huraganowy wiatr :)
Pojeździłem po leśnych drogach, by troszkę schować sie przed deszczem i wiatrem, jeździłem bardzo ostrożnie, by nie pobrudzić się za bardzo wszędobylskim błotem hehe
Tak, tak Adaś to fenomen, dzisiaj wygrał na swojej skoczni w Oslo, został liderem Pucharu Świata i teraz już nic i nikt go nie powstrzyma!!!
ADAM JEST NAJLEPSZY!!! :)
A ja... jestem w domu – w Jasieniu :D Niestety, kiedy zajechałem na podwórko rodzinnego domu przywitał mnie deszcz, który później padał przez niemal cały dzień :(
W momencie, kiedy troszkę się uspokoiło, czyli po godzinie 16 :) wybrałem się na krótką przejażdżkę, podczas której zmagałem się z bardzo nieprzyjemnym wiatrem. Chciałem dzisiaj pobić swoją maksymalną prędkość na prostej, ale dałem radę wycisnąć tylko 50,3 km/h Morał z tego taki, że trzeba więcej jeździć :D
Mimo złej pogody jestem bardzo zadowolony ze swojego dzisiejszego wypadu.
Dzisiaj wreszcie udało się wyciągnąć na rower Rzymianka :) Nawet go namówiłem, by stał się członkiem naszej społeczności :D -->RZYMIAN
Zanim to jednak nastąpiło pojeździłem sobie troszkę po południu sam. Udałem się na chwilkę do Parku Wschodniego, gdzie zrobiłem dwa kółeczka. Dobrze mi to zrobiło, bo nie wyspałem się po pracy, a tak chociaż się dotleniłem :)
Z parku skoczyłem do Rzymiana, by oglądać Adasia Małysza – niestety konkurs odwołano :(
I wieczorem razem ze swoim świetnym koleżką pojechaliśmy na Most Milenijny, z którego wróciliśmy przez centrum do domku. Było bardzo przyjemnie, a będzie już ciągle lepiej :D
Na rower dzisiaj wybrałem się dopiero po 17, wcześniej miałem trochę zajęć i odsypiałem nockę – dziś kolejna :D
W dalszym ciągu odczuwam skutki wtorkowego grania w piłkę, choć już wszystko mnie trochę mniej boli :) w każdym razie dziś na rowerze, podobnie jak wczoraj, sobie odpoczywałem i relaksowałem się.
Pojechałem na trasę stosunkowo często przeze mnie odwiedzaną, a więc do Siechnic przez Trestno i powrót do Wrocławia przez Świętą Katarzynę.
Szkoda, że tak dużo chmur dziś było na niebie, bo przez to zachód słońca nie był żadną rewelacją ;] w ogóle pogoda taka sobie, bo chłodno strasznie – ciągle jeżdżę w długich spodniach, a miałem nadzieje już tylko na krótkie – jakoś jeszcze wytrzymam :D
Cześka znowu nie spotkałem :)
Trestno – kościół
Samolot nad Brochowem
TRASA: Wrocław/Gaj – Niskie Łąki – Opatowice... Trestno -> Blizanowice -> Siechnice -> Święta Katarzyna -> Zacharzyce Wrocław/Brochów - Gaj
Nie choruję na tzw. "cyklozę".
Pokonywanie dystansu i własnych słabości, poznawanie nowych miejsc i ludzi (w niektórych można nawet się zakochać :D ), zdrowe i przyjemne spędzanie wolnego czasu - o to w tym wszystkim chodzi!
I tak właśnie wygląda ta moja zabawa z rowerem. :)
Uwielbiam jeździć długie dystanse i pokonywać podjazdy.
Kocham lasy, kocham góry, kocham jeździć. :)
Czasem bawię się w rowerowe rajdy na orientację ale najwięcej radości sprawia mi podróżowanie z sakwami. W wakacje 2009 roku wraz z moją kochaną Asią i przyjacielem Mateuszem pokonałem trasę Dookoła Polski. Łącznie przejechaliśmy niemal 4000 kilometrów w ciągu 30 dni. Na trasie towarzyszyli nam nasi Przyjaciele. Poza tym mam na swoim koncie wypady do Pragi, Wilna oraz na Bornholm. W głowie są kolejne plany. :)
Na blogu BIKEstats.pl dodaję regularnie i nieregularnie wpisy od czerwca 2006 roku. Można tam znaleźć tysiące zdjęć, oraz setki opisanych tras i relacji z wycieczek mniejszych i większych. :)
Trochę statystyki:
PRZEBIEG: 52'788 km (30.04.10)
MAX DYSTANS: 323,40 km (24.07.08)
MAX PRĘDKOŚĆ: 72,00 km/h (Puchaczówka, 20.09.09)
POWYŻEJ 300 km: 2 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 200 km: 16 razy (stan na 19.03.12)
POWYŻEJ 100 km: 170 razy (stan na 19.03.12)